Film

Castle Rock, sezon 1 (DVD)

dnia

Twórczość Stephena Kinga jest tak bogata, że aż dziwnym wydaje się fakt, że dopiero teraz ktoś wpadł na pomysł by zrealizować serial lub film nie będący jej bezpośrednią adaptacją, a jedynie inspiracją czerpiącą garściami motywy znane z jego książek. Z drugiej strony, jeśli kogoś spytać, to zdecydowanie łatwiej jest wymienić te kilka udanych przełożeń jego literatury na większy bądź mniejszy ekran bowiem lista kiepskich adaptacji zawiera zdecydowanie więcej pozycji. Nic więc dziwnego, że miłośnicy twórczości tego pisarza bacznym i dość krytycznym okiem przyglądają się każdej kolejnej produkcji – najnowsza, opierająca się na koncepcji multiversum, za której powstanie odpowiada stacja Hulu to „Castle Rock” – nazwa dziwnie znajoma, nie tylko dla najbardziej zagorzałych fanów Kinga, prawda? 

Castle Rock to nazwa miasteczka, które kilkakrotnie pojawiło się w utworach autora. To tam toczyła się akcja „Cujo”, „Sklepiku z marzeniami”, czy też „Skazanych na Shawshank”, i w tej telewizyjnej produkcji mamy odwołania do tych, ale także innych tekstów mistrza grozy. W każdym z dziesięciu odcinków widzowie odnajdą przynajmniej jedno (ale zazwyczaj więcej) nawiązanie do innych jego dzieł, jednak nie to stanowi o jakości „Castle Rock”, a fakt czy udało się jego twórcom uchwycić ducha kingowej wyobraźni. 

Wszystko zaczyna się w Shawshank. Dyrektor więzienia popełnia (wręcz spektakularne) samobójstwo, a kiedy rządy nad więzieniem obejmują nowe władze okazuje się, że w nieużywanej od lat, strawionej przez pożar, części tego wielkiego kompleksu znajduje się tajemnicze pomieszczenie, w którym strażnicy odnajdują zamkniętego chłopaka. Odkrycie to rozpoczyna lawinę tajemniczych zdarzeń, które zawisną nad tym miasteczkiem niczym burzowe chmury… nie z tego świata… 

Można by próbować opisywać dogłębniej fabułę tej produkcji, ale w zasadzie jest to bezcelowe, ponieważ każdy kolejny odcinek przynosi więcej pytań, niż odpowiedzi – a nawet samo zakończenie, nie przynosi zbyt wielu wyjaśnień, co pięknie podsumowują słowa, zresztą pojawiające się w serialu kilkakrotnie, o wątpliwościach targających bohaterami. Wątpliwościach w swój zdrowy rozsądek, wątpliwościach w słuszność swoich działań i decyzji oraz w to kim są. I również widz będzie takich wątpliwości doświadczał podczas rozwoju akcji. 

Zacznę od tego czego zabrakło, a mianowicie znacznie bardziej rozbudowanego wątku społecznego. W prozie Kinga to właśnie obyczajowe elementy (oczywiście podszyte grozą) tworzą ten specyficzny klimat. W serialu nacisk zostaje mocno postawiony na konkretne postaci, a dodatkowe elementy społeczne zdają się być dodane nieco na siłę, przez co trudno jest wczuć się w specyfikę miasteczka – wystarczyło aby w scenariuszu rozwinąć nieco bardziej kilka pobocznych wątków, które mniej wpływałyby na fabułę, ale za to bardziej budowały atmosferę grozy – wtedy nazwałabym ten serial arcydziełem, które w pełni oddaje charakter twórczości autora. Owszem, pojawia się kilka dodatków, choćby w postaci małżeństwa w kryzysie, które przyjeżdża do Castle Rock by „zacząć od nowa”, i którego uroczy hotelik szybko staje się miejscem kaźni gości, jednak to zbyt mało, zresztą wątki te są potraktowane po macoszemu, przez co nie oddają w pełni możliwości, jakimi dysponowali twórcy. 

