Literatura

Bizarro dla zaawansowanych

dnia

bizarro awans

patronat

Gatunek bizarro zadomowił się w naszym kraju. Stężał, okrzepł. Znalazł nie tylko grono oddanych fanów, ale też mocną grupę twórców, którzy nie muszą wstydzić się przed zachodnimi kolegami. Niedawno wydana przez Niedobre Literki antologia „Bizarro dla zaawansowanych” w pełni tę opinię potwierdza.

„Bizarro dla zaawansowanych” to trzecia (po „Bizarro dla początkujących” i „Bizarro Bazarze”) antologia dla miłośników najdziwniejszego gatunku literackiego, przygotowana przez niezawodną pod tym względem ekipę Niedobrych Literek. Zaprosili najważniejsze nazwiska gatunku zarówno z rodzimego poletka literackiego, jak i z zagranicy. I – jak to zwykle bywa z antologią – nie jest idealnie. Co jednak zaskakujące, polscy twórcy prezentują o wiele wyższy poziom, niż zachodni ich zachodni koledzy. W znakomitej większości.

Bizarro jako gatunek serwuje nam ogrom możliwości i stylizacji. Mimo wrzucania ich do jednego worka, opowiadania spod tego znaku cechuje znacząca różnorodność. Owszem, wiele z nich balansuje na granicy absurdu, wiele przedstawia oniryczne wizje, jednak niektóre są przesycone ironią, inne są mroczne i niepokojące, a jeszcze kolejne ocierają się o kicz i przekraczają granice dobrego smaku. To jednak sprawia, że antologie w stylu „Bizarro dla zaawansowanych” potrafią zaskoczyć czytelnika. Nie są przewidywalne i nie nudzą monotematycznoscią tekstów.

Każdy utwór w niniejszej książce prezentuje inny motyw, pomysł, świat. Zawiera coś świeżego, oryginalnego. Ze strony na stronę nie wiemy, czego możemy się spodziewać. „Bizarro dla zaawansowanych” to synteza gatunku, który jest największym hołdem oddanym wyobraźni. Gatunek, w którym nie ma praktycznie żadnych ram gatunkowych – choć opiera się na ogólnoliterackich zasadach – daje autorom nieograniczone możliwości twórcze, czyniąc tym samym każdy utwór nieprzewidywalnym i ciekawszym, niż wiele – nawet doskonałych warsztatowo, ale twórczo wtórnych – opowiadań z innych gatunków, jak np. klasyczny horror, cierpiący ostatnio na dotkliwy brak oryginalności (z wyjątkami oczywiście).

Jak wspomniałem, doskonale sprawdzają się w tym zbiorze polskie nazwiska. Urzekł mnie przede wszystkim Kornel Mikołajczyk z opowiadaniem „Moja dziewczyna hoduje wyspy” – to chyba najlepszy tekst całej antologii. Świetny poziom prezentuje też pozostała część polskiej ekipy: Marcin Rojek („Szczęście”), czy Marek Grzywacz („Tu żyją smoki”), oraz starzy wyjadacze i prekursorzy gatunku, jak Kazek Kyrcz („Błyskawiczna dziewczyna”) i Dawid Kain („Wersje”).
Zawiodłem się nieco na „Czas to pieniądz” Bartka Dzika, czy „Zemście” Darka Kuchniaka – to dobre teksty z zaskakująco słabą puentą.

Słabo natomiast wypadają autorzy z zagranicy. Edward Lee – oprócz tego, że po raz kolejny przekracza granice dobrego smaku i nurza się po czubek głowy w obrzydliwościach – w swoim tekście wypada bardzo blado. Choć cenię sobie jego powieści („Sukkub”, „Ludzie z bagien”, „Golem”) – jako przykład bezkompromisowego horroru, to jednak w opowiadaniach traci on swoją siłę wyrazu (wynikającą z fabuły, intrygi, tajemnicy) na rzecz epatowania obrzydliwością. Także Laura Lee Bahr, autorka mocno związana z przemysłem filmowym, nie pokazała się od najlepszej strony. Mocno pogmatwane, oniryczne i duszne opowiadanie „Tort Blue Velvet”, choć technicznie dobre, cierpi – jak i tekst Lee – na brak konkretnej, mocno zarysowanej fabuły, starając się być na siłę „artystyczne”, na czym cierpi jednak lekkość i przejrzystość przekazu.

Reasumując – mimo pewnych słabszych elementów – antologia „Bizarro dla zaawansowanych” to bardzo dobra książka, którą warto przeczytać. Nie tylko dla tych, którzy już są zaawansowanymi odbiorcami gatunku, ale i dla tych, którzy chcą sprawdzić, co to jest bizarro? I – co ważne – polska ekipa pokazuje, że to oni wkrótce będą wskazywać kierunek, w jakim rozwinie się bizarro. Nie tylko w Polsce.

4 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Różni autorzy – Bizarro dla zaawansowanych
Wydawca: Niedobre Literki (2015)
Liczba stron: 368

Polecamy także