Literatura

J.L. Bourne – Armagedon dzień po dniu. Tom 3. Rozbita klepsydra

dnia

patronat

Z lubością i w niemalże czytelniczym szale sięgam po kolejne powieści traktujące o apokalipsie zombie. Po mojej ulubionej serii „Zmierzch świata żywych” oraz po kiepskawej, w moim mniemaniu, „Apokalipsie Z”, trafił mi się cykl, który plasuje się gdzieś pomiędzy (bliżej tej pierwszej), choć przyznaję, że każda kolejna jego część podoba mi się bardziej. „Armagedon dzień po dniu. Rozbita klepsydra” to już trzeci tom serii autorstwa J.L. Bourne’a, a zapowiada się, że autor na tym nie poprzestanie.

Główny bohater znany z poprzednich tomów wyrusza na wojskową misję w celu odnalezienia tzw. „pacjenta zero”, czyli tego od którego być może wszystko się zaczęło. Wojsko, jak to wojsko, ma swoje tajemnice, jednak tym razem ktoś postanawia by grać z uczestnikami misji w otwarte karty. Towarzysze naszego bohatera znajdują się w bezpiecznym miejscu, jednak wygląda na to, że to tylko pozory, a ludzie uwielbiają ściągać na siebie niebezpieczeństwo, tak też niestety będzie i tym razem…

Jak można się spodziewać po powieści napisanej przez wojskowego, fabuła „Armagedonu dzień po dniu” jest mocno militarna – w zasadzie z tomu na tom nacisk postawiony na tematykę wojskową nasila się. Jeśli ktoś zupełnie nie zna się na zasadach funkcjonujących w wojsku, broni, taktyce oraz całym militarnym oprzyrządowaniu może gubić się w, co i rusz, pojawiających się nazwach, które nie wiele wnoszą do fabuły (no chyba, że ktoś się na tym zna i wie, jaki wpływ na zaistniałą sytuację ma taka czy siaka broń). Ja posiadając w domu miłośnika takiej tematyki, chcąc nie chcąc, zdążyłam się osłuchać z niektórymi pojęciami, toteż wiele nazw nie stanowiło dla mnie problemu, ale uważam że drobiazgowość z jaką autor podchodzi do tego może niektórym czytelnikom stwarzać problemy, lub też po prostu irytować.

Ogromnym plusem jest to, że Bourne postawił na realizm sytuacyjny. Bohaterowie rzadko kiedy dokonują całkowicie abstrakcyjnych i głupich decyzji, czym ściągają na siebie dużo mniej idiotycznych zagrożeń. Unika też, znanych z telewizyjnych tasiemców, zawirowań fabularnych, a tym samym unika mnożenia skomplikowanych sytuacji i nie utrudnia zbytnio relacji między bohaterami. Czytelnik może tym samym skupić się na tym co najbardziej lubi, czyli na fragmentach, w których pojawiają się zombie, a tych w tej powieści nie brakuje.

Warto zwrócić uwagę na to, że historia zdaje się fajnie rozwijać i coraz więcej się w niej dzieje. Bohaterowie rozdzielili się, toteż czytelnicy otrzymują szerszy obraz świata przedstawionego, na co pozwoliło również odejście przez autora od formy kronikarskiej, która pojawia się tylko czasami. Tak więc, w trzecim tomie, opowieść jest snuta już nie tylko przez głównego bohatera, co działa na plus dla tej powieści.

Bourne kończy swoją historię w takim miejscu, że w zasadzie może ale nie musi pisać kontynuacji, jednak biorąc pod uwagę, że każda kolejna książka jest ciekawsza, a fabuła rozwija się w interesującym kierunku, i wygląda na to, że jeszcze wiele zostało tutaj do opowiedzenia, to myślę, że warto by było gdyby rozważył spisanie kontynuacji. Jestem przekonana, że większość czytelników, którzy zapoznali się z pierwszym i drugim tomem, a teraz także i trzecim, potwierdzi moje zdanie, że ich apetyt został solidnie rozbudzony i po czwarty tom sięgnęli by bardziej niż chętnie.

5 out of 6 stars

Recenzentka: Żaneta Fuzja Krawczugo

J.L. Bourne – Armagedon dzień po dniu. Tom 3. Rozbita klepsydra
Tytuł oryginalny: Day by Day Armageddon. Shattered Hourglass
Tłumaczenie: Marcin Moń
Wydawca: Papierowy Księżyc (2018)
Liczba stron: 438

Polecamy także