Film

John Wick 2

dnia

Co zrobić z filmem, który podbił serca widzów absurdalnym scenariuszem i tanim (choć drogim) efekciarstwem? A no można tylko jedno. Zrobić jego kontynuację! I zawrzeć w niej wszystko to co tak doskonale zagrało w pierwszej części, tylko zrobić to wszystko mocniej, lepiej i ogólnie bardziej! Taki właśnie jest „John Wick 2”. To doskonałe kino gatunkowe, które choć powiela schematy to jednak wprowadza potrzebną filmom sensacyjnym świeżość. Za sukcesem pierwszej części stoi bez wątpienia to co ja nazywam „uczciwością twórców”, która w przypadku „Johna Wicka” objawiła się tym, że (jak pisałam w recenzji) nie zależało im na udowodnieniu widzom, że w tej produkcji chodzi o coś więcej niż tylko to, co widać na ekranie. Skoro nie musieli głowić się jakimi sztuczkami nadbudować drugie dno tej historii, mieli dużo czasu by skupić się na stworzeniu dzieła brawurowego, eleganckiego, uwodzącego wspaniałymi zdjęciami i genialną muzyką. Przy dwójce zrobili to samo, tylko że zrobili to jeszcze lepiej. Niestety łyżką dziegciu tej produkcji jest zakończenie, ale wrócę do tego później.

John pomścił śmierć suczki, którą otrzymał w prezencie od śmiertelnie chorej żony. Psiak miał mu pomóc uporać się ze stratą, jednak sam długo nie pożył bowiem John został napadnięty w swoim domu przez rosyjskich gangsterów reprezentowanych przez zadufanego w sobie syna lokalnego bosa oraz jego ochroniarzy. John przeżył, suczka niestety nie. Tamtej nocy zniknęło też jego ukochane auto… I właśnie od zamknięcia pewnych spraw z poprzedniego filmu rozpoczyna się druga część. Jest to wspaniały zabieg pozwalający na ustawienie wysokiego poziomu adrenaliny już w pierwszych scenach. Dopiero później widz spokojnie wchodzi w fazę faktycznej fabuły filmu i znowu robi się gorąco. Z Rzymu przyjeżdża do Johna, ktoś kto kiedyś pomógł mu odejść na „emeryturę”. Jednak pomoc ta, jednorazowo związała bohatera z jego dobroczyńcą i ten przybył właśnie, by upomnieć się o spłatę długu, powołując się na tradycję „przysięgi krwi”. John nie może odmówić, wyrusza więc do Rzymu i ściąga na siebie całą masę kłopotów…

Co tu dużo pisać? Wszystko w „Wicku 2” jest lepsze. Lepsza muzyka, lepsza gra aktorska, więcej walk, więcej strzelanin, więcej, więcej i więcej… Przerysowany świat pełen przemocy, ale też elegancji i honoru staje się dla widzów szerszy, łatwiej go eksplorować, a przy tym nie traci nic ze swojego uroku. Keanu Reeves być może nie dysponuje twarzą zdolną do zaprezentowania wachlarza emocji, jest jednak człowiekiem konsekwentnym i wytrwałym, czego dowodem jest to, że pomimo przekroczenia pięćdziesiątki nadal sam występuje w większości scen walk. I jest w nich doskonały! A skoro już posłodziłam, to czas na gorzki finał, który moim zdaniem jest jednak zbyt dosadny. Uważam, że twórcy spokojnie mogli sobie darować stawianie tu „kropki nad i”. Mieli możliwość zakończenia filmu w wyjątkowy, pozostawiający delikatne wątpliwości sposób. Był taki moment gdzie mogli powiedzieć „stop” ale nie zrobili tego, przez co zakończenie traci nieco z tej całej filmowej elegancji, obnażając naturalną, choć nie koniecznie przyjemną prawdę kryjącą się za wszystkimi kasowymi hitami, czyli chęć zarobienia kolejnej zawrotnej sumy. Tym samym mogę wnioskować, że to kwestia czasu, kiedy pojawią się zapowiedzi „Johna Wicka 3”. Byle w przypadku kolejnego filmu twórcy nie przesadzili całkowicie.

Recenzent: Żaneta „Fuzja” Wiśnik

John Wick 2
Tytuł oryginalny: John Wick: Chapter Two
Kraj: USA (2017)
Reżyseria: Chad Stahelski
Obsada: Keanu Reeves, Riccardo Scamarcio, Ian McShane, Ruby Rose
Dystrybutor: Monolith Films

zobacz w cc

Żaneta

Czyta, ogląda i wącha książki a także pracuje w ich otoczeniu. W szafie trzyma plecak spakowany na wypadek ewentualnej apokalipsy (najlepiej zombie). W wolnych chwilach wychowuje psa i uprawia kuking, czyli zamęcza domowników i internety swoim gotowaniem.

Polecamy także