Literatura

Edward Lee – Wypuść mnie, proszę

dnia

wypusc mnie

Proza Edwarda Lee jest mocno kontrowersyjna i nie każdemu przypadnie do gustu. Można o niej powiedzieć wiele, można się spierać o poziom warsztatowy, o pomysły fabularne, itd. Każdy znalazłby liczne przymiotniki, którymi można ją określić, ale ja zaakcentuję jeden: bezkompromisowa.

Twórczość amerykańskiego autora przekracza wszelkie granice, nie uznaje żadnego tabu. Charakteryzuje się przesuwaniem nie tylko granicy obrzydliwości, ale i często dobrego smaku. Serwowany nam przez nowopowstałe wydawnictwo Dom Horroru zawiera właśnie jedenaście takich bezkompromisowych tekstów, w których pisarz penetruje najciemniejsze strony ludzkiej natury.

„Wypuść mnie, proszę” to całkiem niezły przegląd krótkich form Edwarda Lee, które – choć nie wyczerpują jego pokaźnego dorobku – to dobrze obrazują literackie fascynacje pisarza mroczną stroną ludzkiej natury. Lee nie uznaje tabu, nie zna granicy, którą bałby się przekroczyć. Wręcz przeciwnie – stara się najwyraźniej podążyć o krok dalej. Kiedy Jack Ketchum w 1980 roku opublikował „Poza sezonem” wzbudził wielkie kontrowersje i został oskarżony o szerzenie pornografii i okrucieństwa, a rozpowszechniania powieści starano się sądownie zakazać. Czasy się zmieniają i ani Ketchum nie wzbudza już takich kontrowersji, ani tym bardziej proza Edwarda Lee nie jest już zagrożona sądowymi zakazami rozpowszechniania. I choć literacko autorzy zdają się znajdować na dwóch odległych biegunach, to jedno, co ich łączy, to szukanie w swojej twórczości najciemniejszych zakątków ludzkiej duszy.

W Polsce wydano trzy powieści Edwarda Lee – „Sukkub”, „Ludzie z bagien” i „Golem” – ale pojawiło się w prasie tematycznej zaledwie kilka opowiadań. Dlatego też publikacja Domu Horroru stanowi swoisty prezent dla miłośników horrorowej ekstremy. Choć – jak wspomniałem – nie jest to z pewnością pozycja dla każdego. Jeśli nie zetknęliście się wcześniej z prozą Lee lub z twórczością polskich autorów horroru ekstremalnego ( jak Łukasz Radecki, Tomasz Siwiec, czy Tomasz Czarny), to szczerze odradzam wam lekturę tej książki. Naprawdę nie macie pojęcia, czego się spodziewać. Mimo to miłośnicy prozy Amerykanina powinni być zadowoleni.

Wszystkie opowiadania skupiają się na jednym, podstawowym motywie – wszelkie zło tkwi w ludziach. To oni – jak postacie w opowiadaniach Lee – są katalizatorem wszelkiego cierpienia, wszelkiej patologii. Ekstremalne wypaczenia, z jakimi zetkniemy się w tych tekstach nie tylko przekraczają wyobrażenia o ludzkim wynaturzeniu, ale przesuwają ramy prozy ekstremalnej daleko poza dotychczas znane granice.

I to największa siła zarówno tego gatunku, jak i samego zbioru. Kiedy go przeczytacie, będziecie go przez jakiś czas odchorowywać i zapewne pozostawi w was jakiś trwały ślad, jakiś niepokój, jakąś zadrę w duszy… Uczynienie antagonistami ludzi z krwi i kości, ludzi dopuszczających się niewyobrażalnych aktów przemocy, ludzi ekscytujących się cierpieniem drugiego człowieka przeraża tym mocniej, że zdaje się być zagrożeniem realistycznym. To już nie wyimaginowany potwór, który pozostaje na kartach książki, kiedy ją zamkniemy. To ludzie o zaburzonym poczuciu dobra i zła, ludzie, którzy niejednokrotnie funkcjonują na co dzień w zwyczajnym społeczeństwie i o których mrocznym obliczu nikt nie ma pojęcia. To przeraża najbardziej, ta prozaiczność przedstawionego świata. I choć często Lee sięga po zobrazowania środowiska najniższych lub najbardziej patologicznych warstw społecznych („Pani Kadłubek”, „Pomyśl życzenie”), to już w tytułowym „Wypuść mnie, proszę” mamy do czynienia z klasyczną amerykańską kobieta sukcesu.

Bohaterowie opowiadań z tego tomu to niejednokrotnie ludzie upadli, życiowi wykolejeńcy, których wybory i zaniechania zaprowadziły na samo dno społecznej hierarchii, jednak najważniejsze jest to, że jednoznacznie to ludzie są winni, są oprawcami, którzy zaspokajają najniższe instynkty i żądze. Całe zło według Edwarda Lee kryje się w człowieku.

Lee ma całkiem niezły styl pisania, sprawnie prowadzi fabułę. Nie brak też mocnych twistów w zakończeniach niektórych historii. I choć nie można powiedzieć, że to wybitny pisarz, to jego ekstremalna odmiana horroru dobrze sprawdza się w ramach gatunku.

Jeśli chodzi o jakość wydania – wszak to debiut wydawniczy Domu Horroru – to muszę przyznać, że jest dobrze. Intrygująca okładka, nie za mała czcionka i całość złożona i oprawiona na tyle solidnie, by nie niszczyć się w przy kilkukrotnym czytaniu. Całość wydania w formie przypomina mi nieco książki z serii „Biblioteka grozy” Wydawnictwa C& T. Choć tematyka – rzecz jasna – rażąco odmienna.

Reasumując: dobry start dla wydawnictwa i kilka niezłych kawałków prozy pisarza o statusie kultowego. Jednak tylko i wyłącznie dla fanów gatunku, którzy wiedzą, czego się spodziewać.

4 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Edward Lee – Wypuść mnie, proszę
Tytuł oryginału: brak informacji
Tłumacz: brak informacji
Wydawca: Dom Horroru (2016)
Liczba stron: 170

Polecamy także