Literatura

Damian Zdanowicz – Kamienica panny Kluk

dnia

kamienica panny kluk

„Kamienica panny Kluk” to zbiór, który przez Wojciecha Gunię – tego pana miłośnikom grozy w Polsce przedstawiać raczej nie trzeba – okrzyknięty został najważniejszym zbiorem w polskiej grozie, a sam jego autor – Damian Zdanowicz – najzdolniejszym autorem grozy młodego pokolenia w naszym kraju. I z pewnymi kwestiami nie sposób nawet polemizować, bowiem nie da się podważyć stwierdzenia, że „Kamienica panny Kluk” to książka znakomita w formie, jak i treści, a i sam młody twórca przejawia z pewnością wielki talent i umiejętność panowania nad słowem. Jednak takiego niezbitego entuzjazmu Wojtka Guni nie podzielę z jednego tylko powodu… Jakiego? O tym za chwilę.

„Kamienica panny Kluk” stanowi zbiór opowiadań z podgatunku weird. I jak sam daleki jestem od szufladkowania usilnie każdego literackiego utworu, jako że te naprawdę wybitne wymykają się jednoznacznym przyporządkowaniom, to jednak w przypadku „Kamienicy…” mamy do czynienia z gatunkiem (podgatunkiem) weird w stanie czystym. Każdy, komu nieobce jest nazwisko Ligotti, zapewne i opowiadaniami Zdanowicza zachłyśnie się, jak czystym powietrzem zamiast krakowskiego smogu. Bowiem wreszcie doczekaliśmy się w młodym pokoleniu twórców autora zdolnego, godnego pretendować do poziomów twórców europejskich i to w gatunku arcytrudnym, jakim jest weird fiction właśnie.

I tu upatruję – paradoksalnie – całego nieszczęścia Zdanowicza, oraz jego „Kamienicy panny Kluk”. Bowiem weird jest gatunkiem mocno niszowym, mocno hermetycznym. Który naprawdę, ale to naprawdę trafi do wąskiego grona odbiorców w weird rozkochanych. I to niestety sprawi, że o Zdanowiczu w szerszym zakresie nie zrobi się naprawdę głośno, ani też przez to nie ma on szans na podium dla najważniejszego, najbardziej rozpoznawalnego autora grozy obecnie w Polsce. W swojej niszy gatunkowej podium z pewnością zdobędzie, ale całościowo, w obrębie nurtu literackiego horroru zbyt mały odsetek miłośników gatunku na dłuższą metę podejmie się obcowania z prozą Damiana. Ostatnimi czasy zapanowała swoista moda, by chwalić wspomnianego na wstępie Wojciecha Gunię, a przez to i Zdanowicza, którego on niejako namaścił, jednak zastanawia mnie, na ile bardzo trudny „Powrót” potrafi rzeczywiście zachwycić czytelników, a na ile jest to wynikająca ze wspomnianej mody poza? I nie umniejszając tej prozie, to jednak pojawia się pytanie, na ile została ona rzeczywiście zrozumiana, przyswojona, a na ile wpada w sidła tendencyjnego poklasku? Ta sama sytuacja zdaje się dotyczyć i „Kamienicy panny Kluk”.

Tak, to proza – w swojej kategorii – doskonała, ale z drugiej strony, jej hermetyczność i skierowanie do niewielkiego stosunkowo grona odbiorców spowoduje, że nie będzie to twórczość czytana szeroko, przez tych, którzy na co dzień z grozą nie obcują. I nie, absolutnie nie jest to zarzut ani dla autora, ani dla jego twórczości. Ot, to taka dygresja, że większe szanse na wypłyniecie na szersze wody literackie ma Agnieszka Kwiatkowska z „Drugim peronem” (ją wspominam, gdyż debiutowała w serii Biblioteczka Okolicy Strachu równolegle z Damianem). Jej proza jest bardziej uniwersalna tematycznie, może prostsza w formie, może łagodniejsza w przekazie, ale jednocześnie mniej niszowa, mniej hermetyczna. Potrafiąca skusić i przygodnego, nieobytego z grozą czytelnika.

Wracając do zbioru Zdanowicza – zachwyca on nie tylko opowieściami snutymi na kartach książki; nie tylko ich głębią, nie tylko szerokim spektrum poruszanej tematyki. Nie tylko umiejętnie tworzoną atmosferą izolacji, osaczenia przez niedookreślone siły, wobec których okazujemy się być tylko marionetkami. Jest w tej prozie mrok, jest duszna, niepokojąca atmosfera, jest mnóstwo pesymistycznej szarości, jakże obecnej w weird jako gatunku. A to wszystko wsparte znakomitym panowaniem nad słowem, umiejętnością konstruowania zdań, nadawaniu odpowiednich słów opisom rzeczy…

Świadomie unikam opisywania fabuł poszczególnych tekstów, albowiem nie o to chodzi, by streścić Wam teraz te historie, ale by przekonać Was, że warto po książkę Zdanowicza sięgnąć. Ale pod jednym warunkiem – że odnajdujecie się w prozie Ligottiego, Guni, czy choćby Matei, którego tez zaliczyć możemy do tego grona nadwornych pesymistów polskiej grozy literackiej (i mówię tu stricte o prozie, nie zaś publicystyce i ogólnej opiniotwórczości); jeśli tak jest to Zdanowicz swoim debiutem z całą pewnością Was zachwyci. W innym przypadku – sięgajcie po „Kamienice panny Kluk ostrożnie, bo może Was zawieść, rozczarować. I nie przez swoją słabość, bo tej tutaj po prostu nie ma – ale przez to, że nadajecie na innych falach. Wy i weird. Przykro mi, zdarza się.

Czy „Kamienica panny Kluk” jest najważniejszą książką polskiej grozy w tym roku? Moim zdaniem nie. Z całą pewnością jest doskonałym przykładem, że polskie weird nie kończy się na Wojtku Guni i że Polacy potrafią pisać weird fiction z równym powodzeniem, jak ich zachodni koledzy po piórze. Ale jednocześnie mam świadomość niszowości wzmiankowanego gatunku i tego, że brak jej pewnego uniwersalizmu. I znów muszę podkreślić, że nie jest to wada, nie jest to przytyk. Zdanowicz po prostu odnalazł swoją niszę i już nawet nie rozpycha się w niej łokciami, co po prostu umościł się w niej wygodnie, bo miejsce czekało na niego. Możecie myśleć, że jak coś jest dla każdego, to jest do niczego, jest miałkie, tendencyjne. Ale niekoniecznie – czego oznaką jest wspomniany „Drugi peron” Agnieszki Kwiatkowskiej – który ma potencjał trafić do dużo szerszego grona odbiorców.

„Kamienica panny Kluk” to mistrz w swojej klasie, ale jednocześnie proza wymagająca, stawiająca wysoko poprzeczkę dla swojego odbiorcy. Nie trafi do szerokiego odbiorcy grozy, wychowanego na Mastertonie i pulpowym horrorze spod znaku Phantom Press. I to z jednej strony jej największa zaleta, ale i jedyna wada, jaką dostrzegam.

6 Stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Damian Zdanowicz – Kamienica panny Kluk
Wydawca: Okiem Na Horror (2017)
Liczba stron: 126
Mariusz
Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog "Co przeczytać? - subiektywny blog literacki". Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także