Literatura

Chase Novak – Poczęcie

dnia

poczecie

patronat

Zaczyna się spokojnie i nastrojowo, by nie rzec – leniwie. I nic nie zapowiada koszmaru, jaki stanie się udziałem bohaterów. Historia związku Alexa i Leslie Twisdenów to trochę taki amerykański sen, w którym prosta dziewczyna „z ludu” wychodzi za mąż za przystojnego i bogatego arystokratę. Ich życie zdaje się być sielanką, upływająca na kontemplowaniu uczucia i osiąganiu sukcesów zawodowych oraz beztroskiej egzystencji w ekskluzywnym domu na Manhattanie.

Beztroskiej? Nie do końca, bowiem Twisdenowie mają jeden problem, który trapi ich i destruktywnie działa na ich związek: brak potomstwa. Pragnienie posiadania dzieci determinuje większość działań pary bohaterów. Próbują wszelkich możliwych terapii i wizyt u dziesiątków lekarzy, aż po szaleńczą wyprawę do Europy Wschodniej, gdzie poddadzą się tajemniczej kuracji, mającej zapewnić im powodzenie w leczeniu bezpłodności. Kuracja kończy się powodzeniem, a Twisdenowie zostają rodzicami uroczej pary bliźniaków.

Jednak kuracja ma też swoje efekty uboczne. Przerażające efekty uboczne…

Novak zagrał konwencją i zupełnie odwrócił role. Zwykle mieliśmy do czynienia z demonicznym potomstwem, w którego złą naturę ciężko było nam uwierzyć („Dzieci kukurydzy” Kinga, „Egzorcysta” Blatty’ego). Tutaj mamy odwrócenie ról i w wyniku tajemniczej, eksperymentalnej kuracji antybohaterami stają się rodzice. Amerykański, kultywowany od lat model szczęśliwej rodziny został w popkulturze obalony jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku i już tak mocno nie szokuje. Jednak nadal zaskakuje i przeraża ujęcie rodziców jako postaci stanowiących zagrożenie i czyhających na życie swoich dzieci. I to jest główną siłą napędową powieści. Solidaryzujemy się z dziećmi, pragniemy je chronić, obronić przez szaleństwem matki i ojca. Dzieci wzbudzają w nas naturalne odruchy macierzyńskie, które narzucają imperatyw obrony potomstwa. Novak prowokuje nas na poziomie emocjonalnym, czyniąc agresorami tych, których odruchowo chcemy uznać za obrońców. Zwłaszcza po nostalgicznym, kreującym niezwykle ciepły obraz kochającego się małżeństwa wstępie w części pierwszej. Cześć druga – nie wiedzieć czemu – mocno zmienia styl, wypełniając strony szaleńczymi pościgami i ucieczkami, przez co książka traci swój klimat i atmosferę drobnomieszczańskiej sielskości degenerowanej przez wewnętrzne, rodzące się w głębi człowieka (dosłownie) zło. A szkoda, bo mimo, że akcja nabiera wówczas tempa, to książka traci na tym, zamiast zyskać. Stonowane i intrygujące zakończenie ratuje jednak całą powieść, która – mimo kilku mocno przerysowanych scen pościgów i walki – okazuje się naprawdę udanym dziełem.

Mocno naciągane jest natomiast marketingowe nawiązanie do „Dziecka Rosemary” Iry Levina, bowiem oprócz faktu zamieszkiwania bohaterów w ekskluzywnym, śródmiejskim apartamencie Manhattanu, tematu ciąży oraz kwestii pracy Alexa w dużej kancelarii prawniczej, „Poczęcie” ma raczej niewiele wspólnego z osławioną historią Rosemary. Tam przecież źródłem obsesji, lęków i niepokoju była ciąża, podczas gdy u Novaka ciąża to tylko wzmianka i zaraz na samym jej początku akcja przeskakuje o 10 lat do przodu, kiedy dzieci są już w wieku szkolnym.

Regres fizyczny i emocjonalny oraz psychiczny Twisdenów opisany jest natomiast sugestywnie i przekonująco. Co ważne, nie tracą oni wszelkich zahamowań, nadal odczuwają odpowiedzialność za potomstwo, nadal pragną je chronić i opiekować się nimi. Jednak coraz bardziej postępująca regresja zachowań społecznych jest niepokojąca także dla nich samych. Oni także zadają sobie pytanie, jak długo jeszcze zdołają się kontrolować.

„Poczęcie” Chase’a Novaka to więc – mimo kilku wpadek wynikających z chęci uczynienia z powieści iście hollywoodzkiej – naprawdę sugestywna, klimatyczna książka. Nie pokazuje ona zła demonicznego, wydumanego i nieprawdopodobnego, ale wynikające z niekontrolowanych eksperymentów genetycznych i regresu do zwierzęcej części natury, gdzie instynkt jest nadrzędnym mechanizmem, a stereotypowe postrzeganie społeczne staje się przyczyną tragedii. Warto zwrócić uwagę na tę książkę, bowiem straszy umiejętnie – i to nie za pomocą diabła czy potworów. Nie ocieka krwią i wyrwanymi wnętrznościami. Ale straszy, straszy wraz z każdą stroną opisów drobnomieszczańskiego życia, które tylko z wierzchu wydaje się być idealne, a w rzeczywistości kryje mroczne tajemnice…

Polecam!

5 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Chase Novak – Poczęcie
Tytuł oryginalny: Breed
Tłumaczenie: Piotr Kuś
Wydawca: Replika (2015)
Liczba stron: 368

Polecamy także