Film

Czarna Pantera

dnia

Czarna Pantera miał wspaniały, wręcz kradnący show, występ (debiut) w filmie „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów”. Nie trzeba było długo czekać na powstanie dzieła dedykowanego temu drapieżnemu i walecznemu bohaterowi. „Czarna Pantera” święci triumfy w kinach, i na pewno będzie się świetnie sprzedawać kiedy trafi na nośniki DVD oraz Blu-ray, jednak czy te sukcesy nie są przypadkiem zasługą jedynie poprawności politycznej, która obecnie króluje w Hollywood? Moim zdaniem prawda leży gdzieś pośrodku. Owszem, „Czarna Pantera” to świetny, trochę inny od reszty, film marvelowski, ale czy to najlepszy film ze stajni Marvela? Według mnie nie, choć i tu wszystko zależy od tego, jakie jego aspekty bierzemy pod uwagę…

Po tragicznej śmierci króla Wakandy, jego miejsce na tronie zajmuje młody książę T’Challa. Ma on poparcie swojego ludu, choć gdzieniegdzie pobrzmiewają głosy niezadowolenia bowiem mała, niepozorna afrykańska Wakanda dysponuje ogromnym bogactwem (i wiedzą), którym jednak nie dzieli się z resztą świata (a przede wszystkim ze swoimi uciemiężonymi czarnymi braćmi). Niektórym taki stan rzeczy nie odpowiada…

Można pomyśleć, że twórcom kina superbohaterskiego zaczynają wyczerpywać się pomysły, którymi mogą zadziwić widzów. Nie trudno dostrzec, że filmy tego typu zaczynają zjadać swój ogon, dlatego powstają takie produkcje, jak ”Wonder Woman”, czy „Deadpool”, które wprowadzają bohaterów innych, nietypowych lub po prostu uzupełniają luki powstałe w wyniku tworzenia praktycznie jednakowych filmów na podstawie komiksów. Można więc było spodziewać się tego, że pierwszy czarnoskóry bohater którego historia zostanie zekranizowana przyciągnie przed ekrany rzesze widzów, szczególnie w czasach, które nastały. Niewątpliwie jednak „Czarna Pantera” przynosi powiew świeżości tak potrzebny herosom. Oto wreszcie świat otrzymuje komiksową historię opowiedzianą z należytą powagą, bez silenia się na zabawność ale też bez zbędnego mroku i przemocy.

Na uwagę zasługują oczywiście kreacje aktorskie. Chadwick Boseman stworzył naprawdę ciekawą postać człowieka, który na oczach widzów dojrzewa do roli, jaka niespodziewanie na niego spada. Andy Serkis wcielający się w złoczyńcę, wypada na ekranie doskonale, nawet w roli drugoplanowej. Bardzo dobrze prezentuje się także Michael B. Jordan, jako Erik Killmonger, choć sama postać głównego antagonisty, jest według mnie przedstawiona mało interesująco – na pewno nie jest to najlepszy antybohater z filmów superbohaterskich. Przede wszystkim bohater ten jest kreowany na gangstera z getta. Dużo bardziej przerażający byłby gdyby wysilił się choć trochę poznając kulturę i tradycję Wakandy, a mimo to nadal trzymał się decyzji o zniszczeniu tego. Najniebezpieczniejsi są ci złoczyńcy, których szaleństwo idzie w parze z inteligencją, w przypadku Killmongera szaleństwo przejawiało się jedynie agresją i szło pod rękę z dobrym bicepsem. Tak czy siak, Jordan to dobry aktor i jeśli przeciwnik Czarnej Pantery miał być taki, jakim go pokazano na ekranie, to swoją pracę wykonał świetnie. Żeńska część obsady to również waleczne i silne kobiety, choć dla mnie Danai Gurira (w filmie wciela się w rolę szefowej królewskiej ochrony) na zawsze pozostanie Michonne z „The Walking Dead”. W roli Okoye jest według mnie nieco sztuczna i dziwaczna.

Strona wizualna jest tym, co najlepsze w najnowszym filmie Ryana Cooglera. Przywiązanie do tradycji i niesamowita więź z naturą jest zaprezentowana z ogromnym pietyzmem i dodaje siły wydźwiękowi całej historii. Po raz pierwszy widzowie mogą mieć wrażenie, że w takiej opowieści naprawdę o coś chodzi; że zdarzenia przedstawione na ekranie są bliskie rzeczywistości, która ich otacza. Sceny walk wywarły na mnie mieszane uczucia, niektóre wydawały się prowadzone sztucznie, a inne (jak chociażby wielka bitwa) ociekały epickością. Muszę też przyznać, że dawno nie oglądałam pościgu samochodowego, w którym tak emocjonująco niszczono auta.

„Czarna Pantera” cierpi na te same ułomności, co większość filmów marvelowskich – jest zbyt długi, przez co momentami nieco nudnawy, a antybohater nie jest tak wyrafinowany, jak widz mógłby tego oczekiwać, a jednak jest to dzieło obiecujące bardzo dużo i spełniające te obietnice. Czarna Pantera jest bohaterem, który doskonale łączy w sobie cechy człowieka i herosa, a historia prezentowana w filmie niesie ze sobą głębokie przesłanie – nie tylko dotyczące niesprawiedliwości wobec czarnej społeczności, ale także wagi hołdowania tradycji oraz pielęgnowania pamięci o przodkach i pochodzeniu a także własnej kulturze.

Recenzentka: Żaneta „Fuzja” Krawczugo

Czarna Pantera
Tytuł oryginalny: Black Panther
Kraj: USA (2018)
Reżyseria: Ryan Coogler
Obsada: Chadwick Boseman, Michael B. Jordan, Lupita Nyong’o, Danai Gurira
Dystrybutor: Disney

zobacz w cc

Żaneta

Czyta, ogląda i wącha książki a także pracuje w ich otoczeniu. W szafie trzyma plecak spakowany na wypadek ewentualnej apokalipsy (najlepiej zombie). W wolnych chwilach wychowuje psa i uprawia kuking, czyli zamęcza domowników i internety swoim gotowaniem.

Polecamy także