Komiks

Bośniacki płaski pies

Opublikował

dnia

BPP (4)

Cztery lata – tyle zajęło stworzenie „Bośniackiego płaskiego psa”, ale jeszcze dłużej trwała jego podróż do Polski. Od premiery minęło już dwanaście lat, a przynajmniej od dziesięciu sporadycznie pojawiały się informacje o chęci przetłumaczenia tej niezwykłej historii. Wreszcie udało się i jedyne, czego można żałować to zaledwie jeden wieczór, który w zupełności wystarcza, by poznać groteskowe Bałkany.

Przypomnijcie sobie początek filmu „Las Vegas Parano”. Naćpanego w skrajnym stopniu dziennikarza i jego prawnika przemierzających szosę kabrioletem, którego bagażnik przypomina laboratorium chemiczne; nalot przywołanych przez halucynacje nietoperzy; autostopowicza przerażonego leczeniem ataku serca wąchaniem eteru… Andersson i Sjunnenson zapraszają nas do „Bośnia Parano”, ale tym razem naćpani są wszyscy dookoła, poza głównymi bohaterami, którzy przy okazji są także autorami tej opowieści we własnych osobach.

Przeplatanie wątków autobiograficznych (panowie wspominają faktyczny pobyt w Lublanie podczas jednego z komiksowych konwentów), historycznych (wojna w Bośni i Hercegowinie z pierwszej połowy lat 90.) i całkowicie surrealistycznych to zadanie niełatwe, ale skandynawski duet nie sili się na dokładność, stawia na czarny humor, który w 2006 roku nie musiał jeszcze obawiać się utemperowania przez ten rodzaj politycznej poprawności, która rości sobie prawo do selekcjonowania treści, z jakich wolno się śmiać.

Prawdopodobnie niewielu urazi ukazanie postaci Josipa Broza Tito, jugosłowiańskiego dyktatora, jako przetrzymywanego w lodówce artefaktu i symbolu nadziei na nowe życie. Za kontrowersyjne można by natomiast uznać odmienienie historii jego ostatnich dni. Tito faktycznie tuż przed śmiercią stracił nogę, ale w „Bośniackim płaskim psie” nie było to wynikiem problemów z krążeniem, a… ofiarą dla wygłodniałych uchodźców. To jeszcze nic, kobiety ze Srebrenicy – czyli ofiary serbskiej agresji na ludność muzułmańską z 1995 roku – przedstawione są tutaj jako swoiste zombie nieznoszące widoku męskiego ciała. Oczywiście po premierze pojawiały się głosy nieprzychylne komiksowi, ale czy można szerzej otworzyć oczy na konflikt, o którym wielu ma dość mgliste pojęcie, niż ubierając go w przystępną formę, ukazując ciężki temat w lekkiej, intrygującej dziwacznością oprawie?

Rysunki są wszystkim tym, co zazwyczaj przychodzi na myśl, kiedy próbuje się scharakteryzować niezależny, podziemny komiks. Strony podzielono na niewielkich rozmiarów kadry, a każdy z nich gęsto wypełniają postacie, tła i zajmujące czasami jedną trzecią przestrzeni okienka dialogowe. Stosunkowo krótka historia zawiera dzięki temu dużą ilość treści, co dla czytelnika przyzwyczajonego do lustrowania wypełnionych akcją, skromnie opisywanych stronic przygód bohaterów Marvela czy DC może okazać się nie lada wyzwaniem. Elementem szczególnym rysunków są natomiast wyłupiaste oczy postaci, zupełnie jakby same dziwiły się niezwykłemu wynikowi zderzenia świata rzeczywistego z fikcją wytworzoną w szalonych umysłach dwóch Szwedów. Na szczególne wyróżnienie zasługuje jeden z dodatków – krótka historia zatytułowana „Film o rzyganiu”, ale miejcie się na baczności, jeżeli kochacie koty, wasza miłość może gwałtownie stopnieć.

Dzisiaj stosunki pomiędzy wieloma państwami są do tego stopnia napięte, że przedstawienie podobnego komiksu z fabułą osadzoną w 2018 roku skończyłoby się skandalem i wyrażaniem zaniepokojeń, niemniej z olbrzymią przyjemnością przeczytałbym i obejrzał historię ludzkości napisaną oraz zilustrowaną przez duet Andersson/Sjunnesson, bo dzięki nim nawet najmroczniejsze wydarzenia w dziejach ludzkości pozwalają, by uśmiech na chwilę wrócił na twarze.

Recenzent: Jarosław Kowal

Bośniacki płaski pies
Tytuł oryginalny: Bosnian Flat Dog
Scenariusz: Max Andersson, Lars Sjunnesson
Rysunki: Max Andersson, Lars Sjunnesson
Wydawca: Kultura Gniewu (2018)
Liczba stron: 88

Polecamy także