Literatura

Jakub Bielawski – Słupnik

dnia

„Słupnik” Jakuba Bielawskiego okazuje się, już na starcie 2019 roku, jednym z największych tegorocznych zaskoczeń. I mówię to z pełną odpowiedzialnością bowiem taki debiut naprawdę trudno będzie czymkolwiek przebić, czy choćby mu dorównać. O Bielawskim mało kto słyszał. Autor dotychczas opublikował bodaj tylko trzy opowiadania: dwa w magazynie „Histeria” oraz jedno w „Okolicy Strachu”, pod szyldem której zresztą debiutuje ze zbiorem opowiadań. Znakomitym – bo „Słupnik” z całą pewnością okazuje się być jedną z najlepszych pod względem literackim pozycji, jakie się w ramach „Biblioteczki Okolicy Strachu” pojawiły, idąc w sukurs weirdowej „Kamienicy panny Kluk” Damiana Zdanowicza.

Bielawski także ochoczo, ale i umiejętnie sięga po weird – co z jednej strony może zaskakiwać bo pozornie niedoświadczony autor mierzy się z gatunkiem niezwykle trudnym i wymagającym, jednak ważniejsze, że wychodzi z tego starcia nie tyle obronną ręką, co wręcz (w pełnym znaczeniu tego powiedzenia) z tarczą, nie na tarczy. Zachwyca przede wszystkim sprawność operowania słowem u Bielawskiego – jego umiejętność wzorcowego odzwierciedlania otaczającej rzeczywistości, z jednoczesnym, bezustannym wprowadzaniem do niej elementu niepokoju. Niepokoju typowego właśnie dla weird, nie zaś pulpowej grozy, która operuje zupełnie innym zestawem narzędzi i motywów, co zdaje się stawiać jego twórczość na przeciwległym dla grozy popularnej biegunie, i czyni „Słupnika” bardziej niszowym. Na całe szczęście polski czytelnik, jak się okazuje, coraz częściej sięga po prozę weirdową, nie tylko spod znaku Lovecrafta (nadmiernie już wyeksploatowanego), ale także zmierzającą właśnie bardziej w kierunku estetyki Ligottiego.

U Bielawskiego wnikliwa obserwacja rzeczywistości umożliwia (czy to samym bohaterom, czy czytelnikom), poprzez spostrzeżenia narratora, obnażanie nieścisłości w konstrukcji otaczającego nas świata, co w efekcie prowadzi do doszukiwania się kolejnych warstw kryjących się poza osnową znanego nam wymiaru. A to budzi (bo musi budzić w samym założeniu podważania konstrukcji rzeczywistości) już nie tyle podskórny niepokój, co autentyczny lęk.

W prozie Bielawskiego kluczowe znaczenie ma starannie budowany, dzięki doskonale opanowanemu warsztatowi stylistycznemu i precyzyjnemu operowaniu słowem, nastrój. Więcej tu pozostaje w domyśle, więcej kryje się poza powszechnie dostępnym spectrum postrzegania – wyczuwalne, ale nie całkiem widzialne. I to właśnie siła przekazu historii ze „Słupnika” – ta nieoczywistość, która staje się pierwszym przyczółkiem do odczuwania niepokoju, pewnego dyskomfortu poznawczego, który zmusza nas do zanegowania ustalonej konstrukcji wszechświata i chęci zajrzenia poza znany nam schemat. Jednak to, co się tam kryje, niekoniecznie powinno zostać dostrzeżone.

Jeśli szukacie pulpowej rozrywki, to odpuście sobie lekturę „Słupnika”. Jeśli bawią Was wyłącznie zombie, słowiańskie demony łaknące krwi, czy mroczne sekty składające ofiary z ludzi, to odłóżcie tę książkę i poszukajcie dla siebie czegoś w pozostałej ofercie Phantom Books Horror. Siłą prozy Bielawskiego jest przeświadczenie, że poza znanym nam światem kryje się coś o wiele bardziej mrocznego i przerażającego, niż jest w stanie wysnuć ludzka wyobraźnia. To mój mocny typ do Nagrody im. Stefana Grabińskiego za rok 2019. I trudny, ale znakomity oraz wart poznania zbiór opowiadań debiutanta, który dorównuje, a może i przewyższa warsztatem, wielu bardziej rozpoznawalnych kolegów po piórze.
Polecam!

 

6 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Jakub Bielawski – Słupnik
Wydawca: Phantom Books (2019)
Liczba stron: 194

Polecamy także