Literatura

Iron Tales

dnia

iron tales

patronat

Opowieści inspirowane utworami muzycznymi uważam za jeden z ciekawszych eksperymentów literackich, po jakie może siegnąć autor. Jest to jednocześnie najpełniejszy sposób korespondowania z czytelnikiem – nie tylko za pomocą napisanego tekstu, ale też nawiązującej do niego warstwy muzycznej. Nie sama opowieść zaczyna się wtedy liczyć, ale i jej odniesienie do utworu. Wyszukiwanie nawiązań do treści tekstu piosenki, do muzycznej ilustracji, ale też historii wykonawcy – to dodatkowe smaczki ofiarowane przez twórcę takiego opowiadania.

Dokładnie taką sytuacje mamy w przypadku zbioru „Iron Tales”, wydanego niedawno przez doświadczone na polu świetnych antologii Wydawnictwo GMORK. „Iron Tales” – jak już zapewne się domyślacie, to zbiór opowiadań w swoisty sposób składających hołd ikonie NWOBHM – Iron Maiden – stworzony przez sześciu twórców na bazie jej dorobku. Pomysłodawcą całego projektu jest Kacper Kotulak, którego twórczość poznać mogliśmy m.in. w „Pokłosiu”, wcześniejszej gmorkowej antologii (w hołdzie Stephenowi Kingowi). Kotulak zaprosił do współpracy naprawdę solidne nazwiska (Kyrcz Jr, Radecki, Froń, Wojciechowicz, Turowski) i wspólnie udało im się stworzyć naprawdę niesamowitą, energetyczną mieszankę opowieści, mocno przesyconych muzyką, ale też stanowiących doskonałe przykłady dobrej literatury. Całość otwiera jeszcze wstęp Krzysztofa Azarewicza, pokrótce omawiający szeroki, popkulturowy kontekst twórczości Ironów, zarówno w warstwie tekstowej, muzycznej, jak i graficznej. I przygotowuje nas na szaleńczą jazdę, jaką z pewnością jest lektura „Iron Tales”.

To, czy lubicie Iron Maiden, czy nie – nie ma tu znaczenia. Owszem, jako fani, radości z lektury będziecie mieć więcej, bo znajomość tekstów, które autorzy wzięli na warsztat pozwoli wychwycić dużo więcej nawiązań, odniesień, aluzji i kontekstów w opowiadaniach, ale nawet jeśli nie słyszeliście wcześniej żadnego kawałka Ironów (serio?!), to i tak opowiadania zawarte w zbiorze obronią się jako samodzielne, autonomiczne historie.

Juliusz Wojciechowicz – który nie tylko rozpoczyna zbiór swoim krótkim i onirycznym „Innym życiem”, ale poprawia też jeszcze czterema krótkimi opowiadaniami – prezentuje to, co u tego autora najlepsze. Jeśli czytaliście już jego „Bez znieczulenia” to doskonale wiecie, czego się spodziewać. Wojciechowicz pisze mrocznie, ponuro, twardo, ale jednocześnie bardzo emocjonalnie. U niego te emocje kipią, wyłażą na wierzch z człowieka, a że nie są to emocje pozytywne, to sami sobie dopowiedzcie, jaką atmosferę udaje mu się tworzyć. Cenię sobie prozę Wojciechowicza, bo jest to doskonały przykład autora, który nad samą fabułę ceni sobie bardziej formę tekstu, co tylko wzmacnia jego ponure wizje, komentujące otaczającą rzeczywistość. Hiperrealizm w oddawaniu szczegółów każdej z opisywanych scen czyni je jeszcze bardziej sugestywnymi i lepiej trafiającymi do odbiorcy – a to cecha często przez polskich autorów horroru zaniedbywana. Jego podejście do interpretacji twórczości Ironów uważam za bardzo udane właśnie przez emocjonalną warstwę, która pozwala wręcz namacalnie odczuć strach, cierpienie i rozpacz, jakie przebijają się w opowiadanej historii.

