Literatura

Joann Chaney – To, o czym nie wiesz

Opublikował

dnia

Miłość prowadząca do śmierci niewinnych osób; detektyw przeistaczający się w podejrzanego po to, by móc go zrozumieć; dziennikarka gotowa na wszystko, aby powrócić do zawodu i policjant rozdarty między pragnieniem spokojnego doczekania emerytury a doświadczaniem niegdysiejszych uderzeń adrenaliny. Wszystko to rozgrywa się w mrocznych zaułkach przedmieść staczającego się — w myśl opinii mieszkańców — ku upadkowi Denver. Wybór tego stanu jest zresztą nieprzypadkowy: to jeden z nielicznych stanów nie mających naturalnych granic (zastępują je długość i szerokość geograficzna, nadając Kolorado kształt czworoboku). Sztuczność takiego rozwiązania potęguje wrażenie niesamowitości scenerii fabularnych zdarzeń. Bo też „To, o czym nie wiesz” Joann Chaney (aż trudno uwierzyć — biorąc pod uwagę koncept i artyzm utworu — że jest to jej debiut pisarski) rozpoczyna się — zgodnie z Hitchcockowską formułą — od „trzęsienia ziemi”, by w miarę rozwoju akcji napięcie mogło wzrosnąć.

Powieściowym odpowiednikiem „trzęsienia ziemi” jest ujęcie seryjnego mordercy już w pierwszych partiach utworu oraz gra, jaką prowadzi on ze śledczymi, oskarżającymi go o uczynienie z własnego domu cmentarzyska ofiar. Tak zarysowany punkt wyjścia domaga się odpowiedniego dopełnienia i czytelnik otrzymuje je, jakkolwiek w sposób odmienny, niżby się spodziewał. Wbrew pozorom to, co najważniejsze i decydujące o wyjątkowości powieści Chaney, nie jest skryte w misternej intrydze fabularnej, lecz jej implikacjach. Dopiero bowiem kiedy opadną emocje związane z poznaniem rozwiązania kryminalnej zagadki, czytelnik uświadamia sobie konsekwencje gry, w którą został wciągnięty przez pisarkę. Nie zdarzenia są bowiem w utworze najważniejsze, lecz własne odczucia czytającego, z których ten zdaje sobie sprawę dopiero post factum.

Na tle innych, dość licznych opowieści o seryjnych mordercach i (nie zawsze udanych) próbach ich ujęcia przez stróżów prawa, utwór Chaney zwraca uwagę filmowym sposobem prowadzenia narracji. Narrator wprowadza czytelnika w scenerię akcji poszukując kinowych paralel między obrazem literackim i tym zakorzenionym w kulturowej pamięci odbiorców. Dzięki temu, dość prostemu formalnie zabiegowi, czytający konkretyzuje w plastyczny sposób podsuwane mu obrazy — tym bardziej, że i artystyczna realizacja pomysłu fabularnego w pełni zasługuje na ekranizację.

Jest jednak również inny aspekt filmowego charakteru „Tego, o czym nie wiesz”: to wyraziści, pełnowymiarowi bohaterowie, z których każdy zasługuje na osobną uwagę. Niezależnie bowiem od tego, jaką rolę odgrywają w opowieści, pisarka zadbała, aby na długo pozostali w pamięci czytelnika. Każdy z nich ma nie tylko niepowtarzalny sposób bycia, ale i własne obsesje sprawiające, że prosty podział na „dobrych i złych” pozostaje unieważniony. Podobnie trudno jednoznacznie ocenić przyświecające im motywacje; nawet bowiem postępowanie negatywnych bohaterów można — jakkolwiek w pokrętny sposób — zrozumieć, nawet jeśli towarzyszy temu brak akceptacji dla rozwiązań, które obrali.  Tym bardziej, że Chaney zadbała, aby odbiorca pozbawiony został komfortu łatwego osądu ich działań. Trudno zresztą, aby było inaczej, skoro w jej opowieści szlachetne porywy serca prowadzą do zbrodni, zaś nikczemność bywa jedynym sposobem na to, aby sprawiedliwości mogło stać się zadość. Nie jest to zarazem „świat na opak” i nie sposób odnaleźć w nim pozytywnych antybohaterów, własną przemyślnością wprowadzających prawo i porządek.

Po tak udanym debiucie jedynym, co pozostaje miłośnikom niekonwencjonalnego thrillera, jest śledzenie dalszej kariery Chaney w oczekiwaniu kolejnych — co najmniej tak dobrych, jak „To, o czym nie wiesz” opowieści.

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Joann Chaney – To, o czym nie wiesz
Tytuł oryginalny: What You Don’t Know
Tłumaczenie: Joanna Szczepańska
Wydawca: Zysk i S-ka (2017)
Liczba stron: 401
Adam Mazurkiewicz
Z powołania i zamiłowania krytyczny czytelnik fantastyki i kryminału we wszystkich odcieniach. W chwilach, gdy nie czyta gotuje. Z zasady nie bierze udziału w życiu mediów społecznościowych, a mimo to nie czuje się wyalienowany.

Polecamy także