Literatura

Andreas Gruber – 48

Opublikował

dnia

48_okladka

Niemieckojęzyczna szkoła literatury kryminalnej, której najbardziej rozpoznawalnymi reprezentantami nad Wisłą pozostają Charlotte Link, Sebastian Fitzek i Arno Strobel, pozostaje na tyle charakterystyczna, by nawet początkujący miłośnik „opowieści o zbrodni i karze” zdołał po lekturze okładkowego streszczenia rozpoznać kolejnego jej reprezentanta: Andreasa Grubera. Pisarz ten w Polsce debiutuje powieścią „48”, będącą pierwszym tomem cyklu o przygodach Maartena S. Snejdera i Sabine Nemez. I jest to – zaznaczmy już teraz – debiut tyleż udany, co potwierdzający klasę oficyny wydawniczej, która zdecydowała się oddać „48” do rąk polskich czytelników. Trudno jednak, aby było inaczej, skoro wydawnictwem tym jest Papierowy Księżyc (przypomnijmy: to dzięki niemu mogliśmy zapoznać się m.in. z prozą Jacka Ketchuma i Roberta McCammona), zaś Gruber w swojej ojczyźnie – Austrii – pozostaje jednym z najbardziej uhonorowanych różnymi nagrodami literackimi twórców thrillerów.

Tak wysoka ocena dorobku artystycznego Grubera – w końcu niewielu twórców literatury czerpiącej z rekwizytorni popkultury może pochwalić się nominacją do nagrody innej, niż środowiskowa (a taką przecież jest wiedeńska „Leo Perutz Preis”) – nie dziwi, biorąc pod uwagę walory artystyczne i koncepcyjne jego opowieści. Te pozostają wprawdzie nieznane polskiemu czytelnikowi, o ile nie włada on biegle językiem niemieckim. Jednakże — biorąc pod uwagę zalety przekładu, autorstwa Magdaleny Kaczmarek — również polska wersja utworu ma wiele do zaoferowania czytelnikowi spragnionemu mocnych emocji. Tym bardziej, że tłumaczka nie poprzestała na udanym literacko odwzorowaniu języka oryginału, lecz pokusiła się też o wprowadzenie lokalnego kolorytu. Trudno zresztą, aby mogła uczynić inaczej, skoro jednym z protagonistów jest Holender, całość zaś rozgrywa się w Niemczech.

Co istotne: Kaczmarek pozostała wierna duchowi oryginału i uniknęła pokusy „przeszarżowania” językowej konfrontacji obcokrajowca i niemieckiej policjantki. Dzięki temu nie mamy podczas lektury wrażenia sztuczności dialogów. Te zaś są niezwykle istotne, bowiem umożliwiają odtworzenie portretu psychologicznego rozmówców i ich sposobu widzenia rzeczywistości. Jest to o tyle istotne, że głównych bohaterów — tych pozytywnych, jak i negatywnego — poznajemy jedynie pośrednio: nie dzięki wszechwiedzącemu narratorowi, stojącemu ponad światem przedstawionym, lecz poprzez rozmowy i zachowania protagonistów. Nieprzypadkowo w wielu rozdziałach akcja została ukształtowana taki sposób, aby możliwe stało się uwypuklenie rozmowy: to, co dzieje się pomiędzy Snejderem i Nemez oraz między nimi i psychopatą pozostaje wyrażone głównie w rozmowach (nawet jeśli przybierają one kształt listów). Przeniesienie akcentu ze zdarzeń fabularnych (jakkolwiek i one są interesujące, rzadko bowiem dane jest nam spotkać tak udaną kreacje psychopaty, ale i śledczych) umożliwia Gruberowi jednak nie tylko pogłębienie portretu psychologicznego bohaterów, lecz — przede wszystkim — uwiarygodnia go; dzięki temu zaś „czarny charakter” nabiera rysów demonicznych, jakkolwiek nadal pozostaje — w zgodzie z porządkiem świata przedstawionego — osobą realną (logika, jaką się posługuje, to osobna kwestia).

Otwierające powieściowy cykl „48”, w oryginale doczekał się jak dotąd trzech kolejnych powieści, z których jedna była nominowana do literackiej nagrody. Należy zatem oczekiwać, że rodzimy wydawca nie poprzestanie na przekładzie powieści inicjującej cały cykl i już rychło będziemy mieli okazję zapoznać się w kontynuacją przygód bohaterów.

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Andreas Gruber – 48
Tytuł oryginalny: Todesfrist
Tłumaczenie: Magdalena Kaczmarek
Wydawca: Papierowy Księżyc (2017)
Liczba stron: 468
Adam Mazurkiewicz

Z powołania i zamiłowania krytyczny czytelnik fantastyki i kryminału we wszystkich odcieniach. W chwilach, gdy nie czyta gotuje. Z zasady nie bierze udziału w życiu mediów społecznościowych, a mimo to nie czuje się wyalienowany.

Polecamy także