Komiks

Giants

dnia

„Giants” braci Valderrama ma jedną, podstawową wadę – zamyka się w jednym tomie, co powoduje, że czytelnik odczuwa niewykorzystany potencjał ciekawego, postapokaliptycznego świata… ale pojawiają się tutaj wielkie potwory w stylu Godzilli, więc samo to już dobrze wróży, prawda?

Bracia Valderrama w albumie „Giants” oddają z jednej strony hołd klasycznym monster movies z lat 80-tych, z drugiej – dynamicznym akcyjniakom young-adult. Świat przedstawiony w komiksie nie jest zbyt przyjazny dla ludzkości. Po zderzeniu Ziemi z kometą nastąpiło gwałtowne ochłodzenie, prowadzące do zlodowacenia, a powierzchnię globu opanowały gigantyczne bestie, przed którymi niedobitki ludzkości kryją się w podziemnych miastach. Tymi społecznościami rządzą bezwzględne młodociane gangi (w tym miejscu wkracza estetyka znana z młodzieżówek), a do jednego z nich chcą przynależeć nasi młodociani bohaterowie – Gogi i Zedo.

Tak naprawdę tytułowe giganty stanowią ledwie tło opowieści bowiem na pierwszy plan wysuwają się dość szybko przygody dwójki młodych przyjaciół, których pragnienie zdobycia miejsca w gangu pcha do podjęcia szalonego wyzwania. Czarny bursztyn jest uboczną pochodną egzystencji wielkich bestii na powierzchni, ale jest też niezwykle wartościowym surowcem dla podziemnej społeczności. Zdobycie go to okazja dla młodzików, by zyskać miejsce i szacunek w strukturach podziemnej organizacji. Ma to stanowić swoisty rodzaj inicjacji, sprawdzianu męskości, charakterystycznego nie tylko dla gangu, ale (bardziej archetypicznie) dla pierwotnych struktur plemiennych. Jednak sama wyprawa wiąże się z wielkim niebezpieczeństwem, a w jej trakcie na szwank narażona zostanie przyjaźń i lojalność. W efekcie okazuje się, że więcej można stracić niż zyskać, jeśli pragnie się zdobyć zbyt wiele zbyt łatwo i za szybko. Całkiem, jak w życiu – ten dydaktyczny akcent także mocno określa docelową grupę czytelniczą, do której kierowany jest komiks.

W warstwie scenariusza „Giants” to solidna, młodzieżowa opowieść o dojrzewaniu, mierzeniu się z przeciwnościami i o niszczącej mocy nadmiernej ambicji, która potrafi zniszczyć człowieka od środka. A wszystko to w estetyce zniszczonego, postapokaliptycznego miasta, gdzie nie tylko gigantyczne bestie stanowią śmiertelne zagrożenie, bo – tak naprawdę – większą krzywdę może wyrządzić drugi człowiek. Także ten, któremu ufamy najmocniej.

Z jednej strony autorzy, prezentując swoją opowieść w „Giants”, grają utartymi schematami, choć próbują odświeżyć trochę zapomnianą estetykę wielkich bestii pustoszących planetę, a z drugiej strony snują historię o poszukiwaniu przyjaźni, miłości, o zaufaniu i jego utracie. Uniwersalizm tych wątków równoważą dynamiczną akcją, która może i nie jest przesadnie odkrywcza, jednak całkiem zgrabnie splata się w swoistą przypowieść, która trafi głównie do młodego czytelnika.

Ten komiks broni się rysunkami – mocno mangowymi, jednak bogatymi w detale, dopracowanymi, obfitującymi w dynamiczne sceny walk. Bracia Valderrama kreują swój świat nie próbując burzyć dotychczasowych popkulturowych ram, a raczej stawiają kolejne konstrukcje na istniejących, choć nieco pokrytych kurzem, podwalinach. I całkiem zgrabnie im to odświeżanie konwencji wychodzi, bo w zasadzie największy żal mam do zamknięcia w jednotomowej historii tak interesującej kreacji świata.

Czy autorzy do niego wrócą? Ciężko dywagować. Na razie wiadomo, że „Giants” to zamknięta w pojedynczym albumie całość i w najbliższym czasie próżno oczekiwać kontynuacji, czy rozbudowy komiksowego uniwersum. A szkoda, bo ta „jednotomowość” to (jak już wspomniałem) największa wada „Giants”. Poza tym komiks jest wart polecenia, jako miłe dla oka, rozrywkowe czytadło, które zauroczy głównie młodych, ale i starszym miłośnikom pulpowej fantastyki pozwoli przypomnieć sobie estetykę azjatyckich kultowych kaiju / monster movies, którym nikt przecież nie odmówi uroku. Prawda?

4 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Giants
Tytuł oryginalny: Giants
Scenariusz: Carlos Valderrama
Rysunki: Miguel Valderrama
Tłumaczenie: Grzegorz Drojewski
Wydawca: Non Stop Comics 2018
Liczba stron: 120

Polecamy także