Literatura

Dawid Kain – Fobia

Opublikował

dnia

squad-eksperyment

„Tkwiłem gdzieś w czerni, w jakimś państwie podziemnym, gdzie światło sprzedaje się jedynie ciężko chorym i wyłącznie na receptę… Słowa dobiegały z zewnątrz, przebijając się do mnie jak pojedyncze promienie przez grubą, lepką powłokę.” Ten cytat, wyszarpany wprost z otchłani najnowszej powieści Dawida Kaina idealnie oddaje moje wrażenia z lektury. „Fobia” to autentyczny „bad trip” do piekła. Niestety zamiast zwyczajowego „i z powrotem” autor nie ma zamiaru czytelnika zeń wypuszczać. Zamiast katharsis oferuje najniższy krąg piekieł, a raczej wyrwę w nim, udowadniając, że granice w głębi pandemonium nie istnieją. I wtedy termin „batofobia” nabiera realnych kształtów.

Na tę właśnie uciążliwą przypadłość z gatunku patologii psychicznych (lęk przed głębią) cierpi główna bohaterka powieści, Magda. Tkwi zamknięta w klaustrofobicznym mieszkaniu z ojcem literatem, który postradawszy zmysły postanawia napisać dzieło życia – książkę „Kres komunikacji”. A wszystko to w świecie niedalekiej przyszłości, w realiach wielkich osiedli obsługiwanych przez drony i boty, wszechobecnej alienacji od prawdziwego życia na rzecz jego cyfrowego erzacu: Immersjonetu, w dobie totalnego zidiocenia społecznego i skrótowej, upośledzonej komunikacji. Napędem fabularnym „Fobii” staje się fakt nagłego zniknięcia szalonego literata. Magda, pozostawiona sama sobie „wyrusza” na poszukiwania ojca. A będzie to podróż prawdziwie niesamowita, poprzez paranoiczne światy wyobrażeń, lęków, wymiary podświadomości i surrealistycznej rzeczywistości.

Dawid Kain od początku swojej twórczości karmi czytelnika utopijnym strachem przed globalnym zniewoleniem w „czterech ścianach” domowego azylu. Czyni zeń narzędzie tortur, obnaża prawdy, które wyzwalają niepokój ocierający się o nerwicę lękową. Uwielbia też z literatury warzyć narkotyczne substancje; książki zamienia w opiaty, niekoniecznie załączając antidotum. Ale nie jest dilerem bez serca – sam ćpa książki nałogowo i wie jaką literacką miksturę przyrządzić, by czytelnika zabrać do swojego prywatnego piekła.

„Fobia”, choć fabularnie niespieszna, nieco ciasna w ramach granic horyzontów zdarzeń, nie jest powieścią, której brakuje dynamiki. To zasługa warsztatu autora, który doskonale operuje stylem. Istnieją pewne zasady w literackim fachu, które pozwalają napisać daną historię w sposób dynamiczny, pomimo jej ascetycznego rozmachu i zamkniętej, choćby i w jednym pomieszczeniu, akcji. Należy wyeliminować tryb bierny z narracji, podbijać tempo dialogami, a zamiast obfitujących w przymiotnikowe ozdobniki opisy inwestować w zręczne porównania. Kain poradził sobie z zadaniem po mistrzowsku. Pokazał, że wysokoliterackie pisanie z całą jego poetyką środków wyrazu można uskutecznić w krótkich, mocnych zdaniach, że typowym dla starokryminalnego „hardboiled” dystansem narratora można czytelnika walić po łbie skuteczniej niż wyrafinowanymi, soczyście-łzawo opisanymi emocjami, wreszcie, że wyważona stylistycznie pulpa, to wartość sama w sobie, kiedy trzeba podkręcić akcję a u czytelnika uruchomić pokłady wyobraźni, o których nie miał pojęcia. Najważniejszym jednak, moim zdaniem, aspektem w literaturze „nihilistycznie smutasowej” jest element narracyjnego testosteronu, który na kartach „Fobii” daje o sobie wyraźnie znać. W przeciwieństwie do utartej maniery depresyjnej beznadziei, tak częstej w tego typu książkach, narrator, przy pełnej świadomości syzyfowych wysiłków swoich bohaterów, ich nieuchronnej przegranej na wielu, jeśli nie na wszystkich, frontach nie oszczędza w sposobie opowiadania historii walecznych zrywów, cynicznych wstawek, czarno-humorzastych porównań – idziemy nieuchronnie na dno, ale zróbmy to z hukiem!

Na koniec zwracam uwagę również na okładkę. Minimalizm zamiast wygenerowanych komputerowo fajerwerków w swej ascetycznej formie artystycznej budzi niepokój i ciekawość. Obiecuje „one way ticket” w odmęty lęku i szaleństwa. A nie jest to strach ubrany w popkulturową otoczkę typową dla rozrywkowych horrorów. Tak jak szaleństwu w „Fobii” daleko do gatunkowych klisz. Ta książka jest przerażająco prawdziwa. I niepokojąco prorocza.

6 out of 6 stars

Recenzent: Juliusz Wojciechowicz

Dawid Kain – Fobia
Wydawca: Genius Creations (2016)
Liczba stron: 268

Polecamy także