Literatura

Amy Gentry – Stracona

Opublikował

dnia

astracona-1

Koszmar każdego rodzica: znikające z domu dziecko, którego nie sposób odnaleźć. To punkt wyjścia debiutanckiej powieści Amy Gentry „Stracona”, której przekład pojawił się na polskim rynku wydawniczym. Jest to utwór szczególny, bowiem – wbrew oczekiwaniom – autorka nie kreśli scenerii fabularnej w sposób pozwalający na osadzenie historii w konkretnym miejscu; owszem, pojawiają się realia amerykańskie (Houston jako miejsce zamieszkania rodziny głównych bohaterów; przedmieścia aglomeracji; wzmianka o Uniwersytecie Waszyngtońskim w Seattle i tamtejszych zespołach sportowych Washington Huskies), jednak pozostają one na tyle niedookreślone i funkcjonujące jedynie jako nazwy własne, że w istocie akcja opowieści mogłaby rozgrywać siew dowolnym mieście kultury Zachodu. Być może takie niedookreślenie pozostawało intencjonalne w zamierzeniu Gentry, jednak niezbyt koresponduje z konwencją dreszczowca. Pozwala za to zrozumieć motywację artystyczną, przyświecającą autorce w doborze rozwiązań i dookreśleniu koncepcji opowieści.

Niewątpliwie kluczową rolę odgrywa w „Straconej” efekt zamknięcia. Autorka „Straconej” osiąga go jednak w sposób inny, niż dzięki wprowadzeniu labiryntowego charakteru świata przedstawionego, jakkolwiek Houston to miasto, w którym można poczuć się zagubionym. Gentry wybrała mniej oczywiste rozwiązanie i stworzyła labirynt z domu protagonistów. Co istotne: nie jest to przestrzeń błądzenia w sensie dosłownym, zaś główni bohaterowie nie mieszkają na uboczu w starym gmaszysku, którego korytarze wzmagałyby poczucie wyobcowania. Przeciwnie: dom, w którym rozgrywa się akcja opowieści, znajduje się na terenie nowoczesnego osiedla, zaś prostota jego architektury przywodzi na myśl seryjne projekty, charakterystyczna zwłaszcza dla amerykańskich przedmieść zamieszkałych przez wyższą klasę średnią. Z perspektywy całości lektury znacząca pozostaje jednak nazwa osiedla – Energy Corridor. W obliczu fabularnych zdarzeń nabiera ona złowieszczego wydźwięku, zwłaszcza w konfrontacji z marazmem, w jakim pogrąża się coraz bardziej tracąca z dnia na dzień nadzieję na odnalezienie córki główna bohaterka, a zarazem pierwszoosobowa narratorka „Straconej”.

Ten rozziew zostaje w powieści Gentry sfunkcjonalizowany i służy pisarce do ukazania, w jaki sposób nie tylko rozpada się rodzina, ale przede wszystkim dostrzeżenie „czarnego humoru”, wynikającego z nieprzystawalności nazwy osiedla do ukazanego samopoczucia jego mieszkańców. Paradoksalnie jednak – co autorka „Straconej” akcentuje, kształtując w szczególny sposób zawiązanie akcji: zamieszkały przez rodzinę bohaterów budynek przestaje być domem na planie symbolicznym; tragedia, jaka zdarzyła się w nim (a której jesteśmy świadkami w prologu) sprawia, że zagubione zostaje poczucie bezpieczeństwa, nierozerwalnie związane z symbolicznym wymiarem domu jako miejsca chroniącego przed światem.

Gentry ukazała ów rozpad idei domu jako stopniowy proces, którego dynamikę wyznaczają kolejne punkty zwrotne: uprowadzenie dziecka oraz jego powrót po latach. Co istotne, zdarzeniom tym towarzyszy odsłanianie kolejnych tajemnic, wprowadzających chaos poznawczy w świat bohaterów, ale i czytelnicza wizję rekonstruowanych podczas lektury zdarzeń z przeszłości. Nie wszystko bowiem w finale okazuje się tak proste, jak zdawałoby się podczas śledzenia opowieści o losach rodziny głównych bohaterów. Z tego względu trudno uznać zakończenie – jakkolwiek dominują w nim optymistyczne akcenty – za w pełni szczęśliwe. Owszem, tajemnice przestają rozdzielać członków rodziny, jednak – gdy już odłożymy powieść na półkę – trudno jest pozbyć się wrażenia, że coś pozostaje niedopowiedziane, egzystując w cieniu do czasu, gdy znów sekrety przeszłości (choć wyjaśnione) zdominują teraźniejszość.

Być może u źródeł tego czytelniczego wrażenia tkwią ciągoty głównej bohaterki do wyrażania siebie w sposób zapośredniczony w poezji (i to nie byle jakiej, bo reprezentanta estetyzujących tzw. XVIII-wiecznych preromantycznych angielskich „poetów jezior”); jej wieloznaczność umożliwia protagonistce wprawdzie werbalizować swoje stany emocjonalne i uczucia, zarazem jednak zaciemnia je. Tym bardziej, że nie potrafi poradzić sobie z własnymi uczuciami i można odnieść wrażenie, że poezja służy jej wyłącznie do ucieczki przed ich rozpoznaniem.

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Amy Gentry – Stracona
Tytuł oryginalny: Good As Gone
Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Wydawca: Prószyński i S-ka (2017)
Liczba stron: 287
Adam Mazurkiewicz

Z powołania i zamiłowania krytyczny czytelnik fantastyki i kryminału we wszystkich odcieniach. W chwilach, gdy nie czyta gotuje. Z zasady nie bierze udziału w życiu mediów społecznościowych, a mimo to nie czuje się wyalienowany.

Polecamy także