Literatura

Jacek Piekiełko – Ciemne siły

Opublikował

dnia

ciemne sily

patronat

Mroczna legenda Rasputina, niemożliwe do wyjaśnienia w racjonalny sposób zdarzenia z udziałem bioenergoterapeutów i polska ekspedycja archeologiczna na bezdrożach rosyjskiej prowincji. Prócz tego: śledztwo w sprawie okaleczania pięknych kobiet, porwania, działania torpedujące pracę naukowców, stara kopalnia uranu, sekta chłystów, zakorzenienie w odległej przeszłości rozgrywających się współcześnie fabularnych zdarzeń, magiczne rytuały oraz — literacko dość mało wyrafinowane — opisy aktów przemocy. Tak w skrócie wygląda zawartość debiutanckiej powieści Jacka Piekiełko pt. „Ciemne siły”.

Na utwór składają się trzy opowieści (będące zarazem rozdziałami), połączone głównym wątkiem i kilkoma postaciami, z których na plan pierwszy wysuwa się — wbrew pozorom — wcale nie grupa archeologów, lecz policjant prowadzący śledztwo w sprawie seryjnego przestępcy atakującego dyskotekowe piękności. Aby jednak zrozumieć intrygę kryminalną, w którą został wplątany, konieczne jest prześledzenie innych wątków, współtworzących całość opowieści. Jest to strategia dość ryzykowna, bowiem czytelnik, zniechęcony pojawianiem się kolejnych komplikacji, może zrezygnować z lektury — tym bardziej, że kolejne postaci wprowadzane są na powieściową scenę dość chaotycznie (pisarz zdaje sobie zresztą sprawę z tego niebezpieczeństwa, skoro w odautorskim posłowiu dziękuje tym czytelnikom, którzy dotrwali do końca opowieści). Owszem, w całości fabularnej intrygi znajdują one ostatecznie swoje miejsce, jednak do końca mamy wrażenie przypadkowości niektórych rozwiązań; szczególnie silnie zaznacza się ona na „wątku francuskim” historii. Potencjalnie mógłby pełnić on istotną rolę w wyjaśnieniu genezy Nowych Chłystów, w obecnej postaci raczej jednak zaciemnia całość, niż ukazuje powody, dla których zdecydowali się oni sięgnąć po możliwości związane z bioenergoterapią; trudno przecież za rozwianie wątpliwości uznać wykład jednej z postaci na temat powinowactw ezoteryki, mistycyzmu i bioenergoterapii. Jest to zresztą zrobione na tyle niefortunnie koncepcyjnie i artystycznie, że sugeruje, iż autor nie miał pomysłu, jak wybrnąć z sytuacji, w której znaleźli się za jego sprawą bohaterowie. Przemożna chęć uczynienia opowieści bardziej straszną prowadzi Piekiełkę na literackie manowce, zaś sceny radienji (sekciarskiego obrzędu religijnego) w kopalni to przykład zmarnowanej szansy na punkt kulminacyjny w konfrontacji sił Dobra i Zła, jakim w zamierzeniu pisarza zdawał się finał opowieści. Naznaczony ckliwo-sentymentalnym happy endem, pozostaje zgodny z regułami zarezerwowanymi dla konwencjonalnych „opowieści z dreszczykiem”, w których zakłócona pojawieniem się zła równowaga zostaje przywrócona. Nie mniej rozczarowująca pozostaje też dezynwoltura, z jaką autor traktuje osobliwości rosyjskiej prowincji. Są one w „Ciemnych siłach” sprowadzone do kilku liczmanów: wszechobecnego alkoholu, bezkresnych przestrzeni i ksenofobicznych nastrojów.

Zarazem, przy wielu ułomnościach sprawiających, że debiut Piekiełki trudno uznać za w pełni udany, nie można pisarzowi odmówić słuchu do dialogów; dzięki temu jego bohaterowie zdają się przemawiać każdy swoim językiem, kiedy zaś wypowiadają się, ich kwestie nie sprawiają wrażenia sztuczności. Równie cenny, jakkolwiek nie do końca wykorzystany, zdaje się, tkwiący w „Ciemnych siłach”, potencjał fabularny, przejawiający się choćby w umiejętności tworzenia atmosfery narastającego strachu. Być może zatem mamy do czynienia po prostu ze zbyt wczesnym debiutem, którego autor będzie zdolny jeszcze wielokrotnie zadziwić miłośników fantastyki grozy.

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Jacek Piekiełko – Ciemne siły
Wydawca: Videograf (2017)
Liczba stron: 332
Adam Mazurkiewicz
Z powołania i zamiłowania krytyczny czytelnik fantastyki i kryminału we wszystkich odcieniach. W chwilach, gdy nie czyta gotuje. Z zasady nie bierze udziału w życiu mediów społecznościowych, a mimo to nie czuje się wyalienowany.

Polecamy także