Film

Avengers: Wojna bez granic

Opublikował

dnia

„Avengers: Infinity War”, to już dziewiętnasty film ze stajni Marvela. Synergiczne dzieło, z którego nie sposób czerpać w pełni bez informacji o poprzednich odcinkach serii, winduje jednak poziom i stara się w pewien sposób być pomostem między rzeczywistością, a skrupulatnie tworzonym od wielu lat uniwersum z komiksów. Zaczyna się wydawać, że filmy Marvel Studios są tak naturalnie wpisane w historię roku kinowego, że przyjmujemy je na wiarę, zawsze jednak z dużą dozą napięcia i niemniejszymi oczekiwaniami, które nie zawsze były tak dobrze zaspokajane. Do czego biją najświeżsi Avengers? Do decyzji przywódców narodów, czy do zaprzestania niekończących się wojen? To musi chyba każdy wykoncypować indywidualnie, ale pewne jest że film niesie ze sobą ostrzeżenie na przyszłość.

Aktualnie „Infinity War” plasuje się na czwartym miejscu w światowym Box Office, zaraz za „Star Wars VII”, „Titanic” czy „Avatar”. Film braci Russo kosztował ponad pół miliarda dolarów i był bez wątpienia jedną z najbardziej oczekiwanych produkcji w historii kina. Oszałamiająca lista płac, a także dobrze znający się zespół, nie tylko reżyserów ale także scenarzystów, dobitnie pokazały niedowiarkom, że Marvel stać na przeskoczenie bariery zwyczajnego, powtarzalnego ostatnimi czasy filmu mainstreamowego. Najnowsi „Avengersi” to, dla stajni Kevina Feige’a (prezes Marvel), ogromny skok w dorosłość, dzięki któremu można wreszcie nazwać to dzieło pełnowartościowym obrazem, a nie tylko bajeczką dla nostalgicznych trzydziesto-czterdziestolatków. Pomimo tego z tyłu głowy i tak będzie huczało mi pytanie: czy studio będzie w stanie wznieść się jeszcze wyżej i podoła następnym częściom, które przecież powinny być wyłącznie lepsze?

Bez wątpienia „Infinity War” oszałamia ilością superbohatera na klatkę filmową, ale mnie podobało się najbardziej, że twórcy wreszcie znaleźli balans między żartem, akcją i patosem. Złożoność uniwersum Marvela częstowała nas w każdym filmie nieco innymi emocjami, postawami i naturalnie problemami z jakimi przyszło się mierzyć nowo wprowadzanym herosom. Teraz te wszystkie zróżnicowane postawy mieszają się w jednym obrazie, w zaskakująco dobrym stylu. Niczego nie ma tutaj za wiele, ani za mało. Każdy bohater ma w filmie chwilę dla siebie, a złoczyńca Thanos (Josh Brolin) otrzymał przekonującą motywację, która moim zdaniem nie została jeszcze do końca ujawniona. Szalony Tytan wypadł bardzo wymownie, dzięki czemu wreszcie nasi bohaterowie mają poważnego przeciwnika, który da im solidnie w kość. W końcu bohater, którego nie można zranić rzadko wypada autentycznie. Nie ma się jednak o co martwić, w „Infinity War” serca fanów będą biły w rytm serc ich ulubieńców – bez wątpienia.

Warto zauważyć, że zarówno cel Thanosa jak i jego postawa, którą niewątpliwie znaczy jakaś jeszcze nie ujawniona przez twórców tajemnica, sprawiają że cały obraz nabiera na wartości i sile. Przestaje nam się wydawać, że to tylko film o bohaterach z komiksów. To może nawet drażnić niektórych widzów, ale w pewnym sensie Marvel przestaje się z nami bawić. Czemu? Może chcą nam pokazać, że żyjemy na kresach czasu i że zagrożenie może pojawić się znikąd – tak silne i nieokiełznane, że w jego obliczu zostanie nam tylko pogodzić się z przegraną i smutnym losem jaki nas czeka? A może to tylko kolejna lekcja z Fabryki Snów, która ma nam przypomnieć, że nigdy do końca nie kierowaliśmy swoim losem?

Gdy Thanos dopełnia swojej misji w pierwszej części „Infinity War” nastaje przerażająca cisza, która wynika nie tylko z trwogi jaką niesie decyzja szaleńca, w którego rękach spoczywa życie galaktyki, ale także z niepewności: co dalej?

Recenzent: Michał Arkadiusz Pietrzak

Avengers: Wojna bez granic
Tytuł oryginalny: Avengers: Infinity War
Kraj: USA (2018)
Reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo
Obsada: Josh Brolin, Mark Ruffalo, Chris Evans, Robert Downey Jr.
Dystrybutor: Disney

zobacz w cc

Michał Pietrzak

Absolwent Filmoznawstwa. Miłośnik kina klasycznego i eksperymentów kulinarnych. Reżyser i scenarzysta amator. Niepoprawny optymista, zapalony wolontariusz WRO Media Art Biennale i nałogowy gracz „World of Warcraft”.

Polecamy także