Literatura

Alice Feeney – Czasami kłamię

dnia

Po skończeniu lektury powieści „Czasami kłamię” autorstwa Alice Feeney doszłam do wniosku, że jednak nie lubię książek, które mnie oszukują. To właśnie jedna z takich historii, które najpierw robią wrażenie tym jak sprytnie wodzą czytelnika za nos, ale chwilę później ten sam czytelnik zaczyna odczuwać irytację wynikającą z niejednoznacznego zakończenia, które wydaje się nie mieć zbyt wiele sensu. Rozumiem, że sama bohaterka przyznaje, że „czasem kłamie”, ale mam wrażenie, że autorka chciała by jej opowieść była tak mocno enigmatyczna, że aż przedobrzyła.

Amber leży w szpitalu i znajduje się w stanie śpiączki. Jej ciało nie reaguje na bodźce, jednak nikt nie wie, że Amber zachowała świadomość. Każdy dzień Amber spędza na analizowaniu ostatnich godzin swojego normalnego życia „sprzed wypadku”, bo to właśnie w wyniku wypadku samochodowego Amber znalazła się w szpitalu. Wszystko wskazuje na to, że ktoś bliski dla bohaterki odpowiada za jej stan… Tylko czy ona sama może sobie ufać, czy jej pamięć nie płata jej figli? Fakt jest jeden – Amber czasami kłamie, więc nikt nie wie co tak naprawdę się zdarzyło…

Powieść czyta się bardzo dobrze. Fabuła jest wciągająca, a kolejne wątki pojawiają się w odpowiednim rytmie, przez co czytelnik nie może się nudzić. Aż do samego końca trudno jest poskładać wszystkie elementy tej układanki, a i zakończenie nie przynosi konkretnego rozwiązania, przez co ostatecznie uczucia, jakie wywołuje lektura są mocno ambiwalentne. Najpierw można być pod wrażeniem pomysłu na fabułę, a jednak z czasem pojawia się niesmak, wynikający z tego, że do czytelnika dociera, że został całkowicie wyrolowany – poświęcił czas książce, która w zasadzie nie ma rozwiązania. Jedni na pewno będą zachwyceni tym, jak zwodnicza okazała się ta lektura, ale inni zawiodą się miałkością i płytkością tej historii, która w zasadzie nie ma zbyt mocno zaakcentowanych rysów psychologicznych bohaterów, a moim zdaniem, jeśli osią powieści są skomplikowane charaktery to właśnie na nich tak naprawdę autorka powinna się skupić – na motywach, motywacjach i okolicznościach, które je kształtowały.

Powieść przeczytałam kilka tygodni temu, więc moje wrażenia nie są spisywane „na świeżo”, nie pamiętam też już zbyt wiele z książki, a to też świadczy o tym, że „Czasami kłamię” to raczej jedynie lektura przeciętna. Są powieści, które latami zostają z nami, pozostawiają po sobie całą paletę wrażeń i emocji, tutaj takich odczuć nie ma. A jednak nie można powiedzieć, żeby ta książka nie była warta poznania. Czyta się ją lekko, nie jest też zbyt mocno skomplikowana bowiem Feeney ograniczyła do niezbędnego minimum liczbę bohaterów tego kryminalnego dramatu, dlatego można ją polecić, szczególnie tym, którzy od kryminału nie wymagają typowej zagadki, albo szukają czegoś mało absorbującego.

Recenzentka: Żaneta Fuzja Krawczugo

Alice Feeney – Czasami kłamię
Tytuł oryginalny: Sometimes I lie
Tłumaczenie: Agnieszka Walulik
Wydawca: W.A.B. 2017
Ilość stron: 400
Żaneta

Czyta, ogląda i wącha książki a także pracuje w ich otoczeniu. W szafie trzyma plecak spakowany na wypadek ewentualnej apokalipsy (najlepiej zombie). W wolnych chwilach wychowuje psa i uprawia kuking, czyli zamęcza domowników i internety swoim gotowaniem.

Polecamy także