Kazimierz Kyrcz jr. to autor chyba najbardziej ze wszystkich biorących udział w antologii pisarzy doświadczony. I to doświadczenie widać także w prezentowanych w „Iron Tales” tekstach. „Stąd do wieczności” to smutna, przejmująca, ale i w jakimś stopniu romantyczna historia, która wzbudza w czytelniku tęsknotę, a mnie nawet mocniej niż z Ironami kojarzy się z twórczością The Cure. „Żelazne Dziewice” z kolei to oniryczna, mocno nieprawdopodobna opowieść z silnie zarysowanym wątkiem obyczajowym. W prozie Kyrcza zawsze realizm stanowi mocny akcent, a przerażenie budzi kontekst czynów, do jakich zdolni są ludzie, oraz naszej ludzkiej bezsilności na okrucieństwo, które nas otacza. W „Żelaznych Dziewicach” obserwowany świat daleki jest od ideału, ale jednocześnie bliski otaczającej nas rzeczywistości. A główny bohater, który staje się ofiara makabrycznego spisku jest tyleż intrygujący, co bezradny wobec sił starających się sterować jego życiem. Rzeczywistość nad nim dominuje, przerasta go, a on – bezsilny – poddaje się temu pędowi, tej presji. To typowe u Kyrcza, ta niechęć do współczesnego modelu życia, gdzie nie ma praktycznie chwili wytchnienia. Echa tej tęsknoty przebijają się i tutaj.

W podobne tony – choć bardziej bezpośrednio – uderza Adam Froń w swoim „Szybkim lub martwym”. Tutaj mamy dosłowną negację konsumpcyjnego trybu życia i próbę oderwania się od niego. Jednak szczególnie na uwagę w przypadku tego autora zasługują „Oczy obcego” – znakomity, cyberpunkowy thriller o seryjnym mordercy, kradnącym ludziom tożsamości. Warto przeczytać.

Jarosław Turowski – prezentujący w zbiorze dwa swoje opowiadania – mnie bezkrytycznie kupił swoim „Przyprowadź córkę na rzeź”. Najbardziej makabryczne, najmocniej pulpowe i na wskroś kingowskie opowiadanie urzekło mnie przede wszystkim niezwykle sprawnie wykreowaną atmosferą. Ciarki towarzyszą lekturze każdego zdania i już nawet nie miałoby znaczenia, czy finał będzie tak makabryczny, a nie inny, bowiem droga do niego jest wystarczająco przerażającą przyjemnością. Jedno z moich ulubionych opowiadań ze zbioru – może dlatego, że najbardziej horrorowe?

Kacper Kotulak w „Biegiem, ku wzgórzom” bawi się konwencją wielkich podbojów i kolonizacji, tylko odwraca role. U niego Aztekowie najeżdżają Wyspy Brytyjskie, a nie zaś Europejczycy Azteków. Do tego mamy mocno nieudolnych, rozmiłowanych w alkoholu Irlandczyków z sędziwym Conanem na czele, azteckiego wodza z zamiłowaniem palącego halucynogenne zioło i dużą dawkę ironii, które przekształca fantasy w gatunkowy pastisz. Przy mrocznych, depresyjnych opowiadaniach pozostałych twórców Kotulak daje nam nie tylko świetny tekst jako taki, ale też i odrobinę wytchnienia oraz dobrego humoru.

Opowiadaniem wieńczącym zbiór jest tekst „Łzy klauna” Łukasza Radeckiego – i z całą pewnością jest to najmocniejszy punkt całej antologii. Jak ostatnio narzekałem na łamach Grabarza na niedopracowanego „Nienasyconego” tego autora, tak teraz nie sposób się nie zachwycić dojrzałą dosadnością prezentowanego utworu. Nie da się ukryć, że jest to jednocześnie chyba najsmutniejszy, najbardziej depresyjny utwór w całej „Iron Tales”, ale też nie zmienia to faktu, iż najdokładniej – a może lepiej powiedzieć: najboleśniej – trafia w sedno spraw, o jakich stara się mówić. I o jakich mówi, kreśląc szerokie spektrum poruszanego problemu, zarazem ujmując kłębiące się w bohaterze emocje. Odbieram ten tekst bardzo osobiście, bowiem sam znajduję z bohaterem – w sferze emocjonalnej właśnie – bardzo wiele punktów stycznych i być może dlatego tak bezkrytycznie podchodzę do tego opowiadania. Nie zmienia to jednak faktu, że Radecki ponownie pokazał, jak sprawnym warsztatem się posługuje i jak znamienite historie potrafi tworzyć. Ponoć dokooptowany do projektu antologii w ostatniej chwili – zdaje się być jej najznamienitszym akcentem.

„Iron Tales” to zbiór dla tych, którzy nie tylko lubią literacko-muzyczne eksperymenty, ale też cenią sobie dobrą, wielogatunkową prozę. Mamy tu historie quasi-obyczajowe, oniryczne opowieści i horror. Mamy humoreskę w konwencji fantasy i cyberpunkowy thriller. Słowem – wszystkiego po trochu, a klamrą spinającą całość jest dorobek wspaniałego zespołu. Cóż więcej powiedzieć? Up the Irons!

5 Stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Różni autorzy – Iron Tales
Wydawca: Gmork (2017)
Liczba stron: 295
Mariusz
Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także