Film

Czas mroku

Opublikował

dnia

Winston Churchill – światełko nadziei w mrocznych czasach? 

Tematem, na którym koncentruje się najnowszy film Joe Wright’a, Darkest Hour (2017), staje się okres, w jakim Winston Churchill zastępuje Neville’a Chamberlaina na stanowisku premiera Wielkiej Brytanii. W tle tych wiekopomnych zmian, znajduje się kulminacja operacji Dynamo (ewakuacja żołnierzy z plaż Dunkierki) – jakże aktualny temat, który kilka miesięcy wcześniej po mistrzowsku zekranizował Christopher Nolan. Bieg tej historii jest oczywiście znany. Jej zakończenie jeszcze bardziej. Na wszelki wypadek tekst wyświetlony pod koniec filmu przypomina, że ostatecznie Niemcy przegrały wojnę. Churchill to jedna z najbardziej znanych, szanowanych i badanych postaci w historii XX wieku. Stał się niemal synonimem przywódcy. Bez wątpienia jest także źródłem budujących cytatów. Niektóre z nich nawet sam wypowiedział, inne cytowane są, bez namysłu, przez miernoty polityczne wymagające podkreślenia swoich wątpliwych poglądów.

W postać samego Churchilla wcielił się po mistrzowsku Gary Oldman, któremu należą się ogromne gratulacje (trzymam kciuki za tegorocznego Oskara). Przy takim talencie aktorskim i misternie wykonanej charakteryzacji otrzymujemy prawdziwe złudzenie postaci, w jaką się wciela. Od charakterystycznego chodu, poprzez akcent, aż po nawyki i nastawienie do otoczenia, można śmiało stwierdzić, że Gary Oldman zatracił się całkowicie w roli Winstona Churchilla, a radość z tego wcielenia, z całą świadomością, przekazuje widzowi. Determinacji i werwy, nadaje mu mocno zarysowany konflikt, jaki toczy z całym otaczającym go światem. Scenarzysta, Anthony McCarter (The Theory of Everything), położył wyraźny nacisk na pokazanie, że w najczarniejszej godzinie, gdy to było najbardziej potrzebne, za tym legendarnym politykiem, stanęło niewielu. Natomiast sam jego wybór na premiera wydaje się działaniem zastępczym ze strony rządu. Nie ma mocnego zaplecza we własnej Partii Konserwatywnej; nie kibicuje mu ani Neville Chamberlain (Ronald Pickup), ani Edward Wood, wicehrabia Halifaxu (Stephen Dillane). Nie ufa mu początkowo nawet król Jerzy VI (Ben Mendelsohn). Przy czym niezwykle ciekawie ukazano przepastną różnicę między Churchillem, a jego politycznymi oponentami. Potrafi być człowiekiem, „zwyczajnym mężczyzną”, co uroczo podkreślają migawki z życia rodzinnego. Korpulentny wódz Brytyjczyków wychodzi przy tym zestawieniu w taki sposób, że sam z radością poszedłbym za niego w bój. I choć to wrażenie jest dość powszechne, to należałoby przyznać, że może być wyłącznie złudzeniem, jakie na widzu wywołują twórcy, poprzez ukazanie Churchilla, jako wzorcowej figury. Może nawet nieco nad wyraz?

Nie brakuje tu również scen, które bezpośrednio korespondują z biografią premiera, a także oddają w niezły sposób, jego podejście do życia i polityki (jeśli w jego przypadku w ogóle można te dwie dziedziny rozdzielić). Churchill to osoba, która najlepiej czuje się gdy musi wysilać się dla dobra kraju, lub zwyczajnie stawiając czoła swoim politycznym konkurentom. Staje przed najcięższym wyborem: czy podjąć wyniszczającą wojnę, czy iść z Hitlerem na układ, który z całą pewnością nie potrwałby długo. Większy od emocji, z jakimi musi się uporać, jest chyba tylko jego apetyt na jedzenie, whisky i cygara. 

