Literatura

Ian R. MacLeod – Czerwony śnieg

dnia

„Czerwony śnieg” Iana MacLeoda nieprzypadkowo trafił do znakomitej serii Uczta Wyobraźni wydawnictwa Mag, serwującej najbardziej godne uwagi dzieła literatury fantastycznej, w tym także literatury grozy. Albowiem jest to z całą pewnością horror na najwyższym poziomie. Zwłaszcza tym literackim.

Pozornie to kolejna powieść wampiryczna. Nieumarły to przecież główny bohater, to wiele postaci pobocznych, to nie tyle tło, co katalizator zdarzeń opowiadanych w kolejnych rozdziałach. MacLeod wiedzie nas od pól bitewnych wojny secesyjnej, poprzez kontynenty, kraje i epoki, pozwalając śledzić powikłane losy pewnego lekarza unionisty, który przypadkowo natknął się na niezwykłą istotę. To spotkanie na zawsze zmieniło jego życie, zmieniło bezpowrotnie, wrzuciło w wir zdarzeń niezwykłych, mrocznych i krwawych. Pozwoliło mu jednocześnie zobaczyć zmiany czasów, przełomowe momenty historyczne dziejów… Równocześnie autor „Czerwonego śniegu” sięga wstecz, z powodzeniem kreśląc naszym oczom genezę owego niefortunnego spotkania po bratobójczej amerykańskiej bitwie, wiodąc nas do Strasburga, w czasy poprzedzające Rewolucję Francuską. Do pracowni pewnego zdolnego malarza fresków kościelnych, który też będzie miał okazję zetknąć się z nieznanym…

Przykłady miejsc i dat z powieści MacLeoda można by mnożyć, ale nie w tym rzecz, by streszczać czytelnikom wszystko, co ich czeka. Dość powiedzieć, że to właśnie jest siłą napędową powieści, jednocześnie stanowiąc jej najciekawszy element. To, co mogłoby być zwyczajną wampiryczną opowieścią, jakich popkultura otrzymała więcej, niż zdolna jest unieść, urasta do rangi swoistej epopei, o znacznej rozpiętości czasów i przestrzeni, w których się rozgrywa. Przede wszystkim udało się MacLeodowi uniknąć swoistej „przaśności” wampira. Jego krwiopijcy nie są typowi, szablonowi. To nie są nierozumne, opętane żądzą krwi bestie, a raczej ofiary własnej przypadłości, uwięzione w szponach długowieczności, która staje się dla nich dosłownym przekleństwem. Dodatkowo sama konstrukcja powieści i rozciągnięcie fabuły w czasie, z zachowaniem swobody co do miejsca akcji, pozwala autorowi portretować określone epoki, zjawiska społeczne i mechanizmy historii, relacjonowane niejako z pierwszej ręki, przez tych, których dotknęła ta dziwna „choroba”.

To z jednej strony ciekawe ujęcie wampiryzmu – takie zepchnięcie go na dalszy plan, nie czynienie go głównym, czy też najbardziej eksponowanym wątkiem, a jedynie elementem spinającym fabułę złożoną z niezależnych, do pewnego stopnia, opowieści. Z drugiej strony fascynująca podróż przez wieki, obrazująca znaczące momenty w historii ludzkości, gdzie pytanie o to „kto jest potworem” staje się zgoła kluczowym przesłaniem z nie tak oczywista odpowiedzią.

MacLeod potrafi zgrabnie czerpać z kulturowego dorobku i z klasyki powieści grozy, wplatając wątki w swoją książkę, jednak nie podążając na ślepo utartymi schematami, a transformując je na potrzeby własnej historii, dzięki czemu uzyskują nową perspektywę i wydźwięk.

Z pewnością „Czerwony śnieg” to jedna z lepszych powieści o wampirach, śląca ukłon w kierunku klasyki, a jednocześnie szukająca własnej tożsamości i starająca się odświeżyć konwencję. Z powodzeniem – trzeba dodać.

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Ian R. MacLeod – Czerwony śnieg
Tytuł oryginalny: Red snow
Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz
Wydawca: MAG 2018
Ilość stron: 260
Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także