Film

Ach śpij kochanie

Opublikował

dnia

Namaluję obrazek i powieszę go sobie w pokoju. Potem Ty namalujesz obrazek i powiesisz go w muzeum. Czym się będą różnić? Twój obrazek ma szansę zostać uznany za dzieło sztuki (nawet jeśli tylko z uwagi na to, że znajduje się w bardziej odpowiednim miejscu). Mój ma szansę otrzymać pozytywną recenzję od mojej mamy: „Ładne. To, to… to kot, czy fretka? Podobny problem dotyka, jak widzę, polską kinematografię, której twórcy nie mogą się zdecydować, czy niektóre filmy należy kierować na wielki ekran, czy może lepiej byłoby pociąć je na kawałki, dołożyć do nich nieco więcej sensu i puścić je w telewizji, jako dobry serial, zamiast miernego „hitu” kinowego. Taki właśnie problem, z przyłożeniem odpowiednich środków artystycznych, dotknął film Krzysztofa Langa, „Ach śpij kochanie” (2017).

Historia seryjnego mordercy sprzed ponad pół wieku, Władysława Mazurkiewicza (aka Piękny Władek, tudzież Elegancki Morderca), w którego skórę wszedł Andrzej Chyra, została opowiedziana niestety okrutnie chaotycznie. Skaczemy od wątku do wątku i nie mamy nawet szansy na porządne zanurzenie się w historii, gdyż wszystko zostaje rozwiązane zanim na dobre się zawiąże. Momentami film robi niezłe wrażenie, niestety każdy krok na przód zostaje potem okupiony dwoma krokami w tył. Obraz jest poprawnie osadzony w epoce (Kraków 1955), jednak zamiast kryminalnej warstwy całego dochodzenia prowadzonego przez Karskiego (Tomasz Schuchardt) wychodzi tu na wierzch warstwa polityczna – jakie to boleśnie typowe dla naszej rodzimej kinematografii. I to pomimo upływu tylu lat. Wstyd! A można było wejść głębiej w psychologię i związki przyczynowo skutkowe by zapewnić widzom tę frajdę, której dostarczają zagraniczne produkcje tego typu, na których tak nieudolnie się wzorujemy. I nie chodzi tu o to, że nie potrafimy robić takich filmów, wręcz przeciwnie. Ostatnimi czasy kryminały nawet nieźle nam wychodzą („Ziarno prawdy”, „Sługi boże”, „Jestem mordercą”). Seria sprawnie zrealizowanych, wciągających i odnoszących sukcesy filmów sugerowałaby, że wszystko gra. Niestety w przypadku „Ach śpij kochanie” zabrakło zarówno nut, jak i porządnego dyrygenta – właśnie to pogrzebało w głębokim mule twórców (ale nie odtwórców) i ich dzieło.

Najmocniejszą stroną filmu jest właśnie obsada (wymienieni wyżej „odtwórcy”). Tomasz Schuchardt sprawdził się fenomenalnie w roli Karskiego i przekonał mnie całkowicie swoją grą aktorską, sprawiając że byłem w stanie wytrwać do końca. Andrzej Chyra, który wcielił się w rolę Mazurkiewicza (Pięknego Władka), także nie zawiódł. Z drugiej strony porównywanie go do Hannibala Lectera – czy to przez sposób jego filmowania i charakteryzacji, czy to przez sugestie widzów – jest mocno przesadzone i moim zdaniem zupełnie niepotrzebne. Chyra i Hopkins to dwie różne osobowości, które za każdym razem potrafią wypełnić sobą plan filmowy i podkreślić swoją na nim obecność. Nieporównywalne kunszty aktorskie, godne jednak najwyższego uznania za swoją eklektyczność, wyrazistość i wdzięk. Dla opornych: nie potrzebny nam Hopkins, skoro mamy Andrzeja Chyrę; niepotrzebny nam Lecter, skoro mieliśmy prawdziwego Eleganckiego Mordercę. Wyraźnie odegrali swoje role także Bogusław Linda, Andrzej Grabowski i Arkadiusz Jakubik, choć tego ostatniego było mi strasznie szkoda – dobry aktor, wprowadzony do filmu tylko po to, aby było kogo odstrzelić dla poruszenia publiki. Skandal, czy przykra praktyka? Sami oceńcie. W tle pojawiają się również inni dobrzy i lubiani aktorzy: Katarzyna Figura, Tomasz Schimscheiner, Ireneusz Czop, Jerzy Trela, Krzysztof Globisz… Po co? Niestety wyłącznie dla kilku scen i, jak mi się wydaje, sztucznego podniesienia rangi filmu.

Czymś o czym jeszcze warto wspomnieć jest klimat, który Krzysztof Lang potrafił osiągnąć w swoim filmie, ale nie potrafił go na dłużej utrzymać. Niemniej błędy techniczne w doświetleniu całego obrazu zapewniły mu mroczną atmosferę, tak potrzebną gatunkowi do jakiego stara się aspirować. Kostiumy i charakteryzacja również stoją na wysokim poziomie dzięki czemu są jedynym godnym, artystycznym uzupełnieniem aktorów w filmie.

Główne zarzuty, jak zawsze podobne dla polskich produkcji: fatalne oświetlenie obrazu i jakikolwiek, lub szczątkowy brak jego głębi ostrości. Marnotrawstwo talentów aktorskich na niespotykaną wręcz skalę (u nas smutny standard). Po raz kolejny otrzymujemy produkcję, która mocno kuleje na poziomie scenariusza i wykonania technicznego, co kwalifikuje ją najwyżej do szeregu filmów telewizyjnych. Kurczowe trzymanie się ogranych już tematów w podejściu do historii, a przy tym totalne zubożenie głębi psychologicznej i drugiego planu. Film Krzysztofa Langa byłby z pewnością lepszy gdyby rozbić go na serial i dograć do niego, tak potrzebne dla logiki całości i sjużetu, sceny. Serce mi pęka kiedy przychodzi mi raz od wielkiego dzwonu napisać recenzję polskiej produkcji i praktycznie muszę przepisywać to samo. Magda Gessler walczy z syfem w restauracjach, a moją krucjatą stanie się chyba walka z brakiem wyobraźni i rozrzutnością polskich filmowców. Potworność.

Podsumowując: nie jest to dzieło wybitne, ale z szacunku dla pracy aktorów i ludzi dbających o ich wygląd na planie, można je obejrzeć. Nie dłuży się, więc nie poczujecie, że straciliście cenny czas. Zostanie tylko niedosyt i wątpliwości względem tego, co właściwie zostało zaprezentowane na ekranie.

Recenzent: Michał Pietrzak

Ach śpij kochanie
Kraj: Polska (2017)
Reżyseria: Krzysztof Lang
Obsada: Tomasz Schuchardt, Andrzej Chyra, Bogusław Linda, Andrzej Grabowski
Dystrybutor: Monolith Video
Michał Pietrzak

Absolwent Filmoznawstwa. Miłośnik kina klasycznego i eksperymentów kulinarnych. Reżyser i scenarzysta amator. Niepoprawny optymista, zapalony wolontariusz WRO Media Art Biennale i nałogowy gracz „World of Warcraft”.

Polecamy także