Gary Oldman sprawdził się także jako płomienny mówca, na co chyba najbardziej wszyscy czekali, i co bez wątpienia było dla niego największym wyzwaniem. Jego przemówienia przypominają mistrzowsko odgrywane monologi Al’a Pacino (Scent of a WomanThe Devil’s Advocate). Są równie przekonujące, słucha się ich równie przyjemnie, choć sam Churchill wcale tak nie krzyczał. Mimo wszystko Garry Oldman spełnił swoje zadanie wyraźnie wybijając się na tle reszty aktorów. Co tu dużo mówić: klasa i kunszt aktorski same w sobie.

Obraz Wright’a już ulokowano między The King’s Speech (2010), a Dunkirk (2017), choć niestety odbiega od nich znacznie poziomem. Ujmuje scena w metrze, choć po namyśle jest ona okrutnie populistyczna, na dodatek twórcy nie obeszli się bez tej cholernej poprawności politycznej. Wielka szkoda. Na całe szczęście w chwilę później zostajemy nagrodzeni. Dodam także, że w filmie nie brakuje paru zabawnych scen, ale to chyba po prostu jak w życiu: od czas do czasu trzeba się uśmiechnąć.

Wielu krytyków zarzuca Darkest Hour brak głębi i zaczepienia we współczesności, ja jednak tak do końca się z tym nie zgodzę. Po objerzeniu filmu byłem przerażony brakiem charakteru współczesnej polityki i jej szarych eminencji. Zwłaszcza gdy przypominałem sobie historycznych „mężów stanu”, którzy bronili swoich przekonań na poważnie, nie jak aktorzy w taniej sztuce komediowej. Zastanawiałem się jednak, czemu ten film ukazał się akurat teraz? Czy miał być to impuls dla polityków lub ludzi, mówiący o tym, że brakuje nam konkretnych przywódców? A może rację mają amerykańscy krytycy, którzy twierdzą, że Gary Oldman, jako Winston Churchill ma być opozycją dla obecnego prezydenta? W takim razie byłoby to swoiste machanie palcem przed nosem Donalda Trumpa, po roku sprawowania przez niego urzędu. Koniec końców sam Wright powiedział: Biografia, w której występuje Gary Oldman, jako Churchill pokaże wojennego przywódcę, który opiera się fali faszyzmu, bigoterii i nienawiści.

Myślę, że cel Darkest Hour bardzo dobrze określił brytyjski historyk, Andrew Roberts, który stwierdził, że film: Ukazuje przywódcę, którego wszyscy uwielbiają, którego wszyscy potrzebują. Takiego, który przypomina, że może istnieć nieskomplikowane, jednoznaczne przywództwo. I nawet jeśli stwierdzenie, o które się pokusił jest naturalnie dość naiwne, to w odniesieniu do obrazu Wrighta, niestety prawdziwe. Wyraźnie wskazuje w konstrukcji całości słaby punkt, którym paradoksalnie staje się postać głównego bohatera. Doskonale odegrana, lecz nie do końca przemyślana w trakcie przenoszenia jej z kart historii na karty scenariusza.

Wydaje mi się, że na początku sam dałem się zwieść zapędom twórców, którzy ten obraz wypieścili do poziomu atrakcyjnej laurki. Laurki wartej obejrzenia i tak przyjemnej dla oka, że wręcz wydającej się być nierealną.

Recenzent: Michał Pietrzak

Czas mroku
Tytuł oryginalny: Darkest Hour
Kraj: Wielka Brytania (2017)
Reżyseria: Joe Wright
Obsada: Gary Oldman, Kirstin Scott Thomas, Ben Mendelson, Lily James
Dystrybutor: UIP

zobacz w cc

Michał Pietrzak

Absolwent Filmoznawstwa. Miłośnik kina klasycznego i eksperymentów kulinarnych. Reżyser i scenarzysta amator. Niepoprawny optymista, zapalony wolontariusz WRO Media Art Biennale i nałogowy gracz „World of Warcraft”.

Polecamy także