Literatura

C.J. Tudor – Kredziarz

dnia

„Kredziarz” C.J. Tudor to powieść z rozbudowaną maszyną marketingową. Dość ryzykownie reklamowana, jako proza w stylu Stephena Kinga. Jednak, paradoksalnie, słuszność tego porównania to jednocześnie przysłowiowy „gwóźdź do trumny”, bo podobieństwa do twórczości Kinga „Kredziarzowi” bardziej szkodzą, niż pomagają.

Z założenia miał być to mroczny thriller o tajemniczych, nierozwiązanych zbrodniach z przeszłości, które trzydzieści lat później ktoś sugestywnie przypomina bohaterom. Nastoletnia zabawa w rysowanie kredowych ludzików miała być właśnie tylko zabawą. Jednak niespodziewanie przerodziła się w zwiastun makabrycznych zbrodni, które pozornie znajdują rozwiązanie, ale bohater powieści, Ed Munster (wtedy jeszcze Eddie), przeczuwa, że jest inaczej.

Ed nigdy nie dowierzał oficjalnym wynikom śledztwa sprzed lat, a teraz – po latach dostaje tajemniczy list z wymownym rysunkowym ludzikiem, który brutalnie przypomina mu o zdarzeniach z przeszłości. Okazuje się, że nie on jeden dostał zagadkową korespondencję, ale wszyscy z jego dziecięcej paczki znaleźli podobne przesyłki. Czy morderca kontynuuje swoje mroczne dzieło? Czy to nieudolny naśladowca?

„Kredziarz” z jednej strony jest przyzwoicie skonstruowanym thrillerem, który jednak nie do końca doprowadza do należytego wyjaśnienia wszystkich wątków. Z drugiej strony to nostalgiczna opowieść o czasach dzieciństwa, której formę do perfekcji wykorzystali już wcześniej wspominany King, czy McCammon. I w tej warstwie powieść broni się znacznie lepiej, niż w konwencji thrillera.

Jak wspomniałem na początku, książka ma poważny problem z własną tożsamością. Bezpośrednie, i chwilami aż nazbyt nachalne, nawiązania do prozy Kinga (np. do „To”) psują tak naprawdę oryginalny koncept historii. Jakby autorka usilnie chciała podpiąć się pod sprawdzone rozwiązania, zamiast szukać własnej ścieżki. W dalszej części książki jest nieco lepiej, ponieważ nie znajdujemy już tylu kalek z kingowskich scen, jednak jakiś niesmak po pierwszym wrażeniu pozostaje.

Jako thriller „Kredziarz” radzi sobie nieźle, choć sama historia, ani nie doczekała się solidnie zaskakującego rozwiązania, ani – mam wrażenie – motyw kredowych ludzików nie został należycie wyeksploatowany i zdaje się być trochę na siłę wepchniętym do fabuły elementem tła, nie mającym pełnego umotywowania w niektórych aspektach.

Jednak jako powieść obyczajowa, jako sentymentalna historia o powrocie do lat młodzieńczych, „Kredziarz” z pewnością staje na wysokości zadania. Owszem, niektóre fragmenty są mocno wzorowane na wspomnianym już „To”, jednak całość opowieści z 1986 roku jest przesycona specyficznym ciepłem i nostalgią, i tutaj Tudor z całą pewnością wstydzić się nie musi. Gdyby tylko pisarka bardziej skupiła się na tych wątkach (jak to zrobił np. McCammon w „Magicznych latach”, gdzie „kryminalna historia” była tak naprawdę pobocznym wątkiem), to całość, z pewnością, byłaby bardziej spójna i wypadłaby lepiej.

Jednak w przypadku uczynienia historii zagadkowych zbrodni, główną osią wątku fabularnego, powieść nie udźwignęła własnego ciężaru i choć nieźle się zaczyna, to w finale dostajemy mocno rozmyte zakończenie, które mało kogo usatysfakcjonuje. A szkoda, bo Tudor prezentuje całkiem niezły styl i naprawdę potrafi poruszać się w delikatnej tkance nostalgicznej opowieści. Pisanie sentymentalnej historii obyczajowej wychodzi jej dużo lepiej, niż budowanie skomplikowanej, warstwowej historii kryminalnej. W tym zakresie wszystko dzieje się mocno życzeniowo i zbyt łatwo konieczne wątki splatają się ze sobą.

Jedna z najgorętszych premier roku okazuje się być niestety tylko letnia i choć ma swoje plusy, to z całą pewnością nie są nimi te, które wydawca usilnie akcentuje w kampanii marketingowej.

Nie zmienia to faktu, że „Kredziarza” dobrze się czyta. I jeśli spojrzymy na niego z nieco innej perspektywy to okaże się, że książka ma coś ciekawego do zaoferowania.

Recenzent: Mariusz „Orzeł”Wojteczek

C.J. Tudor – Kredziarz
Tytuł oryginalny: The Chalk Man
Tłumaczenie: Piotr Kaliński
Wydawca: Czarna Owca (2018)
Liczba stron: 384
Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także