Komiks

Dozorca. Nie wszystko złoto

dnia

„Dozorca” to na wpół poważna, na wpół ironiczna historia, odwołująca się do starej francuskiej legendy o Matagocie, czyli demonie przybierającym postać drapieżnego kota, który pomaga swemu panu gromadzić złoto. Sama fabuła komiksu nie jest ani przesadnie odkrywcza, ani świeża, jednak całość zdecydowanie ratuje warstwa graficzna. Jeśli potraktujemy ten komiks jako pastisz opowieści o Wybrańcu, to jest nawet nieźle. Mimo tego, że fabuła jest momentami nielogiczna, mimo płytkiego zakończenia i wyraźnie widocznego grania schematami, sama historia (oceniana z przymrużeniem oka, jako właśnie naigrywanie się ze schematycznego modelu jednostki – główny bohater Dot – na wskroś przeciętnej, która nagle okazuje się być spadkobiercą starożytnego zakonu/pradawnej wiedzy itd.) okazuje się być niezłą zabawą.

Popkultura eksploatowała ten motyw bez opamiętania (czyniąc to raz lepiej, raz gorzej), więc podjęcie takiego wątku przez Sztybora odruchowo traktujemy jako próbę pastiszu. Nie wyważonego idealnie, ale jednak pastiszu. Zwłaszcza, że w finale chce on zagrać swoistym twistem, zmieniającym nieco utarty schemat. Mimo tych starań i zabiegów całość fabularna przesadnie nie zachwyca. Jest „do przeczytania”, ale piorunującego wrażenia nie robi, w pamięć raczej też nie zapadnie, a w treści nie znajdziemy nic na tyle odkrywczego, by lektura naprawdę nas wciągnęła.

Najsmutniejsze, że wyjściowy koncept był całkiem interesujący – podparcie się wzmiankowaną legendą z południowej Francji jest zabiegiem chwytliwym oraz dającym duże pole do popisu, a sam koncept Dozorców jako starożytnego zakonu obrońców ludzkości przed niezwykłymi i mrocznymi stworzeniami, jest naprawdę ciekawy i z potencjałem. Niestety w warstwie scenariusza sam pomysł nie wystarczył i rozmywa się on w dość płytkiej, stylizowanej, blokowej opowieści, która próbuje grać ironią i usiłuje bawić się motywem, ale robi to bez polotu. W efekcie nie do końca wiemy, czy komiks miał być na serio tym wspomnianym pastiszem, czy tak wyszło przypadkiem? Nie wie tego z całą pewnością czytelnik, a i chyba sam autor również nie był zdecydowany w którą stronę chce iść z komiksem. To mogła być fajna opowiastka dla nastolatków, jednak solidna dawka bluzgów i nieskrępowanej przemocy skutecznie przekreśla tę szansę i adresuje go raczej do dorosłego czytelnika. A na tym polu wychodzi zbyt miałko i nijako fabularnie.

Plusem tego albumu zdecydowanie jest warstwa graficzna. Pozornie niedbałe rysunki, momentami sprawiające wrażenie niedokończonych szkiców, w efekcie dodają scenom dynamizmu i głębi, a wiele kadrów – jakby na przekór – poraża swoją dokładnością. Owa dokładność pozwala grafikowi zaakcentować kluczowe elementy, a swoista niedbałość, surowość niektórych szkiców wzmacnia dynamikę plansz i sekwencji walki.

Całość naprawdę miło się ogląda, trochę mniej miło czyta i w efekcie otrzymujemy dziełko ze zmarnowanym potencjałem, ale mimo wszystko cieszące oko w warstwie wizualnej. Tylko tyle i aż tyle, chciałoby się rzec. I szkoda, bo to dotychczas najmocniejszy polski akcent w ofercie Non Stop Comics i raczej nie rozbudza apetytu na więcej.

2 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Dozorca. Nie wszystko złoto
Tytuł oryginalny: Janitor : Good as gold
Scenariusz: Bartosz Sztybor
Rysunki: Ivan Shavrin
Tłumaczenie: Bartosz Sztybor
Wydawca: Non Stop Comics 2018
Liczba stron: 96

Polecamy także