Literatura

Agnieszka Kwiatkowska – Drugi peron

dnia

2 peron

Długo się zastanawiałem, co napisać o „Drugim peronie”. Wystarczyłoby, że to znakomita książka, bo przecież literatura na tym poziomie powinna obronić się sama. Jednak wiem z doświadczenia, że tak nie jest. Abyście zechcieli sięgnąć po tę książkę, muszę Was przekonać. Powiedzieć Wam dlaczego ten, a nie inny tytuł powinien znaleźć się obowiązkowo w Waszej biblioteczce. Jeśli cenicie sobie „Grozę” – tak, „Grozę” przez duże „G”, taką poetycko, ujmująco napisaną, taką najwyższych lotów – to „Drugi peron”, debiutancki zbiór opowiadań Agnieszki Kwiatkowskiej, taki właśnie jest.

Nie, to nie jest poklepywanie po plecach osoby, którą znam długo (a jest to autorka z wąskiego – bądź co bądź – środowiska). To chwalenie niewielkiego objętościowo, ale bogatego w treści zbioru tekstów, z których wiele na długo zapadnie Wam w pamięć. Z których wiele Was zachwyci, jeszcze więcej zaszokuje i przerazi. Nie. Nie zaatakuje was hektolitrami krwi i rozrywanymi wnętrznościami. Podejdzie Was dyskretnie, chyłkiem. Najpierw rozproszy lekką, leniwą poetyką swojej opowieści, by w starannie wyważonych finalnych woltach przyszpilić Was do ziemi. Aż stracicie oddech.

Brzmi górnolotnie? Być może. Ale proza Agnieszki Kwiatkowskiej to nie jest coś, co spotyka się w grozie (nie tylko polskiej) na co dzień. Jako że jest to publikacja równorzędna z debiutem Damiana Zdanowicza, porównania nasuwają mi się same. I muszę podkreślić, że jest to proza bardzo różna od przesyconej Ligottim, onirycznej publikacji autora „Kamienicy panny Kluk”. Z pewnością jest to proza bardziej otwarta, mniej hermetyczna i niszowa. Mimo że wymyka się utartym schematom. Mimo że nie atakuje przerysowanymi, pulpowymi potworami, potrafi przerazić, a groza kryje się tam między słowami, starannie ukryta, wyczuwalna, choć nie rzucajaca się w oczy. Niewielu autorów potrafi tak pisać. Jeśli szukałbym pisarzy, do których Agnieszce blisko stylistycznie, to wymieniłbym Agnieszkę Hałas, autorkę znakomitej powieści „Olga i osty”. Kwiatkowska, podobnie jak jej imienniczka, oscyluje często na granicy realizmu magicznego, choć „Drugi peron” zdecydowanie skłania się bardziej ku grozie.

Rozpoczynająca zbiór miniatura „Świat wg łyżeczki” to wspaniały przykład historii opowiedzianej oczami przedmiotu ze smakowitym, przewrotnym zakończeniem. Zaraz po nim jest mój czarny koń „Drugiego peronu”, czyli „Mali powstańcy”. Wspaniale skonstruowane, świetnie dawkowane opowiadanie z motywem powstańczym, jakiego nikt by się nie spodziewał. Jest to jedno z moich ulubionych tekstów Agnieszki, gdzie doskonale uwidacznia się jej umiejętność panowania nad historią, by prezentować ją powolnie, subtelnie, a czytelnik miał co czytać między wierszami. By nie mówić wprost, ale pozwolić odbiorcy samemu wyławiać okruchy obrazu i składać go w całość. Szokująca i zaskakująca całość. Już dla samego tego tekstu warto zainteresować się tym zbiorem. Z kolei „Zapach kamienia” i „Zaułek zaginionych” to opowiadania niesamowicie poetyckie, ale poniekąd gawędziarskie. To one właśnie przywodzą mi na myśl skojarzenia z prozą Hałas, gdzie każde słowo, każde zdanie buduje misterny obraz opowieści. Autorka przywiązuje uwagę do szczegółów opisywanego przez siebie świata, jednocześnie nie wpadając w pułapkę przesadnych dłużyzn, które przytłaczałyby czytelnika. To przykład znakomitego wyważenia formy i treści.

