Literatura

Grzegorz Gajek – Szaleństwo przychodzi nocą

dnia

Powieścią „Szaleństwo przychodzi nocą” Grzegorz Gajek wybija się ponad przeciętność polskiej grozy udowadniając, że jest jednym z najciekawszych jej autorów. Ksiażka oniryczna, niespokojna, doskonale napisania i stanowiąca przykład na to, że polski horror nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. To opowieść o lękach; o demonach, tkwiących głęboko w nas. To historia przemijania, opowiadająca o walce za tych, których się kocha. To jednocześnie opowieść o szaleństwie, w której realizm miesza się z fikcją i momentami nie do końca wiadomo, gdzie przebiega granica między nimi. „Szaleństwo przychodzi nocą” to literatura znakomita, świetnie poprowadzona i napisana mocnym, sprawnym językiem.

Być może moje słowa niemożebnie przypominają laurkę wystawianą autorowi, jednak w polskiej literaturze grozy rzadko napotykam na takie pozycje, co niestety stwierdzam ze smutkiem. Gajek doskonale potrafi budować atmosferę dusznej, niepokojącej grozy. Grozy podskórnej, kryjącej się za pozornie błahymi wydarzeniami, fałszującej otaczającą nas rzeczywistość i barwiącą ją mrokiem.

Z jednej strony to skreślona sprawną ręką powieść obyczajowa, wypełniona realistycznymi bohaterami o mocnych rysach charakteru. To opowieść o radzeniu sobie z samotnością po stracie bliskiej osoby, o przemijaniu w tejże samotności i rozpaczliwych próbach odnalezienia sensu w świecie, który zdaje się go nie mieć. Z drugiej strony to historia odrealniona, fantasmagoryczna, pełna ułudy i majaków, gdzie niczego nie możemy być pewni, gdzie sen przenika się z rzeczywistością, a szaleństwo wkrada się w pozornie ułożone, sielankowe życie rodzinne.

Gajek w obydwu warstwach swojej powieści radzi sobie równie dobrze, z jednakowym powodzeniem kreując poszczególne sceny, wizje, obrazy. Dobra literatura jest jak muzyka. Musi mieć swój rytm, odpowiednie tempo i brzmienie. U Gajka to wszystko jest wyważone w doskonałych proporcjach, wysmakowane, z odpowiednio rozłożonymi akcentami.

Jeśli miałbym szukać porównań literackich, to blisko Gajkowi i jego prozie do twórczości jednego z najbardziej utalentowanych polskich twórców młodego pokolenia – Dawida Kaina. Podobna wrażliwość, filtrowana przez nieco oniryczne postrzeganie świata sprawia, że obaj autorzy tworzą zadziwiający, niepokojący klimat odrealnienia, nierzeczywistości, który zdaje się bezustannie, ale i w sposób naturalny, plastycznie odkształcać rzeczywistość. Jednak kiedy u Kaina znajdziemy dużą dawkę ironii, absurdu, który zdaje się ma służyć pewnemu rozładowaniu napięć, ma dawać czytelnikowi czas na oddech, tak u Gajka jest przede wszystkim smutek, mrok, śmiertelna powaga, sprawiająca, że literatura ta od pierwszej strony chwyta nas za gardło, by trzymać tak do ostatniej strony.

„Szaleństwo przychodzi nocą” to jedna z ciekawszych powieści polskiej grozy ostatnich lat. A może i ogółem? Niewiele takich pozycji się pojawia, ale niezmiennie ratują one moją wiarę w polskich twórców horroru. Gajek dołącza do takich nazwisk, jak wspomniany Kain, ale i debiutujący niedawno Zdanowicz, czy Kwiatkowska, lub doświadczony już Maciejewski.

„Szaleństwo przychodzi nocą” to proza niespokojna, nieco trudna w odbiorze bo i wymagająca od czytelnika pewnego zaangażowania. To nie jest proste (a tym bardziej prostackie) czytadło oparte na tendencyjnym pomyśle. To nie ukłon w stronę pulpy, odświeżający ograne motywy ze złotej ery niszowego horroru. To proza dojrzała i ambitna, dla której horrorowy sztafaż to tylko punkt wyjścia do literatury przez duże L.

Polecam!

W tym przypadku muszę też pochwalić Wydawnictwo Dom Horroru za okładkę, którą przygotował Dawid Boldys. To zdecydowanie najlepszy graficznie cover tego wydawnictwa, jak dotychczas.

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Grzegorz Gajek – Szaleństwo przychodzi nocą
Wydawca: Dom Horroru (2017)
Liczba stron: 230
Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także