Film

Baba Jaga

Opublikował

dnia

Zdarzają się takie filmy, które są „prawie”. Prawie dopracowane; oparte o prawie dobry, oryginalny pomysł; z prawie dobrym aktorstwem, generalnie prawie wszystko śmiga w nich jak należy. Problem w tym, że widz, spędzając z nimi leniwe popołudnie, pra(wie)ktycznie przez cały czas nie może pozbyć się wrażenia, że coś jest z nimi nie tak. Na pewno się z czymś takim spotkaliście i doskonale wiecie o czym piszę.

„Baba Jaga”, którą według tłumaczącego tytuł mistrza lingwistyki można stosować zamiennie z „nie pukaj dwa razy” jest takim właśnie horrorem „prawie”.

Poznajemy w nim historię wziętej, a co za tym idzie bogatej rzeźbiarki Jess (znana fanom horrorów ze średnio udanych „Oculus” i „Udręczonych 2” Katee Sackhoff) i jej córki Chloe (śliczniutka Lucy Boynton). Dziewczynom ze sobą nie po drodze, a wszystko dlatego, że matka przez problemy z używkami porzuciła i oddała kiedyś swoje dziecko do domu opieki. Teraz, po wielu latach, kiedy w jej życiu wreszcie nastała stabilizacja, chce odzyskać córkę, na co harda nastolatka, upokorzona wydarzeniami z przeszłości naturalnie nie chce się zgodzić. Chloe zmienia jednak zdanie, gdy w wyniku niebezpiecznej zabawy zaczyna prześladować ją pradawny słowiański demon o nazwie Baba Jaga…

No właśnie. Założę się, że niektórzy z was już teraz co najmniej unieśli brwi. Wszak zaproponowany tutaj sposób przedstawienia znanej nam z dzieciństwa zmory, prawie nie pokrywa się z naszym dotychczasowym wyobrażeniem tej postaci, w którym objawia się ona jako ktoś w rodzaju czarownicy porywającej i pożerającej dzieci. Piszę „prawie”, ponieważ w filmie co prawda też je porywa i pożera, motyw domu dziecka w tle nie pojawia się przypadkowo, ale czarny charakter bynajmniej nie jest człowiekiem, a pochodzącym z piekła demonem o wyglądzie niemal identycznym jak zjawy z hiszpańsko-kanadyjskiej „Mamy” (2013). A zatem, wbrew temu co może początkowo sugerować tytuł, nie jest to horror utrzymany w modnej ostatnio tematyce czarownic.

Złośliwi powiedzieliby wręcz: „prawie jak film o czarownicach”…

Jako dzieło stricte rozrywkowe „Baba Jaga” wypada… prawie dobrze. Jako jej największy atut bez wahania wskazuję ścieżkę dźwiękową, która niemal bez przerwy niepokoi nas różnymi odmianami mrocznego ambientu, nawet jeżeli na ekranie nic się nie dzieje. Nieźle poradzono też sobie jeżeli chodzi o warstwę wizualną filmu – zdjęcia są klimatyczne, mroczne, gra światłem umiejętna, efekty specjalne dobrze skomponowane i niedawkowane w nadmiarze, a wiele motywów, jak na przykład stojący samotnie na pustkowiu tuż przy autostradzie domek na kurzej nóżce; pełzający po ścianie na drugim planie czarny korpus, czy nawet banalne w wykonaniu jednoczesne powolne gaśnięcie lamp zapada w pamięć. Jeżeli chodzi o sposoby straszenia, „Baba Jaga” nie jest może przełomem w kinematografii, sporo zastosowanych w niej trików nie zaskoczy obytego z horrorem widza, ale kopiować też trzeba umieć i pod tym względem nie zawodzi. Zaskoczyć może w tym filmie też drobny, polski akcent.

Skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Ano dlatego, że kuleje fundament, szkielet, oś całości jaką jest scenariusz. Czyli ładne opakowanie (forma), a zawartość (treść) już niekoniecznie. Niestety, historię tę rozplanowano wyjątkowo nieudolnie, jakby na kolanie, tajemnica jest źle nakreślona i dawkowana widzowi nie tak jak trzeba. Pojawiają się też niepotrzebne, nierozwinięte, a co za tym idzie – niedomknięte wątki, takie jak na przykład dawne umiłowanie Jess do narkotyków, a próby zmylenia odbiorcy, które w założeniu doprowadzić mają do końcowego efektu „wow!”, zupełnie nie działają i już wcześniej można się domyślić, co twórcy mniej więcej szykują dla nas na finał. Bohaterki niejednokrotnie działają irracjonalne i zupełnie nielogiczne, a odkrycie przez Chloe co właściwie im zagraża rozegrało się moim zdaniem zbyt szybko i kompletnie z czapy. Czasem w filmie występowało też przesadne nagromadzenie efekciarskich scen mających wzbudzić strach, przez co nie robiły już takiego wrażenia, jak gdyby przemieszać je z momentami, w których akcja choć odrobinę zwalnia. A wisienką na torcie, a raczej gwoździem do trumny obrazu jest zakończenie, które „prawie” (słowo klucz) mnie usatysfakcjonowało i urodziło sporo pytań bez odpowiedzi w stylu: „dlaczego któryś bohater właściwie zrobił to i tamto, skoro mógł rozegrać to inaczej, znacznie łatwiej dla siebie?”. Sam fakt, że odbiorca je sobie zadaje jest już wystarczającym prztyczkiem dla twórców.

„Baba Jaga” to prawie dobry horror. Prawie mnie usatysfakcjonowała, jestem nią prawie zachwycony i prawie ją polecam. Jest prawie dopracowana, a historii prawie nie brakuje spójności, logiki i porządku w świecie przedstawionym. Spodoba się prawie wszystkim.

Niestety, jak mawiał klasyk, „prawie” robi wielką różnicę.

A tak w ogóle sprawdźcie ją sami i wtedy oceńcie.

3 Stars

Recenzent: Artur Urbanowicz

Baba Jaga
Tytuł oryginalny: Don’t Knock Twice
Kraj: Wielka Brytania (2017)
Reżyseria: Caradog W. James
Obsada: Katee Sackhoff, Lucy Boynton, Pooneh Hajimohammadi, Nick Moran
Dystrybutor: Forum Film

zobacz w cc

Polecamy także