Komiks

Bezdomne wampiry o zmroku

Opublikował

dnia

Bezdomne wampiry o zmroku

Po premierze kinowego „Deadpoola” określenie „burzenie czwartej ściany” przeniknęło do języka potocznego, choć korzystanie z tej techniki w filmie sięga XIX wieku, a w teatrze jeszcze odleglejszych czasów. Komiksowe wcielenie superantybohatera również nie było pierwszą próbą nawiązania łączności między światem fikcji a rzeczywistym, czego dowodem są chociażby o sześć lat młodsze przygody wampirów Szlurpa i Burpa.

Tadeusz Baranowski podszedł do tematu w sposób, który po ponad trzydziestu latach wciąż jest wyjątkowo oryginalny. Jego postacie nie puszczają oczka do czytelników, nie szukają komunikacji z osobami wertującymi stronice ich komiksu, a jedynie prowadzą dialog z samym autorem. Kiedy ten pozwala sobie na zbyt poetycki opis scenerii, natychmiast sprowadzają go na ziemię; kiedy z kolei stawia przed nimi smoka, wydają polecenie: „Hej, autorze! Znowu przesadziłeś! Zrób coś z tym smokiem!”. Dorzućmy do tego odcinek zatytułowany „Szlurp & Burp kontra Throgal”, gdzie niezdarni krwiopijcy spotykają ogromnie wówczas popularnego wojownika zwanego „gwiezdnym dzieckiem”, a okaże się, że wszystkie te popkulturowe odniesienia, metanarracje i podobne, uchodzące dziś za oryginalne zabiegi były w użyciu już w roku 1985.

Twórca bezdomnych wampirów wyprzedził swoje czasy w jeszcze jednej kwestii – na mikroskalę stworzył własne „mroczne uniwersum”, przy którym „Mumia” z Tomem Cruisem w roli głównej wypada jeszcze bledziej. W „Pomyłce w dostawie” niedoszłe pożywienie Szlurpa i Burpa przemienia się w żywe trupy, a w znakomitym „Na cmentarzu” poznajemy cały horrorowy panteon – rozpruwacza, barona Franka Sztajna oraz jego ochroniarza monstrum, a także Wesołego Świra zainspirowanego zarówno Leatherface’em z „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”, jak i… Młodzieżą Wszechpolską. Niemal cała ta barwna ekipa powraca również w satyrycznym majstersztyku – „Wieczorze przed telewizorem”. Choć jest to opowiastka narysowana w połowie lat 80., Baranowski w późniejszym okresie napisał wszystkie teksty do „dymków” od nowa, stąd jej duża aktualność i wyraźne nawiązania do historycznie późniejszych wydarzeń. Jako przykład scenariuszowej sprawności mógłby posłużyć niemal każdy kadr, ale ograniczę się do zacytowania Burpa uspokajającego towarzysza, któremu nie w smak jest zapowiedź lustracji środowisk wampirycznych: „Spokojnie! Co mogą nam zrobić? Lata spędziliśmy w podziemiu!” albo „[…] jesteśmy kryci. My, wampiry, nie odbijamy się w lustrach”. Żarty iście slapstickowe, ale w swoich semantycznych dwuznacznościach dostarczają doskonałej rozrywki.

Humor o politycznym wydźwięku, lecz bez politycznych deklaracji przystraja dialogi na wszystkich stronach. Czasami jest to subtelne nawiązanie (na przykład nazywanie transformacji z człekokształtnej formy w nietoperzą „przemianą ustrojową”), kiedy indziej przytyki skierowane do konkretnego adresata (na przykład do Parlamentu Europejskiego albo do „patriotów Polsylwandzkich”), jednak zawsze w dobrym tonie i ze smakiem. Nieco słabiej wypadają trzy historie datowane na rok 2009, które wieńczą zbiór „Bezdomne wampiry o zmroku”. O ile drobne zmiany w sposobie rysowania tego ekstremalnie nieregularnego cyklu nie rzutują negatywnie na odbiór, o tyle treść nie ma już pierwotnej zadziorności, a Szlurp i Burp snują się od dentysty do filmowego castingu, by ostatecznie zaszyć się w swojej krypcie.

Czy to definitywny koniec? Prawdopodobnie tak, wampiry o dwóch lewych kłach odchodzą bez chwały, na którą definitywnie przez te wszystkie lata zasłużyły. Nasze rodzime, komiksowe „Co robimy w ukryciu” czy też „Dracula – wampiry bez zębów” przechodzi do historii i choćby dlatego warto mieć na regale ten pięknie wydany „nagrobek” uwieczniający ich niezdarne przygody.

5 Stars

Recenzent: Jarosław Kowal

Bezdomne wampiry o zmroku
Scenariusz: Tadeusz Baranowski
Rysunki: Tadeusz Baranowski
Wydawca: Kultura Gniewu (2017)
Liczba stron: 88

Polecamy także