Literatura

Joe Hill – Dziwna pogoda

dnia

Joe Hill w nowej książce pokazuje, że niekoniecznie tkwi w cieniu ojca, a może nawet chwilami go przewyższa. Kiedy tylko wyrywa się z okowów prozy okołokingowskiej (co w grozie wcale nie jest takie łatwe) okazuje się, że to autor dojrzały, z ciekawymi pomysłami i naprawdę dopracowanym warsztatem. „Dziwna pogoda” to cztery nowele, wśród których dominują czysto fantastyczne opowieści oraz jedna – zupełnie realistyczna – która bije chyba wszystkie inne na głowę. Ale po kolei.

„Zdjęcie” to historia tajemniczego aparatu, który robi bardzo dziwne fotografie, a jego właściciel nie ma zbyt uczciwych zamiarów… To właśnie historia bardzo w stylu Stephena Kinga. Zresztą, on sam napisał kiedyś opowiadanie z demonicznym aparatem Polaroid w roli głównej („Polaroidowy pies” w tomie „Cztery po północy”). Joe Hill sięga po koncept maszyny robiącej niezwykłe zdjęcia i jej na wpół mrocznego, na wpół groteskowego właściciela, czyhającego na pewną, bliską bohaterowi noweli, staruszkę. I tak naprawdę główna idea fabuły to dla autora okazja do snucia pełnej nostalgii i ciepła opowieści o dzieciństwie. Sama historia może nie porywa pomysłem bowiem mimo uczucia grozy, wyraźnie wyczuwalnego na początku, tak naprawdę sam wątek nadprzyrodzony schodzi na dalszy plan, a sentymentalne rozważania głównej postaci stają się najważniejszym elementem utworu. Rzecz jasna, nie jest to wada bowiem wykonanie warsztatowe stoi na naprawdę wysokim poziomie, jednak natrętnie narzucające się skojarzenie ze stylem ojca nie tylko obniża trochę jego ocenę, ale i pozbawia historię Hilla siły wyrazu.

„Naładowany” to nowela, dla której warto sięgnąć po „Dziwną pogodę”. Choć to historia zupełnie pozbawiona wątku nadprzyrodzonego, to jej mroczna fabuła i piorunująco dobre zakończenie stanowią o jej pozycji, wyższej od pozostałych tekstów w książce. To przede wszystkim znakomicie sportretowana Ameryka z jej miłością do swobodnego dostępu do broni palnej. Jednocześnie to niezwykle przewrotna opowieść o tym, jak łatwo można pomylić się w ocenie faktów, jeśli spoglądamy tylko powierzchownie i widzimy tylko to, co chcemy zobaczyć – to, co bardziej odpowiada naszej wizji świata. Paradoksalnie, nie ma tu prezentacji jednoznacznie słusznego stanowiska, a raczej podkreślenie złożoności problemu, jakim jest prawo do posiadania broni w USA. Wydawać by się mogło, że w tej historii Joe Hill stanowczo opowiada się przeciw, jednak ostatnie zdanie w noweli, ostatnie pytanie, jakie w niej pada poddaje w wątpliwość nasze przekonania. Opowieść jest mocna, brutalna i bezkompromisowa. Na swój sposób prawdziwa (przecież takie rzeczy naprawdę się dzieją) – ten realizm robi chyba największe wrażenie i przeraża przy lekturze najmocniej. Znakomicie sportretowani bohaterowie to siła napędowa tej opowieści. Reprezentują różne grupy społeczne, a tym samym odmienne poglądy na temat dostępu do broni, co daje nam umiejętnie wpleciony w fabułę dyskurs na ważny temat, co do którego w amerykańskim społeczeństwie nie ma zgody. I chyba nigdy jej nie będzie.

„Wniebowzięty” to mocno oniryczna historia o bardzo niefortunnym skoku spadochronowym, który kończy się na tajemniczej chmurze… Ta historia też mogłaby wyjść spod pióra Stephena Kinga. Mocny akcent wątku obyczajowego urozmaica ciekawy, ale kiepsko rozwinięty pomysł. To chyba nowela, która najbardziej zawodzi brakiem sensownego rozwinięcia motywu niezwykłej chmury, na której po skoku ląduje nasz bohater. Całość znów ratuje doskonale nakreślona warstwa obyczajowa – nostalgiczne powroty w przeszłość, które chyba stają się już stałym elementem pisarstwa Hilla, ale to akurat trzeba poczytywać mu na plus bowiem radzi sobie z tym znakomicie.

Ostatnia z nowel zawartych w zbiorze – „Deszcz” – to kolejne, mocne skojarzenie z dorobkiem Kinga (a ściślej z „Bastionem”), jednak niewątpliwie to opowieść broniąca się ciekawym wyjaśnieniem wyjściowej tajemnicy niezwykłego deszczu. Hill po raz kolejny znakomicie buduje napięcie, tym razem wokół tragicznej, ale i tajemniczej ulewy kryształowych, ostrych igieł, które doprowadzają do masakry, lecz są jednocześnie zapowiedzią czegoś znacznie gorszego. Wizja apokalipsy, która nie do końca jest bożym dopustem, a bardziej koszmarną formą zemsty, została nakreślona z umiejętnym rozmachem, bez popadania w przesadny melodramatyzm. Pokazanie historii z perspektywy zwyczajnych jednostek, dodatkowo zderzających się z typowymi problemami nietolerancji społecznej, które uwypuklają się w obliczu ogólnonarodowej katastrofy, to dobry ruch pozwalający autorowi z jednej strony pokazać żółtą kartkę pewnym obywatelskim postawom, a z drugiej odmalować sugestywną wizję upadku społecznego w obliczu katastrofy (nieważne czy pochodzenia naturalnego, czy wywołanej sztucznie). Trochę to apokaliptyczny thriller, trochę opowieść drogi, a trochę historia obyczajowa o miłości i uciekaniu od samotności oraz o tym, że ludzi poznajemy tak naprawdę w obliczu największych trosk. Zgrabnie napisane, z lekko ironicznymi wstawkami (np. więzień uciekający wielkim traktorem) i z sugestywnym przekazem, że zbyt łatwo, zbyt chętnie oceniamy i szafujemy wyrokami, obserwując tylko powierzchowność – a to źle, rzecz jasna. To drugi, po „Naładowanym”, mocny punkt tego zbioru.

„Dziwna pogoda” okazuje się być książką znakomitą, choć niepozbawioną niewielkich wad. Jednak w ujęciu całościowym to przykład, że Joe Hill całkiem nieźle radzi sobie z wychodzeniem z ojcowskiego cienia, i nawet kiedy inspiruje się jego dorobkiem, to transformuje te historie w coś nowatorskiego, własnego, świeżego. „Dziwna pogoda” to z pewnością jedna z ważniejszych premier grozy w tym roku. I na pewno warta polecenia!

 

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Joe Hill – Dziwna pogoda
Tytuł oryginalny: Strange Weather
Tłumaczenie: Marta Guzowska
Wydawca: Albatros (2018)
Ilość stron: 510
Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także