Literatura

David Grann – Zaginione miasto Z

Opublikował

dnia

zmz

Jeśli filmy takie, jak „Cannibal Holocaust” nie zniechęciły Was do zapuszczania się w dzikie tereny zamieszkiwane przez ludożerców, zrobi to z pewnością „Zaginione miasto Z”. Nie – nie ma tu zdjęć z najskromniejszej nawet kanibalistycznej uczty, a autor daleki jest od epatowania nas szczegółowymi opisami radosnej ludożerki (choć przemyca fragment wypowiedzi pewnego podróżnika, w którym zwyczaje kanibali przedstawione są jako „piękna tradycja”). Tym, co w „Zaginionym mieście Z” naprawdę przeraża nie są bowiem krwawe, horrorowe obrazki, ale liczne niedopowiedzenia zmuszające nas do snucia najdramatyczniejszych scenariuszy dalszego rozwoju niektórych wydarzeń.

David Grann pokazuje nam jak kolejne grupy odważnych podróżników znikają w zielonym piekle Amazonii, a potem każe nam snuć domysły na temat tego, co się biedakom przydarzyło. To, że stali się drugim śniadaniem jakiejś grupki wygłodniałych kanibali zawsze staje się pierwszym przypuszczeniem, ale są przecież i inne opcje – może po prostu umarli z wycieńczenia? Albo zwariowali kiedy zaczęły ich dotykać kolejne makabryczne afrykańskie dolegliwości, na przykład rozmnażające się pod skórą robactwo? A wreszcie – mogli przecież zadomowić się w którymś z plemion i świadomie zrezygnować z powrotu do cywilizacji.

Trzeba pochwalić Granna za umiejętność stopniowania napięcia. Opisuje on tu naprzemiennie kilka różnych wątków – choć trzonem całej historii jest mająca miejsce w latach 20. XX wieku wyprawa Percy’ego Fawcetta w poszukiwaniu tytułowego miasta Z – co pozwala mu trzymać czytelnika w ciągłej niepewności co do losu członków takiej czy innej ekspedycji. Jedni wracają cali, inni wracają odmienieni psychicznie, jeszcze inni nie wracają wcale. Autor wykonał też potężną pracę badawczą – zjeździł pół świata żeby dotrzeć do dokumentów dotyczących różnych wypraw Fawcetta, których wcześniej nikomu nie udało się odnaleźć, nawiązał kontakt z potomkami podróżnika i badaczami terenów, na które się zapuszczał. „Zaginione miasto Z” to więc nie błaha fantazja na temat losów znanego eksploratora Amazonii, ale pełne rozmachu i tchnące autentycznością dzieło poparte mnóstwem cytatów i odwołań do przeróżnych trudno dostępnych zapisków.

Zdarza się, że Grann gubi się w zbudowanym przez siebie labiryncie cytatów albo mnoży je ponad miarę (na przykład przekopuje się przez jakieś obszerne, wygrzebane nie wiadomo gdzie dzieło tylko po to, aby zacytować nam z niego jakieś krótkie, banalne zdanie), ale nie zmienia to faktu, że jego książkę czyta się na wdechu i z mocno bijącym sercem. Poza tym, należy docenić fakt, że nie pisał jej siedząc sobie przez cały czas w wygodnym fotelu gdzieś w Stanach Zjednoczonych, ale sam też wybrał się na szlak Fawcetta, aby zakosztować podobnej ekscytacji i podobnego szaleństwa, jakie na początku zeszłego stulecia napędzały sławnego podróżnika.

Warto było.

Recenzent: Bartłomiej Paszylk

David Grann – Zaginione miasto Z
Tytuł oryginalny: The Lost City of Z. The Tale of Deadly Obsession
Tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska
Wydawca: W.A.B. (2010)
Liczba stron: 448

Polecamy także