„Castle Rock” nie jest serialem dla miłośników twórczości Kinga (bynajmniej nie tylko dla nich). Nie trzeba być zaznajomionym z jego publikacjami. Co więcej, nie trzeba również ich lubić żeby docenić ten obraz. Dziesięć, niemal godzinnych, odcinków tworzy niesamowitą i przepełnioną napięciem historię o tym co King (i nie tylko on) kocha najbardziej, czyli ludzkim wcieleniu zła i strachu. Główną tego zasługą jest świetna obsada oraz dobrze rozpisane postaci. Bohaterowie są bardzo realistyczni, a z drugiej strony każdy z nich jest na swój sposób dziwaczny i ich reakcje na niektóre wydarzenia odbiegają od przyjętych norm, a właśnie tego możemy się spodziewać po postaciach wyjętych wprost z głowy tego pisarza. Na ogromną uwagę zasługuje Melanie Lynskey, w roli neurotycznej i aspołecznej sąsiadki głównego bohatera. Za niewinną i słodką buźką tej aktorki kryje się niesamowity potencjał – oczami wyobraźni już widzę ją w nowej roli Annie Wilkes. Doskonale zaprezentowała się Sissy Spacek, a odcinek siódmy, poświęcony jej postaci jest chyba najlepszym w całym sezonie (pod względem scenariusza oraz realizacji). Nie mniej dobrze patrzy się na postać Alana Pengborna (to właśnie on zaskarbił sobie moją największą sympatię), w tej roli Scott GlennAndré Holland i Bill Skarsgård wcielający się w dwóch głównych bohaterów prezentują się na ekranie dobrze, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że ich talenty bledną w cieniu wyżej wymienionych. Z kolei wśród postaci drugoplanowych na przód wybija się Jane Levy, w roli Jackie Torrance (tak, dobrze kojarzycie to nazwisko), jednak serial nie daje możliwości by ta młoda aktorka rozwinęła skrzydła – nie mniej jednak świetnie prezentuje się na ekranie. 

Jeśli zaś chodzi o fabułę, to myślę że każdy widz może zrozumieć ja na swój sposób i tak też odczytywać wszelkie symbole i wątki. Poprzez specyficzny brak klarowności i konkretnego zaakcentowania, o czym tak naprawdę jest ta opowieść, każdy może znaleźć w niej co innego. I w tym momencie muszę przyznać, że w pewien sposób ten brak zdecydowania ze strony twórców, oraz niechęć do tego by jednoznacznie i ostatecznie postawić „kropkę nad i” mnie urzekł i przekonał do snutej przez nich opowieści. Wyraźnie można też dostrzec różnicę między pierwszymi, a ostatnimi odcinkami tej produkcji. Początkowo fabuła ma charakter nacechowany elementami grozy, pod koniec mocno skręca w sci-fi, a po środku fajnie się to miesza. Bazą jest tutaj dramat psychologiczny, ale wymieszanie (przy czym również zachowanie równowagi) elementów grozy i science-fiction, jest ukazane na ekranie w sposób bardzo przemyślany i oddziałujący na widzów. 

Furtka została niedomknięta, więc spodziewam się kontynuacji (która, o ile się nie mylę, została już nawet potwierdzona), choć zastanawiam się, czy ta historia nie jest tak naprawdę w swej niepełności całkowicie pełna. Boję się tego co może się stać w ewentualnej kontynuacji, biorąc pod uwagę zamiłowanie hallywoodzkich scenarzystów do stosowania w kluczowych sytuacjach łopatologicznych rozwiązań. Jednak w tym momencie jestem po prostu pod wrażeniem świetnego początku, który być może obrodzi również, nie tyle w kontynuację, co w pewną modę na budowanie świata Stephena Kinga poza jego prozą. 

W Polsce serial ten można było zobaczyć na kanałach stacji HBO, jeśli jednak nie macie HBO GO lub po prostu nie zdążyliście go zobaczyć to doczekaliśmy się jego wydania na nośniku DVD. Wydanie zawiera dwa dodatki: „Castle Rock: Krew na papierze – to coś dla miłośników literatury, widzowie mogą się z niego dowiedzieć, jak duży wpływ na serial miała twórczość Kinga; drugi to „Mechanizm horroru”, i to z kolei ukłon dla filmoznawców i kinomaniaków zafascynowanych tym, jak przenieść na ekran to co zostało pierwotnie przelane na papier. Dodatkowo na płycie znajdują się również kulisy odcinków. Warto! 

5 out of 6 stars

Recenzentka: Żaneta Fuzja Krawczugo

Castle Rock, sezon 1
Tytuł oryginalny: Castle Rock, season 1
Kraj: USA (2018)
Obsada: Sissy Spacek, Scott GlennAndré HollandBill Skarsgård
Dystrybutor: Galapagos

Polecamy także