Muzyka

Eisregen – Marschmusik

Opublikował

dnia

Eisregen Marschmusik

Eisregen to niezwykły zespół (teraz w zasadzie duet) pochodzący z Niemiec. Działający nieprzerwanie od dwudziestu lat, może mówić o swoistym pechu. Uprawiający muzykę z pogranicza gothic/black/death metalu muzycy nad wyraz często są porównywani do swych najsłynniejszych ziomków z Rammstein. I nie są to wcale porównania na wyrost, bowiem stojący za mikrofonem Michael Roth, zarówno manierą, jak i barwą głosu bardzo przypomina Tilla Lindemanna. A że również śpiewa w języku ojczystym i rzeczach delikatnie mówiąc niedelikatnych, a koledzy z zespołu nierzadko stosują zwolnienia i marszowe rytmy charakterystyczne dla ekipy Rammstein, to porównań nie sposób uniknąć. Do tego dochodzi jeszcze tematyka tekstów. Roth śpiewa o śmierci, kanibalizmie, morderstwach i nekrofilii, a robi to w taki sposób, że dwa albumy grupy („Ferbenfinsternis”z 2004 roku i „Wunderwasser” z 2007) zostały zakazane w Niemczech i nie wolno ich sprzedawać nieletnim, ani wykonywać na żywo żadnego utworu z nich pochodzącego. Mało? To dorzućcie płyty „Krebskolonie” (2003) i „Fleischfestival” (2011), których nie kupią w Niemczech nawet dorośli, a zawarte na nich kompozycje również nie mogą być wykonywane na koncertach. Na szczęście dorobek grupy jest na tyle bogaty, że ekipa Rotha ma co przedstawić publiczności. Niewątpliwie do playlisty wejdzie też kilka numerów z niedawno wydanego jedenastego albumu „Marschmusik”.

Śpieszę z wyjaśnieniami wątpliwości, które mogły pojawić się w głowach co niektórych po przeczytaniu wstępu. Gothic/black/death metal i Rammstein? Jakkolwiek dziwnie to brzmi, to właśnie Eisregen tworzy właśnie taki specyficzny misz-masz. Weźmy otwierający całość album utwór tytułowy. Po Tiamatowych riffach następuje piękne zwolnienie, którego nie powstydziłby się wczesny Paradise Lost, przechodzące w motyw grany niby przez pozytywkę, do której charakterystyczną manierą recytuje słowa wokalista. W epoce youtube’a bez problemów można by wrzucić to na stronę i powiedzieć, że to nowy Rammstein. Zwłaszcza, że niedługo później następują marszowo-industrialne riffy, które z kolei… przechodzą we wściekłą blackmetalową jatkę wspartą skrzeczącym wokalem. I ten powracający motyw pozytywki. Przyznaję, że już tym numerem Eisregen mnie kupili. Przyznaję też, że kiedyś słyszałem którąś z ich wcześniejszych płyt, ale nie przekonałem się do ówczesnego oblicza grupy, gdzie rammsteinowe riffy mieszały się z blastami w sposób dość nieudolny. Tym razem, wszystko jest w idealnych proporcjach. Niemal.

Kroczący „Blutkreis” łączy doomowe riffy z podniosłym refrenem, a „Bunkertur” to już ostra jatka z wściekłymi wokalami i umiarkowanymi blastami. Odrobinę oddechu zyskujemy w gotyckim „Leichensack”. Walcem przejeżdża słuchacza powolny „Gott Der Panzer”, a już naprawdę rammsteinowo robi się „Adlerhorst”, który spokojnie mógłby trafić na „Mutter” i nikt nie zauważyłby różnicy. Każdy kolejny utwór to znakomita, świetnie zaaranżowana kompozycja i choć w żaden sposób nie mogę wyzbyć się porównań do głosu Tilla Lindemanna, to chciałbym, żeby jego ekipa nagrała na ostatnich latach choć w połowie tak dobre numery, jak te zawarte na „Marschmusik”. I tu docieramy do „Fleichbrand”, niewątpliwie największego „przeboju” na płycie. Na bazie niby dziecięcej melodyjki otrzymujemy zadziorny utwór z przewrotnym i upiornym tekstem.

Jest to też niejako szczytowy punkt płyty, a stamtąd, jak wiadomo, droga w dół. „Mein Leben auf deiner Haut” broni się w zasadzie tylko stroną liryczną, sam w sobie wylatuje bowiem z głowy zaraz po wybrzmieniu ostatnich nut. „Foltergeist” to głównie wściekłe tempo, „Was Von Dir Bleibt” poza imitującymi organy Hammonda klawiszami nie ma nic ciekawego do zaoferowania, „Panzerchololade” to zaś kompletnie nietrafiony żart muzyczny. Bonus na wydaniu digipack to „Pervertin Peter”, kolejny żart, ponownie nieśmieszny i banalny muzycznie. Koniec końców, płyty się dosłuchuje, a po całkiem udanej pierwszej połowie otrzymujemy najpierw utwory banalne, a później żenujące. Zdecydowanie zaważa to na ocenie końcowej, niemniej, jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z twórczością Niemców, w pełni świadomie „Marschmusik” polecam.

4 Stars

Recenzent: Łukasz Radecki

Eisregen – Marschmusik
Label: Massacre (2015)
Dystrybutor: Mystic Production
Łukasz Radecki
Pisarz, recenzent, muzyk, pracoholik. Współpracuje z Grabarzem Polskim, Dziką Bandą, Horror Online, Rzecz Gustu i Atmospheric Magazine. Uwielbia wszystko, co podobało mu się gdy był 20 lat młodszy.

Polecamy także