Literatura

Graeme Cameron – Martwe dziewczyny

dnia

Powieści kryminalne przeżywają istny renesans. Codziennie na rynku literackim pojawiają się kolejne premiery należące do gatunku, a miłośników tej literatury przybywa. Nie łatwo więc obecnie zachwycić i usatysfakcjonować czytelników kryminałów. Potrzeba czegoś więcej niż sprawnie napisanej historyjki o morderstwie, dlatego już od pierwszych stron „Martwych dziewczyn” miałam mieszane uczucia, które nie zmieniły się niestety po skończonej lekturze.

Nie wiem czy „Martwe dziewczyny” autorstwa Graeme’a Cameron są kontynuacją jego pierwszej książki pod tytułem „Zwykły człowiek”, bo nie łatwo znaleźć jednoznaczne potwierdzenie, że tak jest, choć opis na IV stronie okładki pierwszej książki oraz treść drugiej wskazują na to, że „Martwe dziewczyny” to bezpośrednia kontynuacja. Mogłabym więc stwierdzić, że do zrozumienia tej książki brakuje mi znajomości „Zwykłego człowieka”, ale to chyba nie do końca tak bowiem Graeme Cameron, choć posługuje się prostym językiem przy opisywaniu swojej historii, to jednak miał koszmarny pomysł na narrację, która jest tak chaotyczna, że w zasadzie aż do końca uniemożliwia łatwe zrozumienie fabuły, a brak związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy wydarzeniami pogłębia wrażenie totalnego chaosu zawartego na kartach „Martwych dziewczyn”.

Detektyw Ali Green, podczas policyjnej obławy, wpadła w łapska seryjnego mordercy kobiet i tylko cudem uniknęła śmierci z jego rąk. Po dwóch miesiącach rekonwalescencji wraca do pracy, a jej głównym celem staje się schwytanie jej niedoszłego kata. Jednak od czasu tamtego zdarzenia Ali nie jest sobą, nie wróciła też do pełni zdrowia i wszystko to utrudnia nie tylko pracę, ale też codzienne funkcjonowanie. Wkrótce granica między urojeniami a rzeczywistością zaczyna się zacierać…

Plusem tej historii są na pewno bohaterowie, jednak nie pierwszoplanowi, jak można by się spodziewać, a drugoplanowi. Tym głównym brakuje głębi, autor nie poświęca ich charakterom zbyt wiele uwagi, co pozwala z kolei błyszczeć tym, którzy stanowią ich tło. Niewiele dowiadujemy się też o samych motywach mordercy, który gra przecież w tej powieści bardzo ważną rolę, ale być może właśnie wszystko to wyjaśnia pierwsza książka autora. Tak czy siak właśnie tego brakuje. Wszystko w tej powieści wydaje się nieco niedopracowane. Mniej więcej w połowie lektury udaje się przyzwyczaić do dziwacznego i mało logicznego sposobu prezentacji oraz specyficznego stylu autora i wtedy nadchodzi finał, który choć jest całkiem interesujący, nie przynosi satysfakcji.

Autorowi zdecydowanie brakuje warsztatu. Pisze trochę jakby dla siebie (podejrzewam, że dla niego to co wymyślił, i jak przedstawił, jest całkowicie jasne i klarowne), ale przecież w pisarstwie chodzi właśnie o to, żeby tak prezentować swoje myśli, aby czytelnikom pojawiały się przed oczami obrazy, by wciągać ich w wyimaginowany świat i pobudzać wyobraźnię, a nie serwować semantykę porównywalną do próby rozwikłania istoty czarnej dziury, a mniej więcej tak abstrakcyjne bywały dla mnie niektóre fragmenty tej książki. A z drugiej strony przeczytałam „Martwe dziewczyny” od tzw. deski do deski, więc nie można powiedzieć, że to całkowicie zmarnowany potencjał literacki, jednak sięgacie na własną odpowiedzialność, bo trudno mi się z całkowicie czystym sumieniem polecić tę powieść.

3 out of 6 stars

Recenzentka: Żaneta Fuzja Krawczugo

Graeme Cameron – Martwe dziewczyny
Tytuł oryginalny: Dead girls
Tłumaczenie: Danuta Fryzowska
Wydawca: HarperCollins Polska 2018
Ilość stron: 304

Polecamy także