Literatura

Gilles Paris – Nazywam się Cukinia

Opublikował

dnia

nsc

Czasem przyjemnie jest poczytać książki, w których narratorem jest dziecko. Nieważne, czy czytamy je na głos dziecku czy samemu, dla własnej przyjemności, by cofnąć się w czasy własnego dzieciństwa książki. Przyjemnie się czyta o beztroskim dzieciństwie czy raczej o czasach, kiedy miało się tak błahe problemy jak dzieci z Bullerbyn czyli Lisa, Lasse, Bosse i Olle albo Mikołajek i inne chłopaki. Nie zawsze jednak jest tak, że prawdziwe problemy zaczynają się dopiero wraz z dorosłym życiem. Życie dzieci, których problemy zaczęły się już w momencie przyjścia na świat lub niedługo potem opisuje Gilles Paris w powieści „Nazywam się Cukinia”, w której narratorem czyni 9-letniego chłopca.

Ikar, który woli być nazywany Cukinią, wychowywany jest tylko przez matkę, a właściwie to od jakiegoś czasu wychowuje się sam, bowiem matka całe dnie spędza przed telewizorem w otoczeniu puszek piwa, które sukcesywnie opróżnia. Nawet kiedy mówi do syna, słowa swoje zdaje się kierować do telewizora. Pewnego dnia Cukinia znajduje w pokoju matki rewolwer, co daje mu okazję do zrobienia czegoś, o czym od zawsze marzył: do zabicia nieba, które obwiniał o wszystkie swoje i matki nieszczęścia. Nieba nie udaje mu się zabić, jednak skutek tych usiłowań jest taki, że zostaje umieszczony w sierocińcu. Można powiedzieć, że ma szczęście, bowiem sierociniec prowadzony jest przez kobietę naprawdę kochającą dzieci, a pozostałe zatrudnione tam osoby nawet jeśli nie cieszą się sympatią małoletnich wychowanków, zdecydowanie lepiej je traktują niż niektórzy z rodziców.

W nowym miejscu zamieszkania Cukinia spotyka dzieci pochodzące z rozmaitych, patologicznych rodzin: dziewczynkę molestowaną przez ojca, inną – katowaną przez rodziców, chłopca, którego ojciec odsiaduje wyrok w więzieniu czy braci, których rodzice zginęli w wypadku. Poznaje też Simona, chłopca, który wie wszystko o wszystkich, sam pozostając dla innych zagadką. Przełomem dla Cukinii jest przybycie do sierocińca Camille, dziewczyny, która woli grać w piłkę zamiast bawić się lalkami i która z każdym potrafi się dogadać, wzbudzając powszechną sympatię. Już od pierwszych dni pobytu dziewczyny w sierocińcu zaprzyjaźnia się ona z Cukinią i wkrótce para przyjaciół staje się niemal nierozłączna.

Powieść Gillesa Parisa po raz pierwszy ukazała się w 2007 roku i nosiła tytuł: „To ja, Matołek”. Nie wiem dlaczego tytuł został zmieniony, niewykluczone, że zadecydowała tu polityczna poprawność, osobiście uważam jednak, że pierwszy był równie dobry, jak obecny. Cukinia bowiem zdaje się być wprawdzie nie opóźniony w rozwoju, ale jednak zdecydowanie mniej bystry od kolegów. Rzeczy dla innych zrozumiałe niemal od razu jemu potrzeba wyjaśniać i zdecydowanie polskie powiedzenie: mądrej głowie dość dwie słowie świadczy, że głowa Cukinii do tych mądrych nie należy. Chłopcu wszystko trzeba tłumaczyć dokładnie, wszelkie metafory rozumie dosłownie. Jednak mimo, iż nieraz tą swoją dociekliwością, tym ciągłym pytaniem o wszystko irytuje rozmówców, nie sposób go nie lubić. Jego urokowi nie może się oprzeć ani policjant, który prowadził sprawę śmierci jego matki i który każdego tygodnia odwiedza chłopca w sierocińcu mimo iż sam ma syna, ani Camille, sprawiająca wrażenie dużo dojrzalszej od przyjaciela ani nawet Victor, syn policjanta. Trudno też czytelnikowi oprzeć się niewinności chłopca, który w każdej sytuacji potrafi dostrzec coś dobrego. I dzięki któremu może spojrzeć na świat dorosłych oczyma niewinnego dziecka i zobaczyć jak jego zachowanie i słowa mogą być odbierane przez dzieci.

Recenzentka: Jagoda Mazur

Gilles Paris – Nazywam się Cukinia
Tytuł oryginalny: Autobiographie d’une Courgette
Tłumaczenie: Elżbieta Wilanowska
Wydawca: Świat Książki 2017
Ilość stron: 256
Jagoda Mazur

Uzależniona od książek. Kiedy tylko może, czyta. Kiedy nie może czytać – słucha audiobooków. Kiedy nie czyta ani nie słucha, pisze. O książkach i audiobookach.

Polecamy także