Literatura

Eugeniusz Dębski – Moherfucker: Hell-P

dnia

hellp

Eugeniusz Dębski to jedno z ważniejszych nazwisk polskiej fantastyki. Pisząc nieprzerwanie od 30 lat i publikując od dwudziestu kilku dorobił się pokaźnej kolekcji swoich książek. Po napisanym niedawno z żoną Beatą mocnym kryminale „Dwudziesta trzecia” atakuje znowu, tym razem reedycją jednej ze swoich najlepszych serii – „Moherfucker”.

„Hell-P” od Wydawnictwa Piaskun to drugie, poprawione wydanie pierwszej części trylogii, w której Dębski sięga po najmocniej eksploatowany w literaturze grozy motyw – mitologię Cthulhu. Jednak robi to w sposób nieszablonowy, oryginalny. Słowem – w stylu Dębskiego.

Aspirant Kamil Stochard tylko pozornie idzie na przymusowy urlop. W rzeczywistości otrzymuje misję specjalną i przydział do tajemniczego amerykańskiego agenta… który okazuje się mistrzem tajnego zakonu, eksterminującego guimony. Czyli nic innego, jak demonicznych wysłanników ohydnego Cthulhu, którzy mają przygotować jego powrót na ziemię… Najgorsze jest to, iż guimiony mają tendencję przybierać postać zniedołężniałych staruszków, przez co konieczność eksterminacji budzi w Kamilu zrozumiałe wyrzuty sumienia. No bo jak to tak, szlachtować bronią białą taką niewinnie wyglądającą staruszkę… Jednak uważaj, bo jeśli się zawahasz, ta babcia urwie ci głowę!

Polska przedstawiona przez Dębskiego to Polska kombinatorów, pieniaczy i fanatyków religijnych. Z akcentem na tych ostatnich, bowiem akcja często koncentruje się w pobliżu ośrodków kultu religijnego oraz miejsc szczególnego oddziaływania Ojca Prowadzącego oraz jego moherowych, pozornie zniedołężniałych legionów. Polska w „Hell-P” to odpychające, nieprzyjazne miejsce, w której ciężko żyć normalnemu człowiekowi, a co dopiero niezbyt kochanemu przez przełożonych agentowi ABW, który w dodatku jest gejem. Ogólnie kreacja Kamila Stocharda to kreacja swoistego anty–Bonda (który nie dość, że był herosem z siatką pełną gadżetów, to jeszcze kochał – dosłownie – niezliczoną ilość kobiet). Dębski flirtuje tu przekornie z tendencyjnym wzorem tajnego agenta, bo Kamil gadżety ma skromniejsze, ot, trochę magicznie preparowanych pocisków otrzymanych od amerykańskiego kompana. No i kobiety nie do końca go interesują… Jednak mimo tej mało bondowskiej kreacji (a może właśnie dzięki niej?) nasz bohater doskonale wpisuje się w szarą, polska rzeczywistość, a jednocześnie jest nam go łatwiej zaakceptować, dopasować do realiów książkowej fabuły.

Cała historia wręcz przeładowana jest akcją. Śledztwo prowadzone przez polsko-amerykański duet obfituje w widowiskowe pojedynki i bezwzględną walkę agentów, a wszystko to okraszone – jak to często bywa w powieściach Dębskiego – mocnymi trunkami, lejącymi się obficie przy każdej ważnej dyskusji. Wiadomo, polska rzeczywistość…

Debiutujące Wydawnictwo Piaskun stanęło na wysokości zadania. Nowa szata graficzna doskonale komponuje się z tematyką trylogii i podoba mi się chyba bardziej niż oryginalna okładka z Runy. Pozostaje czekać na kolejne tomy, które Piaskun już zapowiada… Bo wiecie, Lovecraft miał rację, myląc się tylko w drobnych szczegółach. Guimiony krążą wśród nas, sycąc się naszymi emocjami. Więc lepiej się przygotować…

5 Stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Eugeniusz Dębski – Moherfucker: Hell-P
Wydawca: Piaskun (2014)
Liczba stron: 336
Mariusz
Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także