Literatura

Jarosław Turowski – Nienazwany

Opublikował

dnia

patronat

Debiutancką powieść Jarosława Turowskiego — „Nienazwanego” — oficyna Phantom Books wydała w dwu tomach. Decyzja ta była podyktowana tyleż objętością utworu, co linią fabularnej dramaturgii, pozwalającej na zróżnicowane okładek obu woluminów. W efekcie zatem czytelnik otrzymuje dość obszerną opowieść, w racjonalny sposób podzieloną edytorsko i zaopatrzoną w wysmakowane artystycznie, niepokojące rysunki Dawida Boldysa, specjalizującego się w ukazywaniu grozy istnienia. Czy zatem istnieje inny powód do narzekania, niż drobny druk utrudniający lekturę dość obszernej powieści?

Pozornie utwór Turowskiego oferuje to wszystko, czego powinni spodziewać się miłośnicy oficyny stawiającej sobie za cel wskrzeszenie pulpowego horroru. Wydawnictwo nieprzypadkowo przecież nawiązuje w swej nazwie do kultowego Phantom Press, które w latach dziewięćdziesiątych XX wieku wprowadziło polskiego czytelnika w świat, może i niewysmakowanej artystycznie, za to lekturowo atrakcyjnej grozy. Pod tym względem zresztą „Nienazwany” może stanowić modelowy przykład opowieści, zawierającej w dość dużych dawkach przemoc, okrucieństwo, perwersyjną erotykę niebezpiecznie zbliżającą się do pornografii, elementy poetyki pokrewnej bizarro fiction (sceny tortur Pokutnicy), niekiedy zresztą zmieszane z sobą w trudny do zaakceptowania miks (fantazje głównego bohatera na temat gwałtu na niepełnosprawnej osobie). W skrócie: jest to zatem powieść nie dla wszystkich amatorów „opowieści z dreszczykiem”. Ci jednak, którzy gustują w „mocnych” klimatach i przedkładają dosłowność nad sugestię powinni być usatysfakcjonowani. Czy jednak będą?

Odpowiedź na to pytanie jest trudna o tyle, że „Nienazwany” to powieść przegadana. Podczas lektury trudno oprzeć się wrażeniu, że bohaterowie nie mówią, a przemawiają, niczym w antycznym teatrze odgrywając role z góry znane odbiorcom. Jednakże równie wiele co owe przemowy, zajmują miejsca rozważania protagonistów. Mają one — intencjonalnie — ukazywać ich rozterki i cierpienia psychiczne, w obliczu zjawisk „nie z tego świata”, nie dających się racjonalnie wyjaśnić. Jednak ich artystyczny kształt nakazuje podejrzewać, że znakomita część z nich służy temu samemu, co dokładne, hiperrealistyczne opisy: powiększeniu objętości utworu. Ten bowiem, po odrzuceniu wszystkiego co nadmiarowe, a jednak zbędne (zarówno dla nakreślenia świata przedstawionego, jak i wykreowania nastroju grozy), bez szkody dla czytającego mógłby zmniejszyć swój rozmiar do jednego większego tomu. Tym samym z blisko sześciuset stronnicowej opowieści pozostałoby może siedemdziesiąt-osiemdziesiąt procent pierwotnej objętości. To wprawdzie niewiele, jednak o wartości literatury decyduje nie ilość, a jakość.

Gdyby zatem pokusić się o całościową ocenę „Nienazwanego”, należałoby podkreślić duży potencjał dramaturgiczny snutej przez Turowskiego historii. Niebanalnemu zawiązaniu akcji (wątek ze zdjęciem inicjującym tragiczne wypadki, zapowiada frapującą opowieść) towarzyszą równie niekonwencjonalne zwroty fabularne, sam zaś pomysł na wykorzystanie motywu bliźniąt jest z pewnością oryginalny. Zarazem jednak potencjalnie interesującą historię zepsuł słowotok i brak dyscypliny pisarskiej. Biorąc jednakże pod uwagę, iż jest to debiut, który można traktować, jako poligon doświadczalny, miejmy nadzieję, że autor udoskonali warsztat pisarski, tego bowiem co najcenniejsze — wyobraźnię, pozwalającą mu kreować interesujące fabularnie opowieści — z pewnością mu nie zbywa.

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Jarosław Turowski – Nienazwany
Wydawca: Phantom Books (2018)
Liczba stron: tom 1 – 276; tom 2 – 296
Adam Mazurkiewicz

Z powołania i zamiłowania krytyczny czytelnik fantastyki i kryminału we wszystkich odcieniach. W chwilach, gdy nie czyta gotuje. Z zasady nie bierze udziału w życiu mediów społecznościowych, a mimo to nie czuje się wyalienowany.

Polecamy także