Literatura

Cara Hunter – Kto porwał Daisy Mason?

dnia

Tajemnicze sprawy zaginięć fascynują i przyprawiają o dreszcze. Prócz śmierci, nie ma chyba nic gorszego niż brak wiedzy na temat tego co spotkało bliskiego nam człowieka, a gdy zaginionym jest dziecko, sprawa taka dotyka nie tylko członków rodziny, odciska także piętno na funkcjonariuszach pracujących nad nią. W historii znanych jest wiele przypadków takich zaginięć, które nigdy nie zostały rozwiązane. Cara Hunter, debiutująca pisarka i autorka powieści „Kto porwał Daisy Mason?”, stworzyła historię, która ostatecznie znajduje rozwiązanie, a więc tytułowe pytanie nie pozostaje bez odpowiedzi, nie mniej jednak do ostatnich stron wydaje się, że jednak czytelnik nie dowie się, nie tylko tego kto porwał Daisy, ale także co się z nią ostatecznie stało…

Czy dziecko może zaginąć w tłumie? Owszem. Nawet z własnego domu. Państwo Mason urządzają przyjęcie w swoim ogrodzie. Zjawiają się na nim sąsiedzi oraz rodzice dzieci, z którymi ich córka chodzi do klasy. Zabawa trwa w najlepsze, dopóki nie okazuje się, że ośmiolatki nie ma i wszystko wskazuje na to, że być może wcale nie było jej na przyjęciu. Jak to możliwe, że ani rodzice dziewczynki, ani jej brat nie zauważyli jej braku? Takie samo pytanie zadają sobie zaangażowani w śledztwo policjanci, z detektywem Adamem Fawleyem na czele. Rodzina ewidentnie skrywa jakąś tajemnicę, a lokalne media i społeczności w Internecie są wobec niej bezlitosne. Kto ma rację? Czy medialna nagonka pomoże rozwiązać sprawę zaginięcia dziewczynki? Policjanci będą musieli przebić się przez gruby mur tajemnic i konfabulacji, ale także podjąć walkę z czasem, który w statystykach przypadków zaginięć dzieci odgrywa kluczową rolę.

„Kto porwał Daisy Mason?” to domestic thriller, któremu daleko do typowych przedstawicieli gatunku. W powieści pojawia się mnóstwo zwrotów akcji, a kolejne tajemnice ujawniane są wręcz seryjnie, co jednak specjalnie nie dziwi bowiem powszechnie wiadomo, jak dużo skrywają zamknięte społeczności małych podmiejskich osiedli (szczególnie w literaturze i kinematografii). W mnogości wątków można się pogubić, sprawy nie ułatwia również brak chronologii wydarzeń. Autorka przeplata teraźniejszość z wydarzeniami sprzed kilku dni, a na dodatek ujawnia przed nami zamierzchłą przeszłość członków rodziny Mason. Jest tego naprawdę dużo, może właśnie dlatego ostatecznie czytelnik przestaje się nawet zastanawiać, czy cała ta historia ma sens? Z drugiej strony to całkiem dobra i trzymająca w napięciu książka prezentująca zgrabnie skrojoną zagadkę, która choć momentami nieco oderwana od rzeczywistości, wraz z rozwojem akcji staje się coraz bardziej tajemnicza i (o dziwo!) prawdopodobna.

Fabuła ma zawrotne tempo, a wydarzenia następują po sobie błyskawicznie, dlatego właśnie bohaterowie stają się dla nas jedynie tłem całej historii, po mimo dość głębokiego ich scharakteryzowania. Trudno też ich polubić, tym bardziej że najmocniejsze akcenty postawione zostają na najbardziej negatywne cechy rodziny zaginionej dziewczynki, więc nawet jeśli reszta postaci prezentuje pozytywne zachowania, nikną one wobec powyższego. Zagadką pozostaje także sama Daisy, która jawi się jako zmyślna mała dziewczynka, która mogłaby zostać zmanipulowana, jak i sama z powodzeniem mogłaby manipulować otoczeniem.

„Kto porwał Daisy Mason?” to przewrotna i poniekąd sensacyjna historia, która wciąga. Chociaż powieść nie jest pozbawiona wad to jednak Cara Hunter skutecznie zamaskowała je stawiając na rozbudowaną fabułę i mnogość wątków, które same w sobie cieszą czytelnika i dostarczają mnóstwa rozrywki. Zachęcam Was by po tę książkę sięgnąć i myślę, że finał nie jednego/jedną z Was zaskoczy, nawet jeśli więcej w niej wspomnianej już sensacji, niż dramatu.

 

Recenzentka: Żaneta Fuzja Krawczugo

Cara Hunter – Kto porwał Daisy Mason?
Tytuł oryginalny: Close to Home
Tłumaczenie: Joanna Grabarek
Wydawca: Filia 2018
Ilość stron: 400
Żaneta

Czyta, ogląda i wącha książki a także pracuje w ich otoczeniu. W szafie trzyma plecak spakowany na wypadek ewentualnej apokalipsy (najlepiej zombie). W wolnych chwilach wychowuje psa i uprawia kuking, czyli zamęcza domowników i internety swoim gotowaniem.

Polecamy także