Literatura

Anna Zając – Atlantyda pod Krakowem

Opublikował

dnia

atlantyda pod krk

Zauroczony Nową Hutą protagonista „Atlantydy pod Krakowem” Anny Zając dąży, by uzyskała ona suwerenność wobec metropolii, której jest najmłodszą dzielnicą. Niestety, równie szlachetne pobudki nie kierują jego biznesowym partnerem, przez matactwa którego pozytywny bohater wpada w tarapaty, kończące się wyrokiem skazującym i uwięzieniem. Nie rezygnuje on jednak ze swego marzenia, w czym skutecznie dopomaga mu właściwość jaką odkrył; potrafi bowiem przenosić się w czasie snu w przeszłość, którą obserwuje z perspektywy swego poprzedniego wcielenia… Oczywiście wszystko kończy się obowiązkowym happy endem.

Powieść współtworzą: mentalne podróże w czasie, miłosne komplikacje, tajemnice z okresów początków XX wieku i świat za kilkanaście lat; pojawia się również, obowiązkowa od czasów „Kodu Leonarda” Dana Browna, spiskowa wykładnia dziejów (powieść ta zresztą całkowicie bezzasadnie zostaje przywołana jako punkt odniesienia w reklamie utworu Zając). Całość została okraszona pseudometafizycznym językiem, którego nie sposób określić mianem innym, niż „postnewage’owski bełkot” w stylu Paula Coelho. Dodajmy jeszcze pretensjonalny styl i wypowiedzi bohaterów, przypominające kwestie z podrzędnych widowisk amatorskich, a zyskamy pełny obraz całości. Jednakże to nie wymienione tu mankamenty najbardziej irytują podczas lektury „Atlantydy pod Krakowem”, lecz świadomość zmarnowanej szansy.

Powieść Anny Zając ma w sobie bowiem potencjał na niebanalną historię, w której mogłyby paść istotne egzystencjalne pytania o własną tożsamość i wpływ przeszłości na dzisiejsze decyzje; o konsekwencje manipulacji czasem oraz granice pomiędzy rzeczywistością „realną” i jej onirycznym odpowiednikiem. Mogłyby – niestety jednak nie padły, zaś utwór pozostaje jedynie niezbyt sprawnie warsztatowo napisanym „czytadłem” o którym można zapomnieć w chwilę po odłożeniu na półkę. Czym należy tłumaczyć porażkę artystyczną „Atlantydy pod Krakowem”? Autorce nie zbrakło dobrych chęci, miała też pomysł na oś fabularną. A jednak nie potrafiła wykorzystać go do stworzenia niebanalnej opowieści, do której chciałoby się niejednokrotnie powracać. Być może po prostu mamy w tym wypadku do czynienia z przedwczesnym debiutem, który należałoby odłożyć do ponownego przemyślenia. W trakcie czytania „Atlantydy pod Krakowem” można bowiem dostrzec, iż problemem jest nie tylko warstwa językowa powieści, ale i rozplanowanie dramaturgii fabuły w sposób pozwalający na utrzymanie zaciekawienia odbiorcy. Może zatem warto byłoby, aby pisarka – nie zrażając się chłodnym przyjęciem debiutu – powróciła do swej opowieści, zaś czytelnicy dostali szansę na lekturę udoskonalonej wersji tej historii.

2 out of 6 stars

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Anna Zając – Atlantyda pod Krakowem
Wydawca: Novae Res (2014)
Liczba stron: 334

Polecamy także