Literatura

Bogusław Dziadzia – Diabelskie podcienia

Opublikował

dnia

dp

Skonwencjonalizowany punkt wyjścia fabularnej intrygi; uczynienie jednym z bohaterów miasta (w tym wypadku Cieszyna) na wzór „powieści tajemnic”; mało pogłębione wizerunki psychologiczne bohaterów (zarówno głównych, jak i epizodycznych); rażące sztucznością dialogi nieudolnie imitujące mowę potoczną; pretensjonalnie skrupulatne podawanie współrzędnych geograficznych przywoływanych w utworze obiektów w dodatku o charakterze appendixu — to zaledwie niektóre z licznych usterek rozmaitej natury, którymi obarczone są „Diabelskie podcienia”. Większość z nich wypunktowana była zresztą w recenzjach ogłaszanych na różnych stronach internetowych, toteż nie ma potrzeby ich ponownego przywoływania (kto ciekawy, łatwo może je odnaleźć, powtarzają się bowiem wielokrotnie).

Jest jednakże w owej nieudolności, z jaką Dziadzia prowadzi czytelnika poprzez meandry powieściowej akcji nazbyt wyrazista konsekwencja; zbyt precyzyjnie zdają się zaplanowane poszczególne uchybienia, aby można było uznać je za świadectwo autorskiej indolencji. Co więcej: im bardziej zagłębiamy się w akcję, tym silniejsze odczuwamy przeświadczenie, że to, co początkowo zdawało się wynikać z nikłej wrażliwości pisarza na słowo, jest — paradoksalnie — świadectwem głębokiego namysłu nad tym, w jaki sposób może ono oddziaływać na czytelnika. Nie można przeto traktować „Diabelskich podcieni” jako złego utworu; jest to raczej – pozwólmy sobie na logiczny oksymoron – „dobra zła literatura”, w której marne artystycznie wykonanie zostaje sfunkcjonalizowane tak, aby zasygnalizować, że nie fabuła i sposób jej ukazania staje się dla pisarza celem samoistnym. Stereotypowość ujęć, potraktowana przez twórcę w tak ostentacyjny sposób, nakazuje zadać pytanie, co miałoby stać się celem lektury: sama opowieść, czy też może raczej źródła inspiracji, które nazbyt łatwo przywołać, by miały stać się one jedynie pozytywnym/negatywnym punktem odniesienia dla losów powieściowych bohaterów.

Nazwisko autora „Diabelskich podcieni” pozostaje przecież nieobce przede wszystkim zajmującym się popkulturą i kulturową manipulacją. W mniejszym stopniu badacz ten znany jest natomiast jako literat, mimo że opowieść o tajemnicach Cieszyna nie jest jego debiutem. Tym niemniej warto zwrócić uwagę, w jaki sposób Dziadzia-pisarz wykorzystuje we własnej twórczości obserwacje Dziadzi-kulturoznawcy. Oba rodzaje aktywności twórczej wymagają przecież odmiennych kompetencji, jeśli zaś pisarz i badacz spotykają się jako autor, któryś z nich może przeważyć: jeśli badacz – staje się to nierzadko ze szkodą dla walorów artystycznych dzieła; jeśli przewagę zyskuje pisarz – faktografia bywa niekiedy modyfikowana w sposób budzący zaniepokojenie.

Być może zatem nie powinniśmy czytać powieści Dziadzi jako literatury, lecz w sposób zgoła nieliteracki: jako kontynuację jego badawczego namysłu nad mechanizmami wpływającymi na czytelniczy odbiór tekstów i zjawisk z kręgu niższego obiegu kultury. Zaproponowany tu klucz interpretacyjny pozwala jednocześnie zrozumieć, do jakiego stopnia pozostajemy – przywołajmy tytułową formułę najnowszej rozprawy Dziadzi, poświęconej kategorii peryferyjności – „naznaczeni popkulturą”. Od tej zaś nie sposób się uwolnić, o czym świadczy rozminięcie się czytelniczych oczekiwań i autorskiej koncepcji opowieści, która może służyć jako laboratorium współczesnej wrażliwości kulturowej.

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Bogusław Dziadzia – Diabelskie podcienia
Wydawca: Oficynka (2017)
Liczba stron: 250
Adam Mazurkiewicz

Z powołania i zamiłowania krytyczny czytelnik fantastyki i kryminału we wszystkich odcieniach. W chwilach, gdy nie czyta gotuje. Z zasady nie bierze udziału w życiu mediów społecznościowych, a mimo to nie czuje się wyalienowany.

Polecamy także