Komiks

Fear Agent. Tom 1

dnia

Rick Remender dał się poznać polskiemu czytelnikowi choćby jako twórca całkiem interesującej serii „Black Science” oraz ostatnio rozpoczętej, także przez Non Stop Comics, popularnej „Deadly Class”. A teraz, kiedy poznajemy pierwszy tom przygód Fear Agenta, autor ten ma szanse awansować o kilka oczek w górę wśród tych, którzy tęsknią za klasyczną, bezkompromisową pulpową rozrywką.

Jak tu nie lubić Heatha Hustona, z jego chroniczną miłością do alkoholu i niezbywalną umiejętnością do wpadania w coraz to nowe kłopoty? Jego przynależność do Fear Agents – jednostki, której członkowie poprzysięgli bronić Ziemi przed wszelkim złem lęgnącym się w przepastnych trzewiach Kosmosu – zobowiązuje, jednak w przypadku naszego bohatera generuje on więcej problemów, niż udaje mu się im zapobiegać. I cóż z tego, że legendarnego oddziału Agentów Strachu już dawno nie ma? Cóż z tego, że ich ostatni reprezentant to skończony alkoholik, włóczący się po kosmosie i imający się byle jakich, często mocno nielegalnych, zajęć? Owszem, Huston jest nieporadny, bezczelny, ordynarny, grubiański – zapewne znalazło by się jeszcze parę pejoratywnie brzmiących przymiotników – jednak nie sposób nie pałać do niego sympatią, właśnie przez ten jego przaśny urok, z jakim wpada w coraz to nowe kłopoty. No i umie w nawalanki z różnymi dziwnymi stworami, jak mało kto!

Seria Remendera to cudownie nakreślony pastisz pulpowej SF, a mnie w trakcie lektury niezmiennie przychodził na myśl nasz swojski Funky Koval, który w polskiej, bardziej humorystycznej wersji mógłby właśnie tak wyglądać… Nie ma się co oszukiwać. Komiks „Fear Agent” nie jest albumem dla każdego. To prosta w formie, acz całkiem ciekawa w scenariuszu, pulpowa jazda bez trzymanki, gdzie na pierwszym planie ma się znaleźć akcja, akcja, i jeszcze raz akcja. Jednak taka konwencja jest przemyślana, spójna i realizowana od początku do końca w bardzo konsekwentny sposób. Twórca „Fear Agent” garściami czerpie z klasyki SF, nadając jej nowego, pełnego energii wyrazu i z pewnością umie nie tylko grać ogranymi schematami, ale robi to w sposób świeży i ciekawy. Remender bawi się konwencją SF, co rusz mrugając okiem do czytelnika, bo w scenariuszu znajdziemy praktycznie same elementy już gdzieś kiedyś użyte ale teraz odpowiednio przetworzone, przetransformowane i wykorzystane ponownie trochę – zdawać by się mogło – bez ładu i składu – ale z urokiem, którego nie można całości odmówić. I ten niby prześmiewczy, jednak nie do końca, komiks doskonale wpisuje się w naszą tęsknotę za złotą erą lat 80-tych, kiedy obcowanie z pulpową SF było zdecydowanie łatwiejsze, choćby w filmowym wydaniu.

Wspaniale z takim scenariuszem współgrają rysunki duetu Opena/Moore. Ci dwaj twórcy doskonale oddają ducha pomysłu Remendera i widać, że świetnie rozumieją ideę postaci Heatha Hustona. Mocna, nasycona kolorystyka, dynamiczne, często pełnoplanszowe kadry i mnogość szczegółów pozwalają nam jeszcze bardziej wejść w świat szalonych przygód nieporadnego, jednak finalnie zawsze efektywnego agenta, za którym, będąc ledwo tydzień po lekturze, już tęsknię

Owszem, da się wyczuć pewne charakterystyczne naleciałości stylu Remendera, zwłaszcza związane z zależnościami czasoprzestrzennymi i ich wpływem na ciągi przyczynowo-skutkowe oraz ogólny bieg zdarzeń, jednak to akurat interesujące wzbogacenie komiksowej fabuły, która może kojarzyć się właśnie z „Black Science”, ale jako że to także bardzo dobry komiks, stanowi to kolejną deklarację na korzyść „Fear Agenta”.

Polecam wszystkim, którzy tęsknią za starym, dobrym pulpowym kinem SF – tutaj będziecie mieć tego namiastkę. Jeśli lubicie dużo ironii, jeszcze więcej akcji i naprawdę pokaźną ilość szalonych pomysłów – to tym bardziej zapraszam do lektury „Fear Agenta”!

5 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Fear Agent. Tom 1
Tytuł oryginalny: Fear Agent: Final Edition Volume 1
Scenariusz: Rick Remender
Rysunki: Jerome Opeña, Tony Moore
Tłumaczenie: Marta Bryll
Wydawca: Non Stop Comics (2019)
Liczba stron: 248

Polecamy także