Literatura

Ali Land – Ja dobra zła

Opublikował

dnia

jdz

Dzieciństwo i wczesna młodość upływająca w cieniu życia z seryjną morderczynią, zmuszającą córkę do udziału w swoich „zabawach” — tak wyglądało życie głównej bohaterki debiutanckiej powieści Ali Land, „Ja dobra zła”, dopóki nie zdecydowała się ona na poszukiwanie pomocy. Kiedy jednak policja aresztuje matkę i dziewczyna trafia do tymczasowej rodziny zastępczej, koszmar nie kończy się. Pozornie bohaterka otrzymuje wyjątkową szansę, by odzyskać równowagę psychiczną po latach udręczeń, kiedy jednak przyjrzymy się jej nowemu domowi, dość łatwo dostrzeżemy, że za ładną fasadą wyższej klasy średniej skrywają się ludzkie namiętności nie mniej groźne od tych, które stały się udziałem protagonistki w rodzinnej posiadłości.

Obserwowany oczyma bohaterki — a zarazem pierwszoosobowej narratorki — świat obcych jej ludzi zdaje się równie niepokojący, co ten, z którego uciekła, donosząc na własną rodzicielkę. Głównymi postaciami tego kameralnego dramatu jest rodzina z córką-jedynaczką. Dobrze sytuowani finansowo, są zarazem niestabilni emocjonalnie, a łączące ich relacje cechuje patologiczna huśtawka nastrojów: od zimnej obojętności, po równie zimną nienawiść. Trudno zresztą, aby było inaczej, skoro każde z nich funkcjonuje w osobnej przestrzeni mentalnej, nie potrafiąc (ani zresztą nie chcąc) wniknąć w świat osoby żyjącej obok. Tak wykreowany na potrzeby literackiej fikcji model rodziny patologicznej zdaje się ponurym żartem Land, jako że ojciec to wzięty psycholog-pracoholik , mający doświadczenie w pomocy ofiarom traum i przemocy rodzinnej. Jest on zarazem szanowanym społecznikiem, a jednocześnie nie potrafi (nie chce?) dostrzec psychicznych problemów żony-narkomanki, wikłającej się w romanse, ani buntu Phoebe — nastoletniej córki, które własne potrzeby emocjonalne (głównie akceptacji) zaspokaja intrygując i manipulując ludźmi. Jest jeszcze pomiatana przez nią, wywodząca się z nizin społecznych, sąsiadka i zmanierowana przyjaciółka a także — co świadczy o głodzie uczuć nastolatki — ukochana służąca, zastępująca jej rodzinę.

Osobliwy świat emocji i codziennych, wzajemnych zmagań, ukazany został jako kontrapunkt dla historii głównej bohaterki, przygotowującej się do procesu matki-dzieciobójczyni. Co istotne: dziewczyna ma niedookreśloną tożsamość, bowiem — ze względów proceduralnych — zmieniono jej dane osobowe, podczas, gdy w koszmarach sennych matka przywołuje ją dawnym imieniem. Rozchwiana w ten sposób osobowość Milly-Annie pozostaje dodatkowo pod presją obaw dziewczynki, czy nie odziedziczyła po matce genu agresji i skłonności do opacznego rozumienia miłości (a — biorąc pod uwagę tajemnicę, jaką skrywa — ma ku temu istotne powody). Do pewnego stopnia testem, który przechodzi pozytywnie, staje się dla niej przyjaźń z nieco młodszą Morgan, szykanowaną przez Phoebe. Kiedy jednak jej poczucie bezpieczeństwa zostaje zagrożone złośliwą niespodzianką, szykowaną Milly przez tymczasową przyrodnią siostrę, odzywa się w niej Annie, co doprowadza do tragedii, jaką jest nie tylko śmierć Phoebe, ale i mentalne zwycięstwo osadzonej w więzieniu matki. Toteż, jakkolwiek trudno jednoznacznie osądzać główną bohaterkę, jest ona zarazem katem i ofiarą, nie potrafiącą przezwyciężyć traumy, jaka stała się jej udziałem za sprawą dorastania w cieniu śmierci.

I to właśnie porażka Milly sprawia, że utwór Land staje się tak wiarygodny i niebezpiecznie prawdopodobny. W świecie „Ja dobrej złej” nie ma bowiem — podobnie zresztą, jak w życiu — miejsca na tani happy end; nikt tu nie będzie żył długo i szczęśliwie, a niektórzy nie doczekają chwili, kiedy mogliby docenić to, czego na co dzień nie zauważają —szansy na dorastanie w sprzyjających rozwojowi warunkach.

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Ali Land – Ja dobra zła
Tytuł oryginalny: Good Me Bad Me
Tłumaczenie: Magdalena Koziej
Wydawca: Prószyński i S-ka (2017)
Liczba stron: 421
Adam Mazurkiewicz

Z powołania i zamiłowania krytyczny czytelnik fantastyki i kryminału we wszystkich odcieniach. W chwilach, gdy nie czyta gotuje. Z zasady nie bierze udziału w życiu mediów społecznościowych, a mimo to nie czuje się wyalienowany.

Polecamy także