Komiks

Będziesz smażyć się w piekle

Opublikował

dnia

bedziesz sie smazyc

Nie będę zaczynał od notki biograficznej Krzysztofa Owedyka. Gwoli ścisłości – tak, to ten sam człowiek, który stworzył „Ósmą Czarę”, „Ratboya” i „Prosiacka”, ten sam, którego na przełomie lat 80. i 90. znał każdy fan punk rocka i każdy antyfaszysta. Prosiak zrobił sobie dłuższą przerwę, ale powrócił w wyjątkowo imponującym stylu.

Odpowiednio wystylizowana czcionka, glany, posępna postać z długimi włosami, wielki odwrócony pentagram na środku czegoś, co może przypominać płytę winylową, ale także wir wciągający wszystko dookoła, a do tego tylko trzy kolory – czerń, biel i czerwień. Mamy do czynienia z wyjątkowym przypadkiem, kiedy „książkę” można oceniać po okładce, a nawet trzeba, bo ta jedna grafika oraz tytuł „Będziesz Smażyć Się W Piekle” wystarczyły, żebym bez wahania rzucił na blat pięćdziesiąt złotych – a dalej jest tylko lepiej.

Jeszcze przed pierwszym zetknięciem z fabułą, otrzymujemy dokładnie rozpisaną dyskografię fikcyjnego zespołu Deathstar. Można odnieść wrażenie, że tytuły poszczególnych albumów powstały przy użyciu generatora chwytliwych w tym środowisku nazw. Korzystając z serwisu Metal Storm, sprawdziłem kilka słów, które według mnie wyjątkowo często pojawiają się na metalowych okładkach (w tym również na okładkach Deathstar) i tak „kingdom” ma blisko osiemdziesiąt wyników, „reign” oraz „unholy” około sześćdziesięciu, „abyss” ponad czterdzieści, „destroyer” prawie trzydzieści, a „summoning” szesnaście. Grafiki również wzbudzają wiele skojarzeń, zwłaszcza z rodzimym Vader.

Robot z komiksowego „Casus Belli” jest równie paskudny, co maszyna z „The Art Of War” olsztyńskiej grupy, a już fikcyjne „Reign Forever Empire” jednoznacznie kojarzy się z rzeczywistymi „Reign Forever World” oraz ubiegłorocznym „The Empire”. Zresztą podobieństw do Vader można doszukiwać się także na płaszczyźnie fabularnej, w końcu Piotr Wiwczarek uchodzi za generała kontrolującego wszelkie aspekty życia swego zespołu. Jeżeli jednak wziąć pod uwagę, że Lord Solo (Lord Vader + Han Solo?) jest celebrytą i sprawnym biznesmenem, to równie silnym skojarzeniem będzie Nergal z Behemoth. Mamy tu więc swoistą satyrę na polskie metalowe „piekiełko”, które oczywiście nie odstaje od światowych norm.

Pierwsze rozdziały to przede wszystkim świetna zabawa dla fanów metalu. Prosiak nie jest laikiem, dla którego Immortal to heavy metal, a Liturgy to black; na żadnej ze stronic nie natraficie także na Slipknot czy inne „nightwishe”. Daleki jestem od dzielenia zespołów na „prawdziwe” i komercyjne – dzisiaj nawet najbardziej ekstremalne oblicza metalu są mocno zakorzenione w popkulturze – niemniej szczerość tworzenia zawsze będzie dla mnie nadrzędna w stosunku do chłodnej kalkulacji i nastawienia na sprzedaż produktu. Na stronie dziewięćdziesiątej dziewiątej Deathstar dostaje szansę wypełnienia luki w jednym z festiwali, ponieważ „wokal Carpathian Forest ma zapalenie gardła, a ten gruby od gitary – problemy z żołądkiem. Coś zeżarł. Może kota. Do tego ktoś z Marduka sprzedał kosę komuś z… nie pamiętam”. Ostatecznie kapela trafia do jednego programu razem z między innymi Gorgoroth czy Aura Noir. Może to zaskakujące, że polska, death metalowa grupa pojawia się na stuprocentowo skandynawskiej, black metalowej imprezie, gdzie w dodatku miało wystąpić zawieszone w 2014 roku Carpathian Forest, ale to nie musi być sytuacja rzeczywista, wystarczy, że jest prawdopodobna.

Podobnych smaczków jest w „Będziesz Smażyć Się W Piekle” mnóstwo. Gościnny występ zaliczają członkowie Exciter, gdzieś w tle „wybrzmiewają” teksty piosenek Agent Steel albo Overkill, jest nawet standardowa, sztampowa sesja zdjęciowa muzyków pośród ruin, a na stronie sto sześćdziesiątej piątej pada czerstwy żart à propos zniewieściałego wyglądu długowłosych muzyków Judas Priest i jedynej męskiej, krótkowłosej postaci w zespole – Robie Halfordzie (który jak wiadomo wszem i wobec jest homoseksualistą). Ktoś mógłby pomyśleć, że Prosiak chwyta się stereotypów – muzycy wyglądający jak z statyści z „Conana Barbarzyńcy” a inni pożerają koty… To wszystko zostaje jednak na kolejnych stronach ukazane w zupełnie innym świetle. Koty odgrywają bardzo istotną rolę w komiksie Owedyka, można wręcz uznać, że pod koniec mamy do czynienia z „kot ex machina”, z kolei fani metalu okazują się… Nie, to nie jest właściwe słowo. My, fani metalu jesteśmy po prostu bardzo różni. Łysi, długowłosi, brodaci, ogoleni, ubrani na czarno, ubrani w garnitur od Armaniego, uprzejmi i szarmanccy, a także wulgarni i bezwzględni. Nie ma reguły, bo muzyka nie definiuje charakteru słuchacza. „Będziesz Smażyć Się W Piekle” doskonale pokazuje, że metalowcy nie są czystym złem i nie są także czystym dobrem. Są po prostu różni.

