Gra

Hunger: The Show

Opublikował

dnia

hunger

Zastanawialiście się kiedyś jak by to było przenieść się na tajemniczą wyspę z serialu „Lost” i walczyć na niej o przeżycie? Jeśli tak – zgrabna planszówka „Hunger: The Show” to coś dokładnie dla Was!

Na planszowej wyspie ląduje od dwóch do sześciu rozbitków i każdy z nich posiada wyłącznie parę konserw rybnych, które raczej nie pomogą im pociągnąć zbyt długo. Od pierwszego dnia należy więc gromadzić pożywienie – kokosy, owoce albo drób (o dziwo, na wyspie obrodziło w kury!) – ale także zbierać materiał niezbędny do zbudowania tratwy, dzięki której będzie można wydostać się z wyspy. Prawie każdego dnia czeka bowiem na rozbitków jakaś katastrofa: a to atak ptasiej grypy, po którym pada wiele kurczaków, a to tropikalny sztorm niszczący drewno na tratwę, albo znowu inwazja szczurów powodująca straty w zgromadzonych przez graczy zapasach. A do tego od szóstego dnia wzwyż może nadejść niespodziewany „Koniec Show” i wtedy za zwycięzcę będzie uznany nie ten, komu jako jedynemu udało się przeżyć (to może się zdarzyć na wcześniejszych etapach, bo przy złym rozwoju wypadków pożywienie potrafi znikać błyskawicznie), ale ten, komu udało się podczas gry zgromadzić jak najwięcej żetonów.

Dlaczego „Koniec Show”? Otóż gra „Hunger” stylizowana jest na telewizyjny reality show, w którym gracze muszą nie tyle ze sobą współpracować, co kopać pod sobą dołki, okradać się i tak planować kolejny ruch, aby jak najbardziej osłabić konkurentów. Że nie promuje to pięknych chrześcijańskich wartości? Błagam Was, a czy one naprawdę są jeszcze w dzisiejszym świecie respektowane i czy przynoszą jakiekolwiek korzyści – oczywiście poza obietnicą jakże radosnego życia wiecznego? Oczywiście, że nie – i w realu, i w „Hunger” liczy się czysty survival, czyli chamskie dbanie o własne poślady, a nie grzeczne służenie innym i wieczne nastawianie drugiego policzka. Jeśli to Was nie razi, będziecie mieli z tą grą kupę radochy!

Do głównych zalet „Hunger” należy na pewno opatrzenie gry charakterystycznymi grafikami Roberta Adlera (chłop wyrysował i planszę, i karty postaci, i karty wydarzeń, i nawet każdą pojedynczą sztukę drobiu; to nie tak, że jego autorstwa jest tylko obrazek na pudełku), ale także zawodowe poczucie humoru twórców (stylizacja na reality show prowadzi do radosnych kpin już w samej instrukcji gry, pełnej haseł typu „Uczestniku – Twoje bezpieczeństwo naszym najwyższym priorytetem!”) i niedługi czas pojedynczej rozgrywki, dzięki czemu nie musimy rezerwować nawet pół godziny jeśli zachce nam się zasiąść do szybkiego starcia na wyspie (jeśli z kart wydarzeń nie powyciągamy wszystkich tych najbardziej druzgocących – w rodzaju „Plagi szczurów” – to cała gra może się zamknąć nawet w kilku minutach).

Minusy? Na pewno jakaś tam losowość zdarzeń – w końcu wszystko polega m.in. na ciągnięciu kart i zbierania żetonów, których wartości nie znamy dopóki nie dostajemy ich w ręce – a także niezbyt skuteczny wariant dodatkowy z użyciem cech dodatkowych postaci, gdzie niektórzy gracze w zasadzie od razu znajdą się na przegranej pozycji. Aż prosi się o rozszerzenie z większą liczbą kart wydarzeń i dwukrotnie większą planszą kryjącą nieco więcej tajemnic niż „pudełkowa” plansza, jaką dostajemy w tej wersji. Ale z drugiej strony, elementu losowości trudno w tego typu planszówkach całkowicie uniknąć, a po paru rozgrywkach i rozgryzieniu niektórych niuansów gry, można tej losowości coraz sprawniej przeciwdziałać. Tylko wiecie: nie można mieć oporów żeby od czasu do czasu kogoś okraść…

Jeśli jesteście na to gotowi i lubicie gry, które nie zmuszają do siedzenia nad planszą długimi godzinami – szczerze Wam „Hunger” polecam.

Recenzent: Teo Czank

Hunger: The Show
Tytuł oryginalny: Hunger: The Show
Wydawca: Phalanx Games (2017)
Twórcy: Pim Thunborg, Robert Adler
Liczba kart: 90

Polecamy także