„Medium” to historia, która mogłaby być napisana przez któregoś z hiszpańskich twórców filmowej grozy. Jest w niej coś takiego, co przypomina mi klimat wspaniałego filmu Mateo Gila pod tytułem „Widmo”. Bliżej filmowemu dziełu co prawda do melodramatu niż horroru, a jednak w nostalgicznej opowieści o duchach i pragnieniu odzyskania utraconej miłości, odnajduję wiele stycznych z opowiadaniem Kwiatkowskiej. I to właśnie siła wyrazu, połączona z kobiecą wrażliwością, zmysłem obserwacji i umiejętnością opisywania rzeczy prozaicznych, stanowiących tło dla głównego wątku, przesądzają o sile tego opowiadania.

Podobna poetyka, ocierająca się o realizm magiczny, daje się odkryć w „Trzech miastach”, gdzie bohaterem jest nie człowiek, ani nawet rzecz, ale „zjawisko”. Nie powiem więcej, by nie zdradzać zbyt wiele z fabuły. I wreszcie opowiadanie tytułowe, „Drugi peron”. Powiedziałbym nawet, że to nowela, która jest jedyną dłuższą forma prozatorską w zbiorze, zajmującą znaczną część jego objętości. Kolejowa historia, która nie może kojarzyć się z nikim innym, jak mistrzem takich opowieści – Stefanem Grabińskim. Śpieszę donieść: Agnieszka nie próbuje kopiować stylu naszego rodzimego klasyka, nie usiłuje stworzyć opowieści na wzór i podobieństwo jego utworów. Po prostu umiejętnie i z należytą wrażliwością czyni bohaterem (trochę w tle) samą kolej i jej stacje oraz perony – całe to „środowisko”, którym tak często przesycone były utwory Grabińskiego. Kwiatkowska w „Drugim peronie” zrobiła z kolejową grozą Grabińskiego to samo, co uczynił wcześniej w zbiorze „Wszystkie białe damy” Piotr Borowiec dla klasycznych wiktoriańskich opowieści o duchach. Obydwoje uwspółcześnili wybrane przez siebie estetyki, jednocześnie nie przeinaczając ich, nie odzierając z ducha klimatu, a jedynie dopasowując do opowiadanych przez siebie historii. I znów przychodzi mi na myśl wspominana tu wcześniej „Olga i osty” Hałas, ale i trochę „Popiół i kurz” Grzędowicza – może przez ten drugi świat. Prześwitujący przez osnowy rzeczywistości, który dostrzec mogą tylko nieliczni – trudno powiedzieć, czy bardziej wybrani, czy przeklęci?

Podsumowując, „Drugi peron” to zbiór, który z pewnością będzie jedną z najbardziej znaczących książek w polskiej grozie w tym roku. A może i w ostatnich kilku latach? Naprawdę rzadko zdarzają się takie debiuty. Równe, umiejętnie złożone, dopracowane. Zbiory opowiadań często cierpią na swoistą bolączkę kilku tekstów znakomitych, kilku średniaków i typowych „zapychaczy”, które mają wypełnić wymaganą objętość. Tutaj tego nie ma. Autorka wraz z wydawcą postawili na skromne, niespełna, sto stron, jednak każda z nich jest warta więcej niż kilka powieści grozy, których wcale niemało zalega na księgarnianych półkach.

„Drugi peron” pokazuje także coś jeszcze. Rzecz bardzo ważną, zbyt ważną, by o niej nie wspomnieć. Ukazuje potencjał tkwiący w polskiej grozie. Owszem, nie trafi ona do mas, nie zawojuje rynku, nie zachwyci milionów. A szkoda, bo naprawdę jest tego warta. Ale „Drugi peron” pokazuje, że u nas też można pisać grozę na światowym poziomie, nie tylko opowiadającą znakomite mroczne historie, ale też samą w sobie, wysmakowaną literacko.

6 Stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Agnieszka Kwiatkowska – Drugi peron
Wydawca: Phantom Books (2017)
Liczba stron: 90
Mariusz
Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także