Prosiak nie spieszy się z przedstawianiem postaci. Prowadzi akcję niczym James Cameron w pierwszym „Terminatorze”, gdzie przez pół godziny obserwujemy życie codzienne Sary Connor oraz niespiesznie poszukującego ją „elektronicznego mordercę”. Takiego tempa nie znajdziecie we współczesnych komiksach Marvela czy DC (a przynajmniej w większości z nich), lecz to właśnie dzięki niemu ostatnie rozdziały potrafią wycisnąć z czytelnika bardzo dużo emocji. Mamy niskiego perkusistę marzącego o założeniu industrialnego zespołu (na miarę Saw Throat, a nie jakiejś „esesmańskiej dyskoteki”), pogrążonego w depresji basistę zmagającego się z ojcem alkoholikiem, szczęśliwą rodzinkę, której miłość wystawiona jest na próbę przez brak pieniędzy i zdrowotne kryzysy, mamy postacie różnorodne, na których mimowolnie zaczyna nam zależeć. Owedyk wie o tym i bezlitośnie wymierza nam emocjonalny terror.

W ósmym rozdziale robi się poważnie. Tarantul trafia do szpitala, u jego córeczki zostaje zdiagnozowana niebezpieczna choroba, Daga ma przerażającą wizję z najbliższymi osobami ułożonymi w trumnach, które przelatują nad jej głową (znakomicie narysowane!). Jest naprawdę ciężko i trudno być na te wszystkie nieszczęścia obojętnym. Jedynym, do czego można się przyczepić przy konstrukcji postaci jest ich zero-jedynkowość. Lorda Solo po prostu nie da się lubić. Przypomina chciwego, nikczemnego Ebenezera Scrooge’a z „Opowieści Wigilijnej” i nie sposób odnaleźć dla niego choćby krztę empatii. Zresztą scenariusz „Będziesz Smażyć Się W Piekle” wyraźnie przypomina opowiadanie Dickensa. Tarantul jest osobliwą wersją Boba Cratchita – pomimo marnych zarobków, wypełnia swoje obowiązki kosztem ledwo utrzymywanej rodziny i schorowanego dziecka. Daga jest natomiast odpowiednikiem pani Cratchit – dba o dom i uczy dziecko, że są wartości ważniejsze od pieniędzy. Momentami zdaje się to być trochę zbyt naiwne, bo podobnie jak fani metalu są różni, tak i jednostka ludzka ma w sobie bardzo wiele odcieni.

Prosiak nie tylko wymyślił świetną historię, ale również doskonale ją przedstawił. Na stronie sto szesnastej padają słowa: „Boję się, że niedługo się wypali, podczas gdy ja ledwie zdołałam się zatlić”, co pięknie obrazują dwa kadry ze stygnącą herbatą. Na dwieście dwudziestej drugiej stronie (i kilku kolejnych) widzimy natomiast dziwnie wyeksponowany kilof, który niedługo później okazuje się być swoistą strzelbą Czechowa pojawiającą się w koszmarnej, doskonale zilustrowanej wizji Lorda Solo. Tak dobrze i oryginalnie przedstawionego tematu muzyki metalowej w komiksie nie było od czasu „Detroit Metal City” Kiminori’ego Wakasugi, z tym, że w wypadku „Będziesz Smażyć Się W Piekle” dostajemy bardzo realistyczny komedio-dramat, który aż prosi się o filmową ekranizację (niech ktoś pokaże ten komiks Janowi Matuszyńskiemu!).

„Będziesz Smażyć Się W Piekle” tak naprawdę nie jest komiksem o metalu, ale o trudzie łączenia pasji z pracą, o pracy na czyjeś konto, o postawieniu wszystkiego na jedną kartę, o ryzykowaniu niezaspokojeniem podstawowych funkcji życiowych własnych i swojej rodziny na rzecz nadziei na spełnienie marzenia. Z jednej strony historia kończy się satysfakcjonującym zwrotem akcji, z drugiej pozostaje wystarczająco otwarta, aby w łatwy sposób stworzyć jej dalszy ciąg, do czego mam nadzieję, że wkrótce dojdzie.

6 Stars

Recenzent: Jarosław Kowal

Będziesz smażyć się w piekle
Scenariusz: Krzysztof Owedyk
Rysunki: Krzysztof Owedyk
Wydawca: Kultura Gniewu (2016)
Liczba stron: 304

Polecamy także