Film

Dom zbrodni

dnia

Powieści Agathy Christie od lat wzbudzają zachwyt wśród miłośników horrorów, a grupa fanów jej twórczości wcale nie maleje z pokolenia na pokolenie. Także liczba, powstałych na podstawie jej prozy, ekranizacji jest zadowalająca. Wystarczy wspomnieć choćby telewizyjny serial „Poirot” z niezapomnianym Davidem Suchetem, mini serial BBC „I nie było już nikogo”, a w końcu „Morderstwo w Orient Expressie” z 1974 roku, oraz powtórna ekranizacja z roku 2017. W 2018 roku w Polsce ukazał się na DVD film „Dom zbrodni”, który powstał na podstawie powieści o tym samym tytule. W tym miejscu mogę Was już zapewnić, że to dziełko na pewno nie trafi do kanonu najlepszych ekranizacji powieści mistrzyni kryminału. Nie czytałam tej powieści, więc trudno mi powiedzieć, jaki miała potencjał, ale ekranizacja oprócz świetnych popisów aktorskich nie proponuje zbyt wiele.

Młody prywatny detektyw Charles Hayward na prośbę swojej byłej kochanki decyduje się rozwiązać sprawę zagadkowej śmierci głowy zamożnego rodu Leonidesów. Dziewczyna jest wnuczką ofiary, a w starej rodowej posiadłości wraz z nią mieszkają trzy pokolenia tego potężnego rodu. Każdy stary dom skrywa pewne sekrety, które mieszkańcy próbują skryć pod fasadą sztucznych uśmiechów, czy jadanych wspólnie kolacji, nie inaczej sprawa wygląda tutaj. Czy śmierć Aristide’a Leonidesa była przypadkowa? Jakie tajemnice skrywają poszczególni członkowie rodziny?

Odkrywanie rodzinnych sekretów jest szalenie pociągające (no, chyba że chodzi o własną rodzinę – wtedy nie zawsze jest tak kolorowo). Jednak rodzina Leonidesów jest zachwycająca! Dlatego myśl o powolnym kluczeniu między jednym oskarżeniem a drugim, ukrywanymi żądzami oraz zazdrością i żalem zdaje się wręcz rozkoszna. Rozochocony widz zasiada więc przed ekranem telewizora, zaczyna śledzić poczynania bohaterów i jest gotowy na wszystko, ale niestety chyba nie na to, że pierwsze naprawdę emocjonujące momenty pojawią się dopiero po (mniej więcej) 80 minutach seansu…

Oczywiście, nie można nie docenić kunsztu sztuki aktorskiej prezentowanej na ekranie przez takie gwiazdy, jak: Gillian Anderson (moim zdaniem mistrzowska w roli zblazowanej i egoistycznej Magdy), Glenn Close, czy Amanda Abbington. Jednak początkowo fabuła nuży do tego stopnia, że w pewnym momencie widz zaczyna odczuwać jedynie irytację, gdyż wszystko opiera się jedynie na wzajemnych żalach i oskarżeniach, którymi żonglują bohaterowie… Dopiero pod koniec akcja nabiera rumieńców, a wydarzenia następują niemal lawinowo, doprowadzając do ciekawego, choć lekko zmarnowanego finału.

Za powstanie filmu odpowiada Gilles Paquet-Brenner, który nie ma na swoim koncie żadnej głośnej produkcji, a tą najbardziej znaną jest „Mroczny zakątek” z Charlize Theron w roli głównej. „Dom zbrodni” również nie zapisze się na kartach kinematografii, jako dzieło wybitne. Warto obejrzeć dla kostiumów (choć próżno szukać tu „agathowego” klimatu), dla scenografii i gry aktorskiej, jednak nie jest to film, który przykuwa uwagę, a tym bardziej nie jest to dzieło, od którego nie można się oderwać. Książki, takie jak ten film nazywa się „czytadłem”, więc niech to będzie takie „widziadło”…

Recenzentka: Żaneta Fuzja Krawczugo

Dom zbrodni
Tytuł oryginalny: Crooked House
Kraj: Wielka Brytania (2017)
Reżyseria: Gilles Paquet-Brenner
Obsada: Christina Hendricks, Gillian Anderson, Glenn Close, Amanda Abbington
Dystrybutor: Imperial
Żaneta

Czyta, ogląda i wącha książki a także pracuje w ich otoczeniu. W szafie trzyma plecak spakowany na wypadek ewentualnej apokalipsy (najlepiej zombie). W wolnych chwilach wychowuje psa i uprawia kuking, czyli zamęcza domowników i internety swoim gotowaniem.

Polecamy także