Literatura

Beata i Eugeniusz Dębscy – Dwudziesta trzecia

dnia

d_1847

Ta książka to w połowie debiut. W połowie, bowiem do doświadczonego pisarza Eugeniusza Dębskiego dołączyła jego małżonka. „Dwudziesta trzecia” jest ich pierwszą wspólną powieścią. I mam nadzieję, że nie ostatnią, bowiem państwo Dębscy zaserwowali czytelnikom naprawdę dobry kryminał.

Eugeniusza Dębskiego znam z pokaźnej liczby książek, zwłaszcza z cyklu o detektywie przyszłości Owenie Yeatsie. I pierwsza rzecz, jaka zwraca uwagę przy lekturze „Dwudziestej trzeciej” to całkiem odmienny styl pisania. Choć inny, wcale nie oznacza gorszy.

Były policjant Tomasz Winkler otrzymuje niespodziewanie bardzo lukratywną propozycję. Za znalezienie mordercy żony swego potencjalnego klienta czeka go naprawdę spore wynagrodzenie. A raczej – za udowodnienie winy konkretnego człowieka, bo klient jest w zasadzie pewny, kto jest mordercą. Tyle, że nie ma dowodów. Winkler się waha, bo w końcu nigdy nie zamierzał być prywatnym łapsem, ale pieniądze by się przydały… I tak zaczyna się żmudne zbieranie okruchów, które mogą dać obraz sprawy. I najdziwniejsze jest to, że im dalej Winkler brnie w tę sprawę, tym bardziej oddala się od rozwiązania zagadki, a zagłębia się w tajemnice zbrodni sprzed lat. Czy te dwie sprawy są powiązane? I czy którąkolwiek z nich uda się rozwikłać?

W powieści przede wszystkim brak tak charakterystycznego dla Dębskiego cynizmu, ironicznego humoru i tej bezczelnej, quasi-chandlerowskiej kreacji głównego bohatera, jaka była typowa dla wcześniejszej twórczości pisarza. Tutaj mamy byłego policjanta po przejściach, który stara się przetrwać w szarej, smutnej rzeczywistości. To nostalgiczna kreacja, która doskonale oddaje meandry współczesnej rzeczywistości i realia wielkomiejskiego życia w szarej codzienności. I to chyba główna zaleta i wkład pani Beaty: utrzymała w ryzach cyniczny humor męża. Choć on nadal gdzieś tam jest, głęboko pod wierzchnią warstwą; wyczuwalny, ale nie do końca widoczny, subtelniejszy. I to działa na korzyść powieści.

Główny bohater jest mocno stereotypowy. Zwolniony za domniemaną korupcję policjant, który odżegnuje się od „policyjnej roboty”, ale jednak daje się skusić, bo to już nie rzecz w pieniądzach nawet, a w zwykłej ciekawości zawodowej, jaka winna cechować każdego książkowego gliniarza. Jest smutny, rozżalony, zrezygnowany, ale jedyne co umie robić, to szukać, węszyć… i odnajdywać winnych. I to właśnie robi w powieści, choć z początku – jak na rasowy kryminał przystało – znajduje więcej pytań, niż odpowiedzi. A kiedy wpadnie w kłopoty, pomogą mu starzy przyjaciele, którzy zawsze gdzieś tam są – i choć są w swej przyjaźni są zachowawczy i oszczędni, to w razie kłopotów staną na głowie by pomóc.

A sama historia wciąga. Czyta się tę książkę dobrze, z ogromną przyjemnością. Autor szybko oddala się od punktu wyjścia, czyli pierwotnego zlecenia, aby rzucić nas w wir o wiele mroczniejszej i o wiele starszej tajemnicy. A zakończenie okaże się zupełnie inne niżbyśmy się spodziewali. Może trochę trywialne, może trochę na siłę napisane, ale jednak słuszne. Takie, jakiego byśmy chcieli, gdyby ta historia miała się wydarzyć naprawdę.

Na uwagę zasługuje precyzja, z jaką Dębscy snują swoja opowieść, w której – oprócz tajemnic i zbrodni – bardzo ważna rolę ma całe tło społeczno-obyczajowe. W powieści autorzy doskonale oddają prozę życia zubożałego życiowego rozbitka, samotnika, który nie ma nic do stracenia, bowiem nieuczciwie obszedł się z nim system.

„Dwudziesta trzecia” to więc na pewno książka godna polecenia. Ci, którzy znają dotychczasową twórczość Eugeniusza Dębskiego – będą zaskoczeni. Ale warto po tę powieść sięgnąć. Bo dobra, kryminalna zagadka zawsze jest w cenie. I daje nadzieję, na kolejną wspólną powieść państwa Dębskich.

5 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Beata i Eugeniusz Dębscy – Dwudziesta trzecia
Wydawca: Rebis (2014)
Liczba stron: 349

Polecamy także