Film

Anihilacja

dnia

Bardzo rzadko trafiają się takie produkcje, o których jeszcze przed seansem mogę powiedzieć, że to takie „pewniaki” – bezsprzecznie wybitne dzieła kinematografii, na które warto czekać. Upadek z wysokości swoich oczekiwań na poziom otrzymany bywa w takich sytuacjach zabójczy. Dokładnie to przytrafiło mi się po premierze filmu „Anihilacja”. Gdy tylko o nim usłyszałam, zobaczyłam obsadę i pierwsze zwiastuny, byłam przekonana o jakości tego dzieła. Mina zrzedła mi już w połowie seansu. Dawno nie oglądałam tak „byle jak” zagranego filmu, w którym na pewno o coś chodzi, ale sens jest „oczywisty” tylko dla garstki wybrańców, a „jedyna prawda objawiona” prezentowana w tej produkcji może być po prostu ogromną nadinterpretacją założeń jej twórców, i w równym stopniu może istnieć, jak i nie.

Kobieta przywdziewa żałobę po tajemniczym zniknięciu jej męża. Mężczyzna jest żołnierzem i nie wraca z misji, której cel trzymał w ścisłym sekrecie przed żoną. Mija rok… i pewnego dnia mężczyzna pojawia się w domu. Wydaje się być nieco zagubiony i nieobecny, niezręczność i niepewność sytuacji potęguje fakt, że z ciałem mężczyzny dzieje się coś niedobrego. Kobieta wzywa karetkę, jednak nie udaje im się dotrzeć do szpitala. Po drodze ją oraz jej męża przejmują żołnierze tajnej jednostki wojskowej pracującej nad zjawiskiem nazwanym przez nich Iskrzeniem. To właśnie stamtąd powrócił mąż kobiety, a teraz ona aby go ocalić, będzie musiała wejść w sam środek kosmicznego tworu…

Iskrzenie jest chyba najciekawszym bohaterem tego filmu. Zdaje się ono być żywym organizmem – aktem kreacji i modyfikacji pozbawionym ludzkich popędów i potrzeb. Zresztą nie bez powodu w trakcie filmu kilkakrotnie pada pytanie na temat jego/jej (tworu/istoty Iskrzenia) motywacji, na które odpowiedzią jest „nie wiem” bądź „nic”. Spotkanie z formą, której usilnie próbujemy przypisać nasze wyobrażenie o otaczającej przestrzeni, naszą wiedzę zdaje się być dla ludzi deprymujące, czy wręcz niemożliwe do pojęcia. I w takich kategoriach rozumiałabym ten film jako kino s-f.

Jest też druga możliwość interpretacji tego co widzowie mogą doświadczyć. „Anihilacja” zdaje się być również swoistą wiwisekcją ludzkiej natury oraz natury relacji międzyludzkich. Już sam tytuł wskazuje na to, że odbiorca będzie miał do czynienia z destrukcją, rozpadem materii, a materią może być tutaj wszystko – w kontekście fizycznym oraz metaforycznym. Rzeczywiście widzowie mogą doświadczyć na ekranie rozważań dotyczących autodestrukcyjnej natury wszelkiego życia (choć podanych przystępnie). Popęd śmierci był według Freuda jedną z największych motywacji sterujących ludźmi… etc. I właśnie w tym miejscu zaczynają się pojawiać kłopoty. Moim zdaniem, jeśli film ten miał mieć głębokie filozoficzne przesłanie to jest ono zarysowane jedynie pobieżnie i zbyt potocznie, na tyle delikatnie żeby widz, który tego nie zrozumie nadal mógł oglądać. Przez to jednak można mieć wątpliwości co do rzeczywistego sensu wydarzeń – to właśnie wspomniana przeze mnie równoczesna możność zaistnienia i niezaistnienia filozoficznej problematyki. Tym samym dzieło jawi się jako przeintelektualizowany obraz pozbawiony symboli ale za to naszpikowany wszystkim tym co można podpiąć pod hasło: „rasowa, hollywoodzka strona wizualna”, która urzeka i momentami zapiera dech w piersi, ale niestety niedostatecznie matuje wszelkie bzdury fabularne, włącznie z wysłaniem na kolejną z rzędu misję (wcześniejsze zakończyły się niepowodzeniem) bohaterek, które nie są w żaden sposób przygotowane ani fizycznie, ani psychicznie do takich wypraw (tęsknię za takimi bohaterkami, jak szeregowa Vasquez). W pewnym momencie nabrałam przekonania, że cały ten rządowy ośrodek badający Iskrzenie to jakaś fanaberia małej grupki pseudonaukowców, którym rząd wysłał kilkunastu żołnierzy do „ochrony” na odczepne, tak by każdy był zadowolony…

„Anihilacja” to już któryś z kolei film, w którym cała warstwa fabularna leży i dogorywa. Pomimo wspaniałej muzyki, która buduje napięcie i doskonałej scenografii, oraz pomysłu (samego w sobie) na Iskrzenie trudno jest zachwycać się tą produkcją, która z jednej strony bazuje na potrzebie rozrywkowego kina s-f, a z drugiej przemyca mnogość ukrytych znaczeń możliwych do interpretowania. Wygląda na to, że reżyser intrygującej „Ex Machiny”, tym razem zbyt ostrożnie podszedł do wybranej przez siebie tematyki, przez co stworzył dzieło niewystarczające, bez względu na to pod jakim kątem na nie spojrzeć, i z jakiej perspektywy rozpatrywać.

Recenzentka: Żaneta „Fuzja” Krawczugo

Anihilacja
Tytuł oryginalny: Annihilation
Kraj: USA (2018)
Reżyseria: Alex Garland
Obsada: Natalie Portman, Jennifer Jason Leigh, Oscar Isaac, Tessa Thompson
Dystrybutor: Netflix
Żaneta

Czyta, ogląda i wącha książki a także pracuje w ich otoczeniu. W szafie trzyma plecak spakowany na wypadek ewentualnej apokalipsy (najlepiej zombie). W wolnych chwilach wychowuje psa i uprawia kuking, czyli zamęcza domowników i internety swoim gotowaniem.

Polecamy także