Gra

Atak zombie

dnia

atak zombie

Ludzie od wieków wymyślali (i wciąż wymyślają) sposoby na to by zapewnić sobie rozrywkę. Dawniej dzieciaki bawiły się na podwórkach korzystając z dobrodziejstw natury (oczywiście z premedytacją nie wspominam tutaj o tych czasach, kiedy dzieci z różnych przyczyn nie mogły się bawić wcale), a dorośli wieczorami grywali w karty, albo popularną grę potocznie nazywaną „czoła” (wiecie: na czole każdego uczestnika gry ląduje karteczka z nazwiskiem lub nazwą postaci i trzeba odgadnąć na kogo się trafiło). Obecnie prawdziwy renesans przeżywają gry planszowe, które w mojej opinii jeszcze nigdy nie były tak bardzo modne. Ostatnie kilka lat pokazało, że planszówki przestały być rozrywką jedynie dla pewnego ograniczonego grona bowiem zaczęli po nie sięgać zwyczajni ludzie szukający alternatywy dla wieczoru spędzanego przed telewizorem tudzież w dyskotece. Ja uwielbiam grać, ale nie ukrywam, że musiałam do takiej formy spędzania wolnego czasu dorosnąć. Teraz nic nie jest w stanie odciągnąć mnie od dobrej planszówki. „Atak zombie” był jedną z pierwszych gier, które kupiłam zamiast wypożyczyć. Zapoczątkowała więc coś bardzo dobrego. Pewności przy zakupie dodawał mi fakt, że jest to produkt typowo polski, a jak wiadomo – rodzime inwestycje trzeba wspierać.

Grę stworzył Piotr Pieńkowski, a na rynek trafiła ona w 2014 roku za sprawą Fox Games. Za jej oprawę graficzną odpowiada dwóch panów, czyli Tomasz Larek i Mariusz Gandzel. Pod względem graficznym prezentuje się wspaniale, a z tego co się orientuję nowe wydanie zostało jeszcze bardziej dopieszczone.

„Atak zombie” jest przeznaczony dla dwóch, trzech lub czterech graczy. Głównym celem gry jest przetrwanie określonego czasu i uzbieranie jak największej liczby punktów poprzez zbieranie surowców, ludzi itd. Każdy z graczy otrzymuje własną planszę symbolizującą schronienie (farma, kościół, szkoła i fabryka). Grę rozpoczyna się z wybranymi przez siebie surowcami np. ludzie, barykady, paliwo itd. Resztę trzeba zdobywać podczas kolejnych tur np. planując wypad do miasta (osobna plansza), udając się na zwiad lub produkując to i owo samemu. Do gry dodano także karty wydarzeń i znalezisk, które zostały ozdobione świetnymi i unikatowymi rysunkami. Nie mogło także zabraknąć kostki, dzięki której gracze dowiadują się ilu zombie pojawi się pod ich barykadami.

Gra toczy się przez 15 tur, przy czym 5,10 i 15 to tzw. ataki hordy zombie – podczas tych tur gracze mogą się jedynie bronić. Podczas reszty tur gracze mogą wykonywać pewne akcje takie jak: wzajemna walka, robienie sobie świństw, obrona własnej siedziby, produkcja żywności, te wspomniane wyżej i jeszcze kilka innych. Trudno w tej grze stosować jakąś określoną taktykę. Rozgrywka opiera się głównie na kalkulacji i prostych matematycznych obliczeniach. Nie jest też bardzo losowa, ale jak już wspomniałam nawet z dobrą strategią można przegrać, tak więc gra wymaga tego by za każdym razem dostosowywać się do zmian wynikających z zagranych kart. Z drugiej strony nie jest to gra bardzo wymagająca. Idealnie nadaje się na spokojne wieczory we dwoje, ale także w większym gronie ponieważ nie zmusza graczy do 100% koncentracji na grze. W zasadzie łatwo można podzielić rozgrywkę na etapy. Pierwsze pięć tur to spokojne sprawdzanie zasad – dzięki czemu świetnie nadaje się do grania z mniej doświadczonymi graczami. Najważniejsze taktycznie są tury od 5 do 10, dlatego że przeoczenia popełnione właśnie w tym momencie będą miały największy wpływ na ostatnie tury, które z kolei trzymają w największym napięciu.

Instrukcja jest stworzona całkiem przyjaźnie, choć nie jest pozbawiona wad i niejasności. Niektóre jej fragmenty nie zostały opisane klarownie, co dawało możność spekulowania, ale nie uniemożliwiło rozpoczęcia gry, ani tym bardziej jej ukończenia. Tu warto wspomnieć też o zaangażowaniu autora w tłumaczenie wszelkich niejasności. W Internecie pojawił się także dodatek wyjaśniający wątpliwe kwestie.

Jak już wspomniałam gra jest dość prosta i w głównej mierze opiera się na „losowości” doboru kart wydarzeń (logiczne, że mając do wyboru kartę, która napsuje innemu graczowi, właśnie ją zagramy, plus jest taki, że kart wybiera się więcej i zazwyczaj nie jest to wybór prosty). Ogromną zaletą gry są jej ograniczenia! Pewna powtarzalność schematów fabularnych oraz możliwość przewidzenia faktycznego czasu trwania rozgrywki sprawia, że gra stanowi nieskomplikowaną i szybką rozrywkę dla mniej doświadczonych miłośników gier planszowych. Ci bardziej doświadczeni, będą mogli przy niej po prostu się odprężyć.

Osobiście irytuje mnie tylko jedna rzecz. Mianowicie, gracze podczas tur są niejako zmuszeni by opisywać non stop swoje posunięcia i udowadniać reszcie graczy, że dobrze policzyli np. zapotrzebowanie na jedzenie albo liczbę zombie pod barykadami. Jest to szczególnie męczące, kiedy gra się z kimś po raz pierwszy, a niektóre ruchy powtarzają się w każdej turze. Grając w gronie bliskich znajomych wystarczyło mi, że każdy po sprawdzeniu u siebie konsekwencji działań podczas tury, kwitował wszystko stwierdzeniem, że wszystko się zgadza lub też nie.

„Atak zombie” to przyjemna i warta swojej ceny gra, która świetnie prezentuje się zarówno w pudełku, jak i po rozłożeniu. Ma całkiem niezły klimat, choć silniejsze emocje u graczy wyzwala zazwyczaj dopiero między 10 a 15 turą. Zapewnia jednak niezobowiązującą rozrywkę i można ją rozegrać na szybko (tzn. w granicach 60-90 minut). Warto mieć ją w swoich domowych zasobach nie tylko przez wzgląd na czas, jaki można przy niej wspaniale spędzić, ale także dlatego, że dobrze jest wspierać polskie pomysły, szczególnie w tak niedocenianej w naszym kraju dziedzinie, jaką są gry planszowe.

Recenzent: Żaneta „Fuzja” Wiśnik

Atak zombie
Wydawca: Fox Games (2016)
Twórcy: Piotr Pieńkowski, Tomasz Larek, Mariusz Gandzel
Żaneta

Czyta, ogląda i wącha książki a także pracuje w ich otoczeniu. W szafie trzyma plecak spakowany na wypadek ewentualnej apokalipsy (najlepiej zombie). W wolnych chwilach wychowuje psa i uprawia kuking, czyli zamęcza domowników i internety swoim gotowaniem.

Polecamy także