Literatura

Andrew Neiderman – Adwokat diabła

dnia


Mam z „Adwokatem diabła” Andrew Neidermana niemały problem. Z jednej strony to typowa powieść z kategorii: „nie wypada nie znać”, zwłaszcza po kultowym wręcz filmie, ze znakomitą rolą Al’a Pacino. Z drugiej, to książka, która serwuje nam zdarzenia w sposób nazbyt oczywisty by rzeczywiście trzymać czytelnika w napięciu. I choć papierowa wersja jest znacząco odmienna od filmowej historii (która mocno przeorganizowała oryginalną opowieść), to jednak nieco brakuje jej do miana arcydzieła, jakim odruchowo chciałoby się ją nazwać.

Powieść, z subtelnością obucha walącego w głowę, ukazuje stosunek autora do nowojorskiej (i nie tylko) palestry. Bezwzględni dorobkiewicze za nic mający moralność i skrupuły, za wszelką cenę broniący winnych, tylko w celu zyskania profitów. Smutny obraz ludzi zaprzedających się za pieniądze, gabinety z widokami i skórzane kanapy w limuzynach to obraz nowojorskiego adwokactwa, które ze sprawiedliwością z pewnością nie jest za pan brat – to mój główny zarzut do powieści. Neiderman nie pozostawia żadnych niedopowiedzeń, odmalowując negatywny obraz prawniczego środowiska. Od razu wiemy, kogo mamy nienawidzić, nie ma tu miejsca na półsłówka i inne kolory niż czerń i biel. Choć całość napisana jest sprawnym, szczegółowym językiem, to jednak brak w powieści atmosfery tajemniczości – nawet w osobie Johna Miltona nie udało się autorowi zawrzeć tajemnicy. To, że coś w tej postaci zgrzyta, czujemy od razu kiedy się pojawia. I nie jest to niechęć typowa wobec człowieka bezwzględnego, manipulanta, który gra by za wszelką cenę wygrać. Podświadomie czujemy, że za jego postacią kryje się coś więcej, Neiderman otwarcie sugeruje, że jest w niej coś nadprzyrodzonego. Cała społeczność jego firmy zdaje się przypominać wręcz sektę i daleko jej do pożądanego naturalizmu, który stopniowo, strona za stroną można negować, odrealniać krok po kroku. Neidermanowi brakło przede wszystkim niedopowiedzenia wobec kluczowych postaci. Tak bardzo chce budować atmosferę odrealnienia i mrocznej aury firmy Miltona, jego samego oraz całości działań jej pracowników, że przedobrza i traci na tym element zaskoczenia. Nie oczekujemy w napięciu tego co za chwile może nastąpić bowiem szybko zaczynamy się spodziewać czegoś niedobrego.

Jednak te mankamenty nie czynią „Adwokata diabła” powieścią złą. Jak zaznaczyłem – to warsztatowo dobrze napisana książka, która jest na tyle odmienna od filmu, byśmy nie znali z góry całości fabuły, zakończenie oferuje dość zgrabny twist, którego (zwłaszcza mając w pamięci ekranizację) zupełnie się nie spodziewamy, więc sama lektura może sprawić dużo satysfakcji. Jednocześnie wcześniej wspomniane zastrzeżenia względem konstrukcji świata przedstawionego nie pozwalają uznać powieści Neidermana za klasyk i arcydzieło, plasując ją raczej na poziomie zgrabnego, acz niewybitnego, czytadła.

Powieść jednak kryje w sobie słuszne przesłanie, które może i jest podane zbyt bezpośrednio, jednak nie traci na tym swojej zasadności. Otóż jesteśmy podatni na pokusy i łatwo, oj, bardzo łatwo nas omamić obietnicą blichtru i sukcesu. Pragniemy tego, czego nie mamy, a co – jak naiwnie sądzimy – da nam szczęście i spełnienie. Powieściowy diabeł nie opętuje nas, nie gra nieczysto. On pokazuje nam karty i mówi, wybierzcie sobie, które chcecie, jeśli pragniecie mieć pokera. Cóż z tego, że gracie nieuczciwie, to wasza decyzja. Liczy się dla was uczciwe postępowanie, czy zwycięstwo? Ponura alegoria życia, które niejednokrotnie – choćby i w mikro skali – kusi nas, byśmy zagrali nie fair, postąpili nieuczciwie, byle z korzyścią dla nas samych. I co, że kosztem innych. Już choćby z tego względu powieść Neidermana warta jest lektury.

Druga sprawa, to absolutnie znakomite wydanie – do tej jakości wydawca już powoli nas przyzwyczaja. Twarda oprawa, świetna grafika, jak i ilustracje od Krzysztofa Wrońskiego – to wszystko składa się na iście bibliofilskie wydanie, którym Vesper ponownie zadowoli wszystkich, dla których godne opakowanie jest równie ważne, jak treść.

Czy polecam tę książkę? Owszem, mimo pewnych zastrzeżeń nadal jest to tytuł, który warto znać, jako że zalicza się do swego rodzaju literackiego kanonu grozy. Poza tym, choćby dla porównawczego zestawienia z filmem warto „Adwokata diabła” przeczytać, by zobaczyć, co hollywoodzkie kreacje wyczyniają z literackimi pierwowzorami. Po lekturze samej powieści warto zapoznać się z Posłowiem, napisanym przez Wiesława Kota – analizującego w nim nie tylko kwintesencję samej powieści (z której oceną, jak widać po powyższym, nie w pełni się zgadzam) i jej historię, ale tez, pokrótce, przygląda się funkcjonowaniu motywu diabła w popkulturze, zwłaszcza w kinie. Przyjemny, napisany bez akademickiego zadęcia, tekst, który warto przeczytać i który zgrabnie dopełnia, i poniekąd zamyka, powieść.

4 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Andrew Neiderman – Adwokat diabła
Tytuł oryginalny: The Devil’s Advocate
Tłumaczenie: Maciej Machała
Wydawca: Vesper (2019)
Liczba stron: 335

Polecamy także