Komiks

Ghost Money

dnia

Thierry Smolderen i Dominique Bertail w żadnym momencie nie kryją swoich sympatii (a może bardziej – antypatii) politycznych. Można by wręcz rzec, że od pierwszych stron „Ghost Money” się z nimi afiszują. Paradoksalnie, to nie tyle „nie uwiera”, co daje solidne podwaliny dla fabuły, która może i jest przerysowana, i maksymalnie upolityczniona w warstwie ideowej, ale jednocześnie obudowana jest na tyle solidną warstwą sensacyjną, że naprawdę wypada dobrze. Jeśli do tego dorzucimy naprawdę staranną i dopracowaną w szczegółach warstwę graficzną, otrzymamy jeden z ciekawszych albumów sensacyjnych, jakie trafiły na nasz komiksowy rynek w zeszłym roku.

Koncepcja komiksu powstała bezpośrednio po atakach z 11 września, w kulminacyjnym momencie amerykańskiej wojny z terroryzmem, w końcowej fazie prezydentury George’a Busha. I te wydarzenia oraz ogólna sytuacja społeczno-polityczna nie tylko w USA, ale na całym świecie, mocno wpłynęła na ostateczny kształt serii. Mimo, że jej ukończenie zajęło twórcom praktycznie dekadę, to jednak początkowe założenia i ogólna atmosfera tamtego okresu przełożyła się na całość ich pracy oraz samej opowieści. A jedno, co można o „Ghost Money” powiedzieć to, że z całą pewnością nie spodoba się prawicy.

Komiks w warstwie ideowej jest skrajnie lewicowy, mocno antyimperialistyczny, antyamerykański… Dużo tych „anty” można by tu wymienić, ale to właśnie ten charakterystyczny, bezpośredni rys fabularny okazuje się być siłą napędową tego komiksu, który opowiada naprawdę intrygującą historię. Mamy tu ciekawe – w wielu przypadkach wyraźnie nacechowane pejoratywnie – grono bohaterów. Amerykańscy agenci, weterani CIA to postacie, które ciężko uznać za choćby w niewielkim stopniu pozytywne. To z grubsza: psychopaci, pedofile, gwałciciele. Słowem – samo zło (jak złe są z gruntu całe amerykańskie tajne służby), skupiające się nie tyle na dbałości o bezpieczeństwo kraju, ale o sztuczne kreowanie światowej polityki w imię określonych grup interesów. I które pod płaszczykiem wojny z terroryzmem dopuszczają się zbrodni okrutniejszych niż ci, z którymi pozornie walczą. Bezpardonowe, nie przebierające w środkach sposoby mają być środkiem do osiągnięcia celów przez wpływowe, pozostające często w cieniu kręgi skupione blisko wywiadu (lub będące w nim bezpośrednio). Szefowie rozgrywają własne, niekoniecznie tożsame z interesem kraju, rozgrywki, a po przeciwnej stronie tej fabularnej osi balansują: niewinna brytyjska studentka, która wplątuje się w lesbijski romans z (nie do końca świadomą własnej tożsamości i korzeni) córeczką bliskowschodniego dyktatora; arabski poeta, który wcale poetą tak do końca nie jest (a przynajmniej – nie tylko) i tajemniczy, przykuty do wózka haker.

Osią zdarzeń są tytułowe ghost money, czyli pieniądze pozyskane przez Al-Kaidę na operacjach giełdowych wywołanych właśnie rynkowymi perturbacjami będącymi następstwem „słynnych” zamachów z 11 września. Olbrzymie pieniądze – dodajmy. Fortuna, określana mianem „skarbu Al-Kaidy”.

Tempo akcji jest bardzo szybkie, kontynenty i bohaterowie zmieniają się błyskawicznie, sam świat przedstawiony różni się od znanej nam rzeczywistości (akcja rozgrywa się w bliskiej przyszłości, w 2028 roku) – ale nie aż tak bardzo, byśmy nie dostrzegli odniesień i punktów stycznych, a pejoratywny stosunek do Stanów Zjednoczonych jest tyle silnie zaakcentowany, co jednocześnie umiejętnie wtłoczony w komiksowe wydarzenia i nie irytuje swoją nadmierną bezpośredniością, za to dobrze komponuje się z opowieścią.

Finał? Cóż… z pewnością jest zaskakujący, choć może za mocno utopijny, zbyt nieprawdopodobny, nawet jak na fabularne ramy tej historii. Jednak kiedy weźmiemy pod uwagę, że całość opowieści nie należy do tych skrajnie realistycznych ale jest swoistą wariacją z gatunku political fiction, to „Ghost Money” naprawdę może się spodobać.

W odniesieniu do obecnej sytuacji geopolitycznej widać wyraźnie, że twórcy w swoich dywagacjach posunęli się nieco za daleko. Prezydentura Busha nie odbiła się aż tak szerokim echem. Jego działania, jak i same zamachy nie stały się tak znaczącą skazą na światowej historii, jak zakładają to autorzy „Ghost Money”. Owszem, przemodelowały światową politykę, zaszokowały świat, rozpętały kolejne wojny, ale nie są to zmiany oddziałujące np. na europejskie społeczności, aż tak bezpośrednio i w takiej skali, jak przypuszczali twórcy komiksu. Ich dywagacje okazały się – z dzisiejszej perspektywy – wyolbrzymione. A sam komiks budzi – co nie dziwi – mniejsze emocje, niż musiał budzić w momencie powstawania i publikacji pierwszych tomów w USA. Dziś patrzymy na całość historii i jej odniesień do realnych zdarzeń przez pryzmat czasu i zmian, jakie przez ten okres zaszły. Świat poszedł do przodu, ale nie do końca w takim kierunku, w jakim przewidywali autorzy. Niby nic dziwnego, jednak trochę osłabia to wydźwięk serii i czyni ją kolejną political fiction w solidnej, sensacyjnej obudowie.

Teoretycznie to tylko zwykły thriller polityczny, a nie przełomowe dzieło, obnażające brudne gry amerykańskiej doktryny politycznej (wszak nihil novi), jak najwyraźniej chcieli twórcy, jednak wciąż to seria z pewnością warta poznania. Polecam!

5 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Ghost Money
Tytuł oryginalny: Ghost Money
Scenariusz: Thierry Smolderen
Rysunki: Jeff Lemire
Tłumaczenie: Bartosz Sztybor
Wydawca: Non Stop Comics 2018
Liczba stron: 320

Polecamy także