Literatura

Clive Barker – The Scarlet Gospels

Opublikował

dnia

the scarlet gospels

Na początek pozwolę sobie na odrobinę prywaty. Jako nastolatek dorastający w latach 90., od pewnego momentu (z pewną dozą zaciekawienia) śledziłem losy projektów które utknęły w tak zwanym „piekle tworzenia”. Pierwszym z nich była gra komputerowa „Duke Nuke’em Forever”. Drugi to wyczekiwany nowy album grupy Guns N’ Roses, ostatecznie zaprezentowany fanom w roku 2010. Mocny dowód na to, że nieważne jak popularne jest twoje ostatnie dzieło, już w dniu jego premiery musisz zacząć myśleć o kontynuacji. Iść za ciosem – albo przepaść z kretesem.

Mój ulubiony artysta, Clive Barker, na jakikolwiek blok twórczy wówczas narzekać nie mógł. Wręcz przeciwnie. Z drugiej jednak strony, na każdy jeden zaprezentowany film czy wydaną powieść, przypadało u niego co najmniej trzy razy więcej nieukończonych projektów. Zanosiło się więc na to, że i zapowiadane starcie legendarnego Pinheada z detektywem D’Amourem wyląduje na wieki wieków w opasłym, zakurzonym skoroszycie angielskiego pisarza. Dwadzieścia jeden lat od pierwszej wzmianki o tej historii, zdarzył się jednak prawdziwy cud. Bramy tego swoistego literackiego Piekła stanęły otworem i uszczuplona o blisko 700 (sic!) stron opowieść ujrzała światło dzienne…

Ostatni pozostali na świecie magicy zbierają się na spotkaniu, którego celem jest przywrócenie do życia ich niedawno zmarłego kolegi, Ragowskiego. Denat ostrzega ich przed Kapłanem Piekła, demonem pragnącym zdobyć każde źródło magii, pozostałe na Ziemi. Obudzony przez ich zaklęcia Kapłan (znany też jako Cenobita imieniem Pinhead) morduje wszystkich zgromadzonych poza Felixsonem, który od teraz ma pełnić funkcję jego ziemskiego sługusa.

Do nowoorleańskiego domu zmierza też wkrótce detektyw Harry D’Amour, wynajęty przez Normę Paine, aby zniszczyć pozostałości po Ragowskim. Harry z najwyższym trudem ucieka z pułapki zastawionej przez Kapłana Piekła, uratowany przez miejscowego staruszka, Dale’a. Po powrocie do Nowego Jorku, detektyw kontaktuje się z Normą, przekonaną o tym że niebawem w świecie duchów zdarzy się coś spektakularnego…

Harry, wraz ze swoim przyjacielem Cazem postanawia przeprowadzić Normę do tymczasowego schronienia w domu ich współpracowniczki, Lany. Pomaga im w tym również Dale, jednak… na Manhattanie otwierają się wrota Piekła, a wyłaniający się zza nich Pinhead porywa Normę, uznając równocześnie Harry’ego za godnego skrybę dla historii, jaką pragnie opowiedzieć.

Niebawem detektyw i jego znajomi, określający się teraz mianem Udręczonych, zaczynają wędrówkę po czeluściach Piekła. Przypomina ono skrzyżowanie starożytnego Rzymu i Średniowiecza, zaś bezlitosny Kapłan (używając arkanów ludzkiej magii) niszczy wszystkich oponentów, stających na jego drodze do ostatecznego celu. Jest nim zakazany region Piekła, zwany Pustkowiem. Tuż za istniejącym tam jeziorem, według legend, znajduje się katedra zamieszkiwana przez samego Lucyfera. Ambitny demon chce się przy pomocy Normy dostać do wnętrza budowli i uzyskać błogosławieństwo z ust Upadłego Anioła. Jednakże wkrótce przyjdzie mu sprostać wręcz niewyobrażalnej prawdzie, skrywanej na Pustkowiu…

Gdy tylko opowieść ruszyła z kopyta, pełen nadziei zacierałem ręce w oczekiwaniu na dalsze perypetie Harry’ego i jego towarzyszy w starciu z piekielnymi istotami. Lektura wprowadzenia i pierwszego rozdziału u niejednego zapewne czytelnika spotka się z określeniem „stary, dobry Barker”. Mrok, makabra, charakterystyczne dialogi i znany od lat sposób przedstawiania postaci. Niczym spotkanie z dawno niewidzianym kumplem. Gdzieś w środkowej części opowieści, wszystko to zaczyna jednak tracić moc – doprowadzając ostatecznie do raczej bezpłciowego finału. I doprawdy nie wiem, gdzie tkwi problem. Może forma tego konceptu po prostu Barkera przerosła? Początkowo wszak „The Scarlet Gospels” miało być tylko jednym z opowiadań w większym zbiorze – skończyło się na prawdziwej epopei. Przez wszystkie te lata przypuszczałem również, że finał takiej historii może być tylko jeden: starcie oko w oko znanego z „Mistrza magii” detektywa oraz legendarnego demona z gwoździami w czaszce. Anglik zafundował jednak czytelnikom inne rozwiązanie, które – uprzedzam – nie każdemu musi przypaść do gustu. Spory plus za rozbudowany, interesujący portret Piekła (oraz jego oryginalną, rozbudowaną topografię) – tu z kolei Barker nie rozczarowuje i funduje wizje, do których nas przyzwyczaił. A wszystko opisane znanym od czasów „Potępieńczej gry”, charakterystycznym językiem i stylem.

W pewien sposób więc – powrót do źródeł. A zarazem chyba też pożegnalny prezent dla miłośników rasowego horroru spod pióra CB. Bądźmy szczerzy: przy jego obecnym stanie zdrowia, a co za tym idzie – tempie kreacji – każde ukończone przez liverpoolczyka dzieło uznać należy za cud. Cieszmy się zatem i z tego, co nam zostało dane.

4 out of 6 stars

Recenzent: Jakub Zieliński

Clive Barker – The Scarlet Gospels
Wydawca: Pan Macmillan (2015)
Liczba stron: 362

Polecamy także