Literatura

Jakub Ćwiek – Stróże

dnia

„Stróże” to powrót Kuby Ćwieka do świata Kłamcy, i nie mogę powiedzieć, by nie był to powrót udany. Chyba nawet bardziej, niż wydany w 2015 roku „Kłamca. Papież sztuk”. Niewątpliwie jest to swoiste odświeżenie uniwersum przez skupienie się na nowych bohaterach – można by rzec, że jest to swoiste przemodelowanie dotychczasowego świata, w którym tym razem środek ciężkości skupia się na kimś zupełnie innym, niż sam Loki, będący postacią nieco poboczną. Ale taki zabieg (o dziwo!) udaje się Ćwiekowi całkiem nieźle. Z jednej strony nie powinni czuć się zawiedzeni miłośnicy klasycznych przygód Kłamcy, ale z drugiej czytelnicy otrzymują coś nowego, w czym mogą się z łatwością odnaleźć ci, którzy jeszcze się z Lokim nie zetknęli.

Historie opisane w „Stróżach” to opowieści pełne ironii i niewyszukanego humoru, z którego zresztą zasłynął Loki. Jest tu też mnóstwo odniesień popkulturowych, które zresztą Ćwiek uwielbia, więc w jego przypadku granie takimi kliszami nie jest ani niczym nowym, ani zaskakującym. Jednak nie zmienia to faktu, iż autor nie ukrywa swych zamierzeń i nie próbuje nam wmawiać, że tworzy tu jakieś novum. Czerpie garściami z dorobku pulpowej rozrywki i transformuje to na swój język opowieści i swoją kreację świata, wykorzystując stare, dobrze już znane postacie, jak Loki, ale też z powodzeniem wprowadza nowe – czyli tytułowych Stróży – Zadrę i Butcha.

Kto zna standupowe aspiracje Ćwieka i jego ekipę z Brothells Stand Up Group, tego nikogo nie zaskoczy podobieństwo Zadry i Butcha do kolegów Kuby z powyższego teamu. To trochę ukłon w ich stronę (zresztą to im Ćwiek dedykuje książkę), ale także potwierdzenie tego, jak mocno twórca postaci Kłamcy czerpie nie tylko z popkultury, ale i z otaczającego go świata. Tak jak dało się pewne smaczki wyłowić w cyklu „Chłopcy”, jest to zauważalne i tutaj – kreacje literackie Ćwieka to zabawa w zaklinanie rzeczywistości i okraszanie tego koktajlu mnogością popowych odniesień. Jego proza budzi kontrowersje – jedni odżegnują go od czci i wiary, inni są oddanymi fanami. Nie zmienia to jednak faktu, że Ćwiek bawi się swoim pisaniem i czyni z niego przede wszystkim dynamiczną, popkulturową rozrywkę, nie próbując większością utworów pretendować do miana literatury zaangażowanej. Więc i doszukiwanie się tego nie ma sensu, a tym bardziej narzekanie, że tego w prozie Kuby nie ma…

Abstrahując od powyższego i pomijając nieco słabsze kawałki (jak nie całkiem udany „Zawisza Czarny”) Ćwiekowi całkiem udanie wychodzi kreowanie opowieści lekkich, prostych i przyjemnych, które przyciągają dynamiką, ciekawymi pomysłami i dużą dawką prześmiewczości. Autor zdaje się nie uznawać świętości i wszystko jest skłonny obrócić w żart. W tym tomie „Stróży” oferuje ciekawe poszerzenie uniwersum Kłamcy, wprowadzające jego rzeczywistych kumpli, przetransformowanych na język opowieści, na którym autor zbudował swój pierwszy sukces.

Osobiście cieszę się z tego tomu i mam nadzieję na następne bowiem widać, że co trzech „wariatów”, to nie jeden, a Ćwiek nadal dobrze czuje się w ironicznych, pulpowych kawałkach. I choć najbardziej lubię go w prozie w stylu „Grimm City” (do którego – m am nadzieję, powróci) to jednak chętnie sięgnę po kolejne książki o Zadrze i Butchu z W.I.N.A – Wydziału Interwencyjnego Nadzoru Anielskiego.

Polecam wszystkim, którzy tęsknią za Kłamcą, ale też tym, którzy nigdy się z Lokim nie spotkali. Warto zawrzeć tę znajomość, choćby od tej właśnie książki.

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Jakub Ćwiek – Stróże
Wydawca: SQN 2018
Ilość stron: 